Mit nr 3: rób, co kochasz, a dnia w pracy nie będziesz

Mit nr 3: rób, co kochasz, a dnia w pracy nie będziesz

Tytułu Pogromcy Mitów sobie (jeszcze) nie przyznam. Przypomnę jedynie, że przynajmniej dwa z tych mocno pokutujących już nadkruszyłem. Mam na myśli cudowny lek na wszystko, czyli „Bądź sobą!” (LINK) oraz uczciwy w założeniu acz niezbyt sensownie sformułowany postulat „Nie oceniaj!” (LINK). Pora na trzeci, równie często powracający w nawoływaniach internetowych i motywacyjnych doradców:

„Rób to, co kochasz, a nie spędzisz w pracy ani jednego dnia”

Wygląda, że jest tutaj kilka co najmniej mętnych założeń początkowych oraz jeden element, który może zdrowo namieszać w głowie i wręcz zaszkodzić (syndrom Oszczepnika Cezara, wrócę do tego). Wszystko to kwalifikuje powyższe hasło do kategorii Mity Internetów i mówców motywacyjnych.

Po pierwsze, skąd założenie, że to akurat praca musi być utożsamiana z pasją. W pracy można dobrze i uczciwie robić swoje, otrzymywać za to uzgodnione wynagrodzenie i żyć pełnią życia i pasją daleko poza pracą. Albo… po prostu żyć dobrze wedle własnego gustu. To wcale nie musi oznaczać nieustannego przekraczania barier, rozświetlonego wzroku i opuszczania tej słynnej strefy, co to jej nikt nie widział, a tyle się o niej rozprawia.

Idąc dalej – praca nie będąca życiową pasją nie jest złem. To nie jest system 0 i 1, czyli masakra i dramat kontra pełnia życia i spełnienie totalne (czego też nikt nie widział, ale fajnie się rozprawia). Można mieć kilka obszarów po prostu lubianej aktywności. Lubianej, a nie kochanej na zabój. Praca może być jednym z nich, z tych kilku. Do tego niekoniecznie najważniejszym. Pomiędzy stanami „Ludzie, jak ja kocham swoją pracę!” oraz „Ludzie, jak ja nienawidzę tej roboty” istnieje wiele kroków pośrednich. Nie odbierajmy ludziom prawa do: „Moja praca jest ok., kosmolotów nie buduję, ale są dobrzy ludzie i w ogóle”.

Postulat, by oddać się pasji i koniecznie połączyć ją z pracą niesie jeszcze jedno niebezpieczeństwo: zbytnie zaniedbanie pozostałych obszarów życia (rodzina/przyjaciele, społeczność, ja poza pracą). Może też silnie degradować kreatywność, elastyczność oraz zdolność i ochotę do regeneracji. A to już droga ku zatraceniu, choć miła, bo na haju. Z pracy należy świadomie wychodzić fizycznie i mentalnie, a robi się to trudniej, gdy puścimy pasję luzem. Pisałem o tym m.in. w „Czy Twój umysł jest jak starożytny miecz?” (LINK) oraz „Strefa śmierci, nasz chleb codzienny…” (LINK). Nie mówiąc już o czającym się za zakrętem kryzysie rodzinnym. Każdy narkotyk na początku jest rajem. Dawkowany bezrozumnie niszczy.

Będziesz wtedy nikim innym, jak Oszczepnikiem Cezara ze znanego komiksu i kreskówki o przygodach Asterixa. Kim był Oszczepnik Cezara? Był to zawodnik wyspecjalizowany w rzucie oszczepem, a jakże. Jednak jego specjalizacja polegała na tym, że wytrenowaną ponad miarę miał prawą stronę ciała. Tylko prawą, bo prawą ręką miotał oszczep. Lewa strona była chuda i zaniedbana. Popatrz na zdjęcie ilustrujące artykuł. W kreskówce to jest tylko i wyłącznie zabawne. Za to ten przykład świetnie ilustruje niebezpieczeństwa czające się dla prawdziwego życia. Patrząc na Oszczepnika Cezara zaczynamy rozumieć, że słowo holizm i holistystyczne podejście nie są tylko modnymi bon motami.

Pamiętajmy o jeszcze jednym. Statystycznie to jedynie kwestia czasu, by praca, nawet ta będąca pasją, nas wypluła. Albo zrobi to niewidzialna ręka rynku (czyli czynniki zewnętrzne, ekonomiczne lub ludzie) albo sam po kilku/nastu/dziesięciu latach będziesz miał dosyć. Z czym wtedy zostaniesz, jeśli ta jedna praca-narkotyk była dla Ciebie wszystkim? Tak, masz rację. Z niczym.

Ostatnia uwaga. Można argumentować, że przecież popatrzmy na takich pasjonatów, jak choćby Jobs czy Musk gdzieś daleko, Kulczyk czy Brzoska tutaj blisko lub Doba i Kukuczka w obszarze pozabiznesowym. Czysta pasja, pełne poświęcenie aż po śmierć w niektórych przypadkach. Zanim ktokolwiek podniesie ten argument, niech zwróci uwagę, że na krzywej Gaussa społeczności to ułamek procenta gdzieś bardzo daleko od jej środka i znakomitej większości. Przenoszenie tych przykładów na całą społeczność przypomina znany skecz Monty Pythona o narodzie składającym się z samych Supermenów. Nie z każdego zrobi się Jordana, czy Bolta. Ba, nie każdy musi chcieć kimś takim być.

Poza tym… skąd wiemy, czy i kiedy nawet ci sztandarowi pasjonaci byli szczęśliwi? Czy i kiedy uszczęśliwili innych? Czy i kiedy uszczęśliwiali siebie być może wręcz kosztem innych? No właśnie, tego nie wiemy. Za to mamy tendencję do popełniania typowego błędu poznawczego, czyli wyciągania daleko idących wniosków na bazie bardzo śladowych danych, czyli wizerunków budowanych w mediach.

Previous Motywacja totalna, sposób uniwersalny
Next Policjanci jak rycerze. Prawdziwi, nie z legend

Powiązane wpisy

Autorefleksja

Etyka w biznesie – wszyscy jesteśmy więźniami

Teoria gier to dynamiczna dziedzina matematyki, choć wciąż stosunkowo młoda. Ma już na swoim koncie kilka nagród Nobla, a jej odkrycia znajdują zastosowania praktycznie wszędzie. Jedną z metod badawczych jest

Autorefleksja

Czy stosujesz przemoc? Tak, codziennie

Byłem uczestnikiem ciekawej dyskusji. Przyznam się, wręcz inspiratorem. Punktem wyjścia było proste pytanie „Czy nadstawianie drugiego policzka jest strategią wygrywającą?”. Blisko 300 komentarzy i wielokrotność zaangażowania uczestników  jest pewną miarą

Autorefleksja

Smoków badaczom dedykuję

„Jak wiadomo, smoków nie ma. Prymitywna ta konstatacja wystarczy może umysłowi prostackiemu, ale nie nauce, ponieważ Wyższa Szkoła Neantyczna tym, co istnieje, wcale się nie zajmuje; banalność istnienia została już