Work-life-balance, odczarowanie mitu

Work-life-balance, odczarowanie mitu

To kluczowy artykuł. Jest szkieletem, który łączy ogromną część innych moich publikacji dotyczących autorefleksji w logiczną całość. Z wielu puzzli w tym momencie powstaje bardzo już klarowny obraz. Używając tolkienowskiej metafory – to pierścień, który rządzi wszystkimi pozostałymi. Rozprawimy się też z pojęciem work-life-balance.

Co więcej, tego materiału nigdzie dotąd nie publikowałem, poza wydaną w ubiegłym roku książką. Jedynie uczestnicy prowadzonych przeze mnie cyklów wykładów i ćwiczeń dla studiów MBA poznawali całość i wiedzieli, co jest wspomnianym szkieletem. Dzięki temu materiał nabiera już zgoła innego znaczenia. Ze zbioru osobnych elementów staje się zorganizowanym systemem. Ze zbioru luźnych wskazówek staje się przewodnikiem. Z wyżej wymienionych przyczyn jest to artykuł krótki i zwarty w przekazie. Musi taki być, skoro ma być punktem odniesienia dla całej reszty.

Oznacza to też ni mniej, ni więcej, że przeniesiemy pojecie work-life-balance z obszaru mistycznego tematu mówców motywacyjnych i fejsbukowych uniesień do obszaru… mierzalnego. A jeżeli coś możemy mierzyć, to możemy na to świadomie wpływać. Cóż może być lepszego, niż samodzielne okiełznanie jednego z najbardziej kontrowersyjnych tematów, wzbudzającego tyle kontrowersji i najzwyklejszego niezrozumienia. Proszę wygodnie usiąść, odłożyć wszystkie przeszkadzajki, zapiąć pasy, ruszamy.

Cała nasza aktywność mieści się w czterech obszarach (kolejność nie ma znaczenia):

  • JA
  • PRACA
  • SPOŁECZNOŚĆ
  • RODZINA/PRZYJACIELE.

Cokolwiek byśmy nie robili, mieści się to w którymś z tych obszarów. Wszystkie one, jak i nasza tam aktywność, są szczegółowo opisane w osobnych artykułach. Na tym etapie są wystarczająco intuicyjnie zrozumiałe już dzięki samym nazwom. Ważniejsze jest co innego i właśnie temu poświęcimy teraz uwagę.

Wyżej wymienione cztery obszary przedstawiam na prostym rysunku wykonanym na podobieństwo układu współrzędnych. Rysunek ten ilustruje cały artykuł i widzisz go na samej górze (teraz obejrzyj ten rysunek, proszę).

Są tam cztery osie. Każda z osi ma adekwatną nazwę. To nie tylko zabieg wizualizacyjny. Z jednej strony ważne jest, że razem definiują całą płaszczyznę, więc spełniają warunek ram właśnie dla całej naszej aktywności. Z drugiej strony każda oś jest jednocześnie skalą. Im bardziej się poświęcamy któremuś z czterech obszarów, tym dalej na jego osi możemy postawić punkt, który odzwierciedla natężenie naszej aktywności. To także intuicyjnie zrozumiałe podejście, znane nam ze szkoły. Jak to natężenie mierzyć? W prosty sposób – może to być po prostu CZAS, który nam to zajmuje w codziennej, tygodniowej, miesięcznej skali. Niektórzy oceniają ten czas metodą na wyczucie, co zwykle jest obarczone bardzo dużym błędem. Bo „wydaje mi się” najczęściej różni się od realiów w znaczący sposób. Tym bardziej, że mamy tendencję do zaliczania na przykład do kategorii rodzina czasu fizycznie spędzonego w domu, będąc zatopionym nad służbowym raportem i od czasu do czasu przytakując małżonkowi i dziecku: „Tak, tak, kochanie / Ach, jaki piękny obrazek”… Jest to czas w kategorii praca i tyle (!). Z kolei ci bardziej ciekawi i dokładni po prostu ten czas mierzą i systematycznie zapisują, dbając o to, by pomiar był dokonany w reprezentatywnym okresie, bez obciążenia błędem wyjątkowych warunków (jak na przykład urlop, długa służbowa delegacja, przygotowywanie rocznego budżetu itp.). Zdrowy rozsądek tutaj wystarczy, to nie fizyka kwantowa.

Zróbmy teraz prosty, za to kluczowy eksperyment intelektualny. Zastosuj ad hoc pierwszą z wyżej wymienionych metod i zaznacz na czterech osiach punkty, które mają odzwierciedlać Twoje czasowe (godzinowe) zaangażowanie w tych obszarach. Wspomniana wyżej, pewna w niemal w 100% niedokładność, na razie nie ma znaczenia. Po zaznaczeniu tych czterech punktów na osiach połącz je odcinkami tak, by utworzyły czworobok. Można powiedzieć, że jest to wykres Twojego rozkładu zaangażowania/czasu. Obejmuje on, powtórzę, wszystkie czynności (także sen, mieszczący się w kategorii JA), czyli jest to Twoje życie w pigułce. Nadajmy temu wręcz nazwę CZWOROBOK ŻYCIA, by ułatwić sobie zapamiętanie tej ważnej idei.

Otrzymałeś coś na wzór rysunku poniżej:

Na marginesie – jeśli Twój własny wykres przypomina ten znajdujący się w artykule, to najprawdopodobniej… bardzo poważnie oszukujesz sam siebie i swoje najbliższe otoczenie. Przynajmniej przez pierwszą połowę życia większość czasu codziennie zajmuje nam PRACA, na drugim miejscu będzie obszar JA (bo 6…8 godzin idzie na sam sen…), a na RODZINA/PRZYJACIELE i SPOŁECZNOŚĆ zostają resztki doby. Przypominam, że liczy się czas poświęcony tym obszarom całkowicie, a nie fizyczne przebywanie w jednej przestrzeni…

Już sam wykres może stanowić bardzo ciekawy element autorefleksyjny. Skoro tak wygląda nasze życie, to teraz można zacząć się zastanawiać, czy i na ile odpowiada to naszym oczekiwaniom. Czy to stan trwały, czy tymczasowy. Czy i co zacząć robić, by wykres nabrał pożądanej formy. Można to skonsultować z rodziną, porównać z ich osobistym wykresem, ich potrzebami i oczekiwaniami itd. Zaczyna się uruchamiać masa kamyczków, z których każdy może być źródłem lawiny dalszych przemyśleń. Czego jest za dużo, czego za mało, czego brak w ogóle. A po tych konkretnie już umocowanych i mierzalnych przemyśleniach przyjdą czyny, czyli nasz świadomy i aktywny wpływ na obraz własnego życia, czyli codzienne wybory i zachowania.

Za to w tym momencie zrobimy jeszcze jeden krok, bodajże najważniejszy. W cyklu dobowym można przyjąć, że pole otrzymanego czworoboku jest stałe i odzwierciedla – ni mniej, ni więcej – tylko właśnie 24 GODZINY. Co to znaczy stałe? Ano, znaczy to, że jeśli którejkolwiek z czynności zechcemy poświęcić więcej czasu (czyli przesunąć punkt na osi w kierunku wyższych wartości), to musi to wpłynąć na położenie pozostałych punktów, by pole nie uległo zmianie. „Wpłynąć na położenie” to zresztą za słabo powiedziane, zbyt neutralnie. To się musi odbyć kosztem trzech pozostałych punktów, a przynajmniej jednego z nich… Bo praw fizyki się nie zmieni i doba cały czas ma swoje 24 godziny.

Przykład 1

  • Awansujemy lub po prostu zmieniamy pracę; jesteśmy radośnie podnieceni z racji nowych wyzwań, bo właśnie tego szukaliśmy zawodowo. Jednocześnie niemal na pewno będzie to oznaczało większą odpowiedzialność, czyli w efekcie więcej pracy (czas…). Do tego jeszcze może się to wiązać z dłuższymi dojazdami lub wręcz w ogóle przejściem na tryb 5+2, czyli tydzień roboczy tam, gdzie jest praca, a weekendy w domu. Radosne podniecenie radosnym podnieceniem, ale… gdzieś ten czas trzeba będzie znaleźć. Gdzie? No, wiadomo gdzie – rodzina/przyjaciele, ja, społeczność. Zbyt często naiwnie wierzymy, że doba jednak się rozciągnie i jakoś da się wszystko pogodzić. Nie da się, jeśli w pracy przybyło, gdzieś musi ubyć.

Przykład 2

  • Postanawiamy znacznie poprawić swoją kondycję fizyczną i dodatkowo sprawdzić się w maratonie / triathlonie / czymś innym równie wyczerpującym. Maratonu nie biega się po kilku prostych treningach. Wymaga to dużo systematycznie poświęcanego czasu. Skoro przesuwamy suwak na skali JA, to któreś suwaki trzeba także przesunąć. Tutaj jest jeszcze prościej. Czy pójdziesz do szefa i powiesz „Będę trenował maraton, więc będę mniej pracował za te same pieniądze”?. Chyba niż z tego. Pracy nam nikt nie odejmie i ten suwak trzeba zostawić, gdzie jest. Zostały nam więc tylko dwa suwaki. Społeczności większość z nas nie poświęca za wiele aktywności, więc nie bardzo jest z czego tutaj brać. Co zostaje? Tylko jeden suwak do zredukowania – RODZINA. Okrutna ta matematyka…

Teraz nieco bolesna, być może, uwaga. Zdecydowana większość z nas jako jeden ze swoich priorytetów, jedną z kluczowych wartości określi RODZINĘ. Jeżeli uczciwie policzysz, ile naprawdę czasu poświęcasz będąc z nią i tylko z nią, dając jej swoją pełną uwagę, to jest obawa, że będzie to raczej mało… Jak sądzisz, co z kolei Twoja najbliższa rodzina oceni jako najważniejsze w relacji z Tobą? Ilość pieniędzy, jakie przynosisz do domu, realizację przez Ciebie swoich pasji, czy właśnie spędzony z Tobą czas? Jak sądzisz, co po kilkunastu latach tworzenia rodziny będzie miało decydujący wpływ na trwałość i głębokość waszych relacji? Ilość pieniędzy, jakie przyniosłeś do domu, realizację przez Ciebie swoich pasji, czy właśnie ich spędzony z Tobą czas?

            Wniosek: jeżeli nadal określasz RODZINĘ jako kluczową wartość i priorytet, to tak przemodeluj swój Czworobok Życia, by był tego dowodem. Jeżeli Czworobok Życia pozostawisz takim, jakim jest najprawdopodobniej dzisiaj, to przestań oszukiwać siebie i rodzinę. Bądź uczciwy i wykreśl ją z listy priorytetów. Tertium non datur.

Adekwatny jest tutaj cytat żony Waltera White’a z niezapomnianego serialu Breaking Bad: „Tylko nie mów, że robiłeś to dla nas!!”.

Mityczne i bezrefleksyjnie powtarzane pojęcie work-life-balance nabiera w tym momencie bardzo konkretnego, mierzalnego i indywidualnego wymiaru, prawda? Przestaje być ogólnikowym mirażem, a zaczyna być czymś, co leży przed nami narysowane na kartce. Czymś, co jest wizualizowane, mierzalne i bardzo osobiste. Czymś, czym można zacząć sterować. A przynajmniej zrozumieć w odniesieniu do swojego własnego życia.

Wniosek podstawowy – skoro teraz już widzimy, co naprawdę znaczy dla nas „czas”, to pora właśnie przeanalizować nasze zachowania w czterech obszarach aktywności, by świadomie ten czas wykorzystywać. By życie nabrało sensu. I do tego sensu indywidualnie przez nas zdefiniowanego, a nie książkowo-kawiarniano-poradnikowo-motywacyjnego szuruburu. No i by work-life-balance przestało być płytkim i niejasnym pojęciem do rozmów przy czwartym piwie lub kieliszku wina, a stało się praktycznym narzędziem.

Zreasumujmy. Zdefiniowaliśmy cztery obszary naszej całkowitej aktywności. Tym samym wiemy, CO mamy robić (autorefleksja) i GDZIE mamy to robić (cztery obszary). Pora przejść do zdefiniowania źródeł wiedzy na swój temat, czyli SKĄD czerpać wiarygodne dane do autorefleksji i podejmowania działania. O tym w artykułach, które już są na mojej stronie, choćby (LINKI):

A najlepiej po prostu zajrzyj do książki „Czy jesteś tym, który puka?”, gdzie masz wszystko podane na tacy w odpowiedniej kolejności.

Previous Wiedza vs opinia; Tocqueville "Dawne rządy a rewolucja"
Next Wiedza vs opinia; Le Bon "Psychologia tłumu"

Powiązane wpisy

Autorefleksja

A gdyby Hitler malował piękne obrazy? Etyka w biznesie

Poniżej tekst przypadku opracowanego przeze mnie do dyskusji na temat: etyka w biznesie. Przygotowałem go wedle jednej z klasycznych zasad. Polega ona na tym, że dane wyjściowe są szkieletowe, czyli znamy

Autorefleksja

Strefa śmierci, nasz chleb codzienny…

Pisząc strefa śmierci mam na myśli tę mieszczącą się w wysokich górach. W skrócie: jest to przestrzeń powyżej około 8000 metrów. Skąd taka nazwa? Wbrew intuicji wielu z nas, nie

Autorefleksja 11 komentarzy

Autorefleksja, czyli o pożytku posiadania wagonu amunicji

Trzy z moich poprzednich artykułów dotyczyły kilku węższych obszarów autorefleksji. Łatwo te artykuły odnaleźć, bo…, cóż za niespodzianka, w ich tytule zawarte jest słowo kluczowe „autorefleksja” (wedle zasady – jeśli