Czy AI to nazwa handlowa? Cz.2 i (chyba) ostatnia
Zadaj sobie proste pytanie. Jeżeli zatrudniasz pracownika i kluczowym kryterium jest jego/jej wysoki poziom inteligencji, to czego po nim później oczekujesz i do jakiego rodzaju pracy chcesz go/ją wykorzystać? Odważnie zakładam, że większość odpowiedzi pójdzie w kierunku:
– przejawianie inicjatywy, szczególnie w nowych obszarach, myślenie oryginalne, kreowanie rozwiązań, branie odpowiedzialności, samodzielność we mgle biznesowych szybkozmiennych procesów” i tym podobne.
Nie po to zatrudniamy inteligentnego, żeby mu szczegółowo mówić, co robić. Uwaga, do tego sam ma tego chcieć, bez czekania na polecenia. Ma przychodzić do nas z pomysłami, na które sami nie wpadliśmy.
A teraz zadaj sobie drugie pytanie. Do czego przeważnie na razie służy rosnąca masa aplikacji pod dumnym sztandarem AI, czyli inteligencji? Do… odciążania nas i innych od powtarzalnych, rutynowych, regularnych, trochę-zmiennych i tak dalej czynności, które akurat wielkiej inteligencji nie wymagają. Dzięki temu odciążeniu my możemy zająć się czym?
Werble werble werble… tak! własną intelektualną inicjatywą, szczególnie w nowych obszarach, myśleniem oryginalnym, kreowaniem rozwiązań, braniem odpowiedzialności, poszerzaniem samodzielności we mgle biznesowych szybkozmiennych procesów i temu podobnymi rzeczami.
No to albo z nami coś nie tak, że zatrudniamy inteligentnego pracownika i marnujemy jego potencjał dając mu robotę drugiego sortu, z której nas odciąża, albo tenże zatrudniony ma w dowodzie wpisane „Inteligentny”, ale na razie to po prostu imię, jakie mu rodzice (czyli producenci) w urzędzie nadali.
Część 1 rozważań, ile jest inteligencji w AI, tutaj, link.
Fot. Boston Dynamics.
Powiązane wpisy
Ja tam nigdy nie oceniam – kolejny piękny mit…
Jednym z systematycznych apeli w mediach społecznościowych (tutaj posiłkuję się głównie FB) jest ten dotyczący oceniania świata i innych ludzi. Konkretniej, sprowadzają się do tego, że ocena jest zła. Zwykle
Czy jesteś tym, który puka? WSTĘP
NADEJSZŁA WIEKOPOMNA CHWILA, czyli… WYDAJĘ KSIĄŻKĘ Takie czasy, że książkę napisać i wydać każdy może. Postanowiłem więc i ja :-). Materiału zebrało się przez ostatnie lata sporo. Fundamentem są moje
Inspiracja, czyli gdzie i jak jej szukać?
Natrafiłem ostatnio na nowy post pani Anny Tkaczyk. Jesteśmy połączeni przez LI, cenię jej przemyślenia, więc bez ryzyka utraty czasu zagłębiłem się w ciekawej lekturze. Poza tematem głównym pojawił się