Dlaczego odejście od PKB ma wady wrodzone

Dlaczego odejście od PKB ma wady wrodzone

KSIĄŻKĘ „WIESZ, KIM JESTEM!” kupisz TUTAJ (LINK)

Od lat toczone są systematycznie dyskusje, by odejść od PKB jako wskaźnika wzrostu i celu rozwojowego. Jakże modna była choćby niedawno książka „Ekonomia obwarzanka” Kate Raworth. Pełna szczytnych założeń, którym nie można odmówić sensu, bo w dobrej wierze pisane, ale…

…są przynajmniej dwie przyczyny, dla których wyrzucenie PKB nie może się udać. Co gorsza, to przyczyny zewnętrzne, czyli niezależne od wspomnianych szczytnych dywagacji. Opisują świat pożądany bez uwzględniania realiów świata prawdziwego. Ile byśmy nie postulowali, że powinno się to, czy tamto, z tych, czy innych powodów (nie pozbawionych sensu, że powtórzę), to nie zmienia to otoczenia socjologiczno-polityczno-ekonomicznego, które miewa w nosie nasze myślenie życzeniowe.

Oto te dwa zewnętrzne powody.

1. Wszyscy albo nikt

Ludzkość była, jest i jeszcze długo będzie skrajnie podzielona. Państwa rywalizują. Kulturowo, gospodarczo i także militarnie. Tym samym z odejściem od PKB jest jak z rozbrojeniem: albo wszyscy razem, albo nikt. Jeżeli nawet my, w trosce o szczęście obywateli i na ich żądanie wyrażone przy urnie wyborczej (o tym dalej) odejdziemy od paradygmatu wzrostu PKB, państwa z nami rywalizujące, do tego o ustrojach nieobywatelskich/totalitarnych tego nie zrobią. Bo tam władza wybiera się sama i nie musi się za bardzo starać o głosy obywateli, wystarczy, że dba o nich tylko trochę. Założeniu „czołgi i rakiety zamiast chleba” nie podskoczy tam nikt. Szczególnie gdy obywatelowi jeszcze wypierze się mózg, że ci inni, np., faszyści i zepsuty do cna Zachód, chcą na niego napaść i zabrać mu wszystko. Mimo że ma tak niewiele do odebrania, a na pewno mniej niż tenże agresor, którym się go straszy i mózg pierze.

Dzięki temu te państwa uzyskają fizyczną przewagę i z radością z niej skorzystają przy pierwszej nadarzającej się okazji. Tak zrobił Hitler, na to liczył Stalin, tak dzieje się teraz. Dawniej nie chciano umierać za Gdańsk (bo się dobrze żyje, a poza tym, gdzie jest ten Gdańsk?). Dzisiaj nieustająco słychać głosy, czy warto wspierać Ukrainę (bo się dobrze żyje, a poza tym, gdzie jest ta Ukraina, czy inny Tajwan?). I będzie po naszej demokracji, szczytnych celach i odejściu od wzrostu PKB. Z czego byśmy finansowali wsparcie Ukrainy i własne siły odstraszania gdybyśmy skupili się na „optymalizacji szczęścia, które już mamy” i zupełnie odrzucili perspektywę PKB?

Tym samym dywagacje, czy z racji statystycznego (tylko statystycznego!) bogactwa naszej części świata pora już przejść na pozycje wieszania obrazków i makatek w tym przytulnym mieszkaniu, to droga do wydania tego świata na pastwę innych. Z czego wcale się nie cieszę, dla jasności. Wolałbym wieszać obrazki i makatki. Przypominają mi się tutaj jakże naiwne dywagacje, mądrego przecież Ericha Fromma, dotyczące wspomnianego rozbrojenia właśnie. Ni mniej, ni więcej, tylko proponował rozbrojenie jednostronne, bo wtedy druga strona to zobaczy, doceni i też się opamięta… Właśnie takie rozważania nazywam dyskusjami kawiarnianymi intelektualistów, przy papierosku i serniczku. Fajnie się rozmawia, tyle że o świecie magicznym, zamiast prawdziwym.

Poza tym, jeśli PKB będzie maleć, co politycy będą redystrybuować, skoro nic innego nie potrafią? I to nie ich wina, bo sami takich wybieramy. Co prowadzi nas do przyczyny nr 2.

2. Wyborcy, czyli MY

Wyobraźmy sobie polityka, który w kampanii wyborczej mówi: „Dosyć strategii wzrostu PKB, pora na życie zrównoważone ze świadomym ograniczaniem potrzeb i koncentracji na dobrostanie filozoficznym, a nie tylko materialnym. Krótko mówiąc, drodzy wyborcy – nie będzie kasy, ale będzie dobrze, uwierzcie mi na słowo”. Przepadnie tenże polityk natychmiast. Ty może i byś na niego zagłosował, ale jesteś w dramatycznej mniejszości. Nawet w społeczeństwach już statystycznie bogatych, a co dopiero w tych aspirujących. Bo i w tych bogatych nierówności są ogromne i one się wciąż pogłębiają. Stąd taka popularność populistów wszelakiej maści. Od Trumpa po naszych własnych, co to właśnie rządzą. Wyborcy, czyli my wszyscy jako całość wybierzemy jednak tego, który obieca kasę i „sprawiedliwą” redystrybucję. Bo do tej pory, przez tysiące lat, była niesprawiedliwa, ale oni właśnie wymyślili tę ostateczną, jedyną sprawiedliwą formułę. Tym bardziej, że dla ogromnej części ludzi szczęście to kasa, kropka. Niezależnie od tego, czy mają rację, czy jednak nie. A gdy populistyczny polityk jeszcze ma ciut sprytu, to doda ten sam zabieg, co wspomniani wcześniej totalitaryści: wskaże obywatelom wroga, który chce im zabrać. W tym przypadku wrogiem będą np. bogaci (z celowo bardzo niejasną granicą bogactwa, by zły mógł być nawet sąsiad), imigranci (wszyscy, bez różnicy), inni (te obrzydliwe elgiebety, kobiety wyzwolone i inne cudaki)  albo wyimaginowany diabeł choćby Unii Europejskiej, czy innej organizacji.

Wniosek: my, czyli wyborcy en masse, puścimy z torbami polityków nawet mądrze mówiących o pułapkach paradygmatu PKB (które oczywiście istnieją) i zagłosujemy na tych, którzy obiecają wreszcie „sprawiedliwą” redystrybucję i na tym samym wdechu obiecają, że oczywiście zadbają, by do tej redystrybucji było coraz więcej pieniędzy. Z PKB i odbierania wspomnianym „bogatym”.

Już te dwa wskazane powody każą popatrzeć szerzej na dyskusję, jakie parametry przyjąć jako cele zarządzania gospodarką i społecznościami. Oczywiście, sam wzrost PKB, to fetysz, ale spuszczanie go w kanał, to inteligenckie rozmowy przy kawie w ciepłej, bezpiecznej i przytulnej kawiarni. A mamy takich rozmów wokół siebie całkiem sporo.

Co więcej, sama Kate Raworth w pewnym momencie sobie to uświadamia! Na stronie 266 (z 278) polskiego wydania wspomnianej książki pisze „Rywalizacja między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim, zrodzona w latach 50. XX wieku, przerodziła się w nieustanny geopolityczny wyścig wszystkich ze wszystkimi. Trzeba rosnąć, by nie stracić miejsca na rodzinnej fotografii, albo zostanie się wypchniętym przez kolejne mocarstwo. Jest to wielka zagwozdka dla międzynarodowych działań zbiorowych i bardzo trudne do zaleczenia uzależnienie od wzrostu”. Szkoda, że dopiero praktycznie na końcu książki, bo to stawia pod znakiem zapytania aplikowalność wszystkich jej wcześniejszych wywodów. Cytowane stwierdzenie, to w tłumaczeniu na nasze nic innego, jak: „Wszystko, o czym pisałam i tak w całości nie może się zdarzyć, ale za to jak ładnie brzmi”.

Muszę jej zresztą oddać, że uczciwie przytoczyła także inny cytat, zwracający uwagę, że to nie tylko specyfika naszych czasów, ale zawsze tak było. To wypowiedź Martina Wolfa, dziennikarza finansowego , z 2007 roku: „Jeśli wystąpią ograniczenia emisji, mogą też wystąpić ograniczenia wzrostu. Jeśli jednak zaznamy jakichś ograniczeń wzrostu, polityczne podstawy naszego świata upadną. Będą musiały się znowu pojawić silne konflikty o dystrybucję – a właściwie już się pojawiają – w poszczególnych krajach i pomiędzy nimi”. Niewiele się w tej materii zmieniło od 2007 roku, co szczególnie unaocznia agresja totalitarnej Rosji na Ukrainę, czyli kraj dopiero szukający swojej równowagi między wzrostem PKB i jego redystrybucją wedle wzorców zmierzających do standardów zachodnich. PS na tej kanwie mogą się oczywiście rodzić pytania o naturę człowieka, tzn. czy jest „z natury” dobry, czy zły. Tym zagadnieniem zająłem się wcześniej w artykule „Natura człowieka w praktyce – jest dobry czy zły?” LINK.

Previous PODCAST: Scenariusze Kariery. Grudzień 2022
Next Zapomniany scenariusz: co TY byś zrobił?

Powiązane wpisy

Przywództwo

Priorytetyzacja zadań? Zrób im wyścig australijski

Jednym z najczęściej sygnalizowanych problemów jest priorytetyzacja zadań i umiejętność skupienia się na tych najważniejszych. Kluczem jest to pierwsze, bo gdy tego nie zrobimy, nie wiemy, na czym się skupić.

Przywództwo

Dlaczego Dyrektor HR cierpi?

Z racji charakteru mojej pracy, naturalnym partnerem są też osoby zarządzające działami HR. Od poziomu Menedżera aż po VP HR bardzo dużych struktur. Nie dość, że dzięki temu zbieram i

Przywództwo

Dyrygent: złe przywództwo, idealne do kopania?

W dyskusjach o przywództwie w biznesie regularnie przywoływany jest (i krytykowany) model zarządzania a la dyrygent orkiestry symfonicznej. Że niby jednocześnie zarządza wszystkim i wszystkimi, wchodzi w każdy drobiazg, osobiście