4-dniowy tydzień pracy, ile jeszcze dywagacji?
Chcesz być rozliczany za godziny, czy za realizację zadań? – większość z nas zapewne odpowie, że za to drugie. Domyślnie uważając, że to oznacza samodzielność sposobu realizacji zadań. Co ma do tego 4-dniowy tydzień pracy?
Takiej odpowiedzi udzielą zapewne także ci, którzy tyle piszą o 4-dniowym tygodniu pracy (a dlaczego nie 3-dniowym?). Czyli nie licz godzin jako podstawy naszych relacji, ale… licz je, tyle że o 20% mniej. Za te same pieniądze i ani słowa o wzroście swojej wydajności i jego pomiarze. Stąd m.in. popularność pracy zdalnej: nie widzisz moich godzin, rozliczaj za zadania, tydzień wtedy sam może się zrobić 2-, 3-, czy 4-dniowy.
Co gorsza, to głównie rozważania biurocentryczne. Co z fabrykami? 4-dniowy tydzień oznacza potrzebę tysięcy nowych pracowników. Wydajność z dnia na dzień nie wzrośnie wszędzie o 20%+. A co z fabrykami pracującymi w trybie ciągłym? Na marginesie: może się okazać, że ta odsądzana od czci i wiary AI/automatyzacja, co to ma zabrać wszystkim pracę, a później zabić, będzie wybawieniem ze wspomnianego klinczu. Albo imigranci.
Ostatecznie: zamiast doradzać innym, jak prowadzić firmę, wprowadź po prostu ten 4-dniowy tydzień albo dochód podstawowy w swojej firmie. Teraz. Przecież wolno Ci. Jeśli odpowiedź brzmi „To się tak jednostkowo nie da i muszą wszyscy na raz”, to… brzmi jak klasyczny eksperyment społeczny.
PS Wszystko mi jedno, ile dni ma tydzień pracy. Zależy mi na jakości dyskusji. Żeby 4-dniowy tydzień pracy nie skończył jak turkus (LINK).
Zajrzyj też do książki „Wiesz, kim jestem!” jeśli zależy Ci na rozwijaniu skutecznej komunikacji (LINK, kliknij TUTAJ).
Powiązane wpisy
#kawkazdudkiem Lungo nie przeszła do historii, ona się w niej zapisała
Aula wypełniona po ostatnie rzędy, czworo prelegentów, dla każdego około godziny łącznie z dyskusją, spontaniczne i zaangażowane pytania i uwagi z sali, której dojrzałość wyrażała się nie tylko latami doświadczeń,
Pracownik nie zgłasza problemów, czyli…?
Jakże często dla zapracowanego i zagonionego do rogu przez codzienność szefa to oznacza, że… problemów nie ma, czyli dobrze jest. Bo gdyby miał problem, to by przyszedł i powiedział, prawda?
Nie „motywuj”, szanuj. Jak? Choćby tak
O pułapkach pompowania i maksymalizowania zaangażowania pracowników już pisałem. Zwracałem uwagę, jak szkodliwe mogą to być działania i przeciwskuteczne, jeśli koncentrują się tylko na „Jedź szybciej! Możesz jechać szybciej! Wszystko