Networking – klucz uniwersalny, czy marny wytrych?
Networking to słowo bóstwo. Tak, jest bardzo ważny. Ba! Wręcz kluczowy. Z jakimkolwiek zagranicznym kolegą po rekruterskim fachu bym nie rozmawiał, na pytanie „jak najczęściej znajduje się u was pracę?”, odpowiedź jest niezmienna. Networking. O jednym elemencie networkingu powszechnie zapominamy. Trywializując i niszcząc go.
Ma networking u nas dwa istotne atrybuty bóstwa właśnie. Pierwszy, to kapłani. Jest już parę takich osób. Ale o soszialnindżach dość. Szkoda czasu. Drugi atrybut, to przyjmowanie przekazu na wiarę i sprowadzanie tej aktywności do wymiaru jak z katechezy. Nie zadawaj pytań, nie myśl. Chodź na spotkania, a będzie ci dane. Stój w grupie, a biznes zaraz się pojawi. Błąd. Akceptowalny jeszcze przy modelu sprzedaży „dwie tubki pasty w cenie jednej”, czyli uderz i uciekaj. Zapomnij o zaliczonym kliencie, łap następnego. Jeżeli ktoś mierzy w działania długoterminowe, to polegnie z kretesem przy tak płaskim pojmowaniu networkingu.
Bo zapomina, że networking ma TRZY fazy. Pierwsza, to Rozpoznawalność (spotkaliśmy się, połączyliśmy via LinkedIn itd.). Trzecia, to Rentowność, czyli kontakt zaczyna być źródłem biznesu, referencji, pracy, czy też czegokolwiek dla nas istotnego.
Druga, kluczowa, to… WIARYGODNOŚĆ. No i o tej fazie zapominamy. Np. wysyłając na drugi dzień po poznaniu się ofertę. Ileż to razy dostajemy tego typu InMail zaraz po zaakceptowaniu propozycji połączenia… Druga faza wymaga czasu i wysiłku. To straszne, nuda, trzeba być systematycznym i cierpliwym. No to my hyc, do fazy trzeciej! Wizytóweczki wymienione na spędzie zorganizowanym przez ww. kapłana? No to niech sobie państwo teraz przystąpią do Rentowności (przepraszam, teraz mówi się „do realizowania leadów”), woła kapłan i… biegnie na następny taki spęd, na który sprzedał bilety.
A my? No cóż, statystyki skuteczności przy zastosowaniu fazy pierwszej i skoku na główkę do trzeciej są marne… No i prosty wniosek nasuwa się sam: jakaś ściema z tym networkingiem, to jednak kumple królika, nepotyzm, kolesiostwo i spisek Lemurian jakiś musi być i basta! A my… przypominamy tego kotka ze zdjęcia powyżej zamiast pożądanego i wiarygodnego partnera. Takiego, od którego odbiera się telefony. Takiego, do którego sami dzwonią.
Przypomnę – faza druga, WIARYGODNOŚĆ, czyli czas plus systematyczne i przemyślane działania pozycjonujące nas w zdefiniowanym (!) sektorze rynku i wśród zdefiniowanego (!) kręgu osób. No i bez postoju na polu numer jeden się nie obędzie. A pole numer jeden, to autorefleksja i zasadnicza sekwencja pytań „czego chcę, od kogo, jaką on będzie miał w tym korzyść, by się zaangażować?”.
PS w oryginalnej wersji angielskiej owe trzy fazy, to Visibility, Credibility, Profitability. Dawno wymyślone, jakby trochę zapomniane.
Powiązane wpisy
Jak napisać CV? Część 5. i ostatnia
Na ilustracji powyżej masz fragment typowej rozmowy rekrutacyjnej. Żeby na nią się dostać zapewne najpierw wyślesz CV. Pytanie „jak napisać CV?” to temat nieśmiertelny. Można wręcz powiedzieć, że to samograj.
WIESZ, KIM JESTEM! Wstęp do nowej książki
Książkę możesz zakupić TUTAJ (LINK) CO ZROBIĆ, BY TO ONI DZWONILI DO CIEBIE, CZYLI O SZTUCE KOMUNIKACJI W 2018 roku wydałem książkę pt. „Czy jesteś tym, który puka?”. W najkrótszym
Jak załatwić dowolnego autora, erystyka sieciowa, cz. 2
Poprzedni wpis pt. „Jak załatwić dowolnego autora treści” (LINK) spotkał się z dużym odzewem w przestrzeni LinkedIn. Komentujący wnieśli fantastyczną wartość dodaną przytaczając wiele kolejnych przykładów komentarzy, które można wrzucić