Dlaczego kandydat ma rzucić dla nas pracę?
Post w tandemie z poprzednim, gdzie pytałem „Dlaczego oni mieliby chcieć z Tobą rozmawiać?”. Odwracamy perspektywę. Jakie jest bodajże najtrudniejsze pytanie zadawane firmom, dla których zaczynam rekrutację? Czytaj: menedżerom rekrutującym.
Brzmi ono dosyć niewinnie, choć ma moc miny przeciwpancernej. Zadaję je po wysłuchaniu i omówieniu listy oczekiwań względem kandydatów. Zwykle całkiem długiej i szczegółowej.
Pytanie brzmi tak: dlaczego człowiek o takim doświadczeniu, kwalifikacjach, osobowości miałby chcieć u Państwa pracować? Czytaj: rzucić obecną pracę i zaryzykować zmianę (no bo desperatów nie chcecie, prawda?).
W skrajnym przypadku reakcją jest… cisza. Wynikająca z zaskoczenia. Bo pojawia się odwrócona perspektywa. Jak to, przecież to my rekrutujemy i rozdajemy karty? Później są pierwsze próby wskazania motywacji kandydata. Bo jesteśmy międzynarodową firmą… Aha, kandydat najprawdopodobniej już w takiej pracuje, tyle że innej. Bo dajemy możliwości rozwoju. Aha, obecny pracodawca kandydata też to mówi i może nawet też daje. Bo atmosfera, bo szkolenia, bo ambitne zadania, bo jesteśmy liderem… Aha…
Całe szczęście menedżer zwykle po chwili orientuje się, że to zbyt rozpaczliwe próby. Wtedy zaczynamy rozmawiać naprawdę. Wracamy do listy oczekiwań i konstruujemy dla niej odpowiednią listę potencjalnych motywacji zawodowych kandydatów, co często wpływa na rekonstrukcję samej listy oczekiwań.
Praw fizyki Pan nie zmienisz, nie ma uprzywilejowanych układów odniesienia… Szczególnie gdy kandydaci mają wybór.
PS na zdjęciu czynnik motywacyjny :-).
Powiązane wpisy
Dla kogo robimy studia MBA?
Dla kogo robisz MBA? Zadaję to pytanie słuchaczom rok w rok, na początku pierwszego wykładu. A prowadzę przedmiot szczególny, bo dotyczący autorefleksji oraz planowania własnego rozwoju zawodowego w harmonii z
Sens kariery, czyli zobacz las zamiast drzew
Sens kariery ma niemal takie samo znaczenie, jak sens życia. Są to zjawiska silnie związane. W poście „CV jak horoskop, czyli efekt Barnuma” (link) pisałem o przyczynach tworzenia marnych opisów swoich
Dwóch Panów w Czerni, najlepszy rodzaj katastrofy
Do menedżera przyszło Dwóch Panów w Czerni. Szedł korytarzem, jeden z nich wyszedł z pokoju, zaprosił go do środka, tam siedział drugi z nich. Znał ich. Niespodziewanie przyjechali z centrali.