Lepiej czytać cokolwiek niż w ogóle? Eee… tam
Tytułowe twierdzenie słyszę całkiem regularnie od dzieciństwa. Przez długi czas też w nie wierzyłem. Wreszcie zadałem sobie fundamentalne pytanie „A skąd to wiesz?”. No i obawiam się, że to jednak fałszywa teza. Z jednym wyjątkiem. Dlaczego fałszywa?
Skoro ktoś czyta tylko „cokolwiek”, np. przysłowiowe* harlequiny, to znaczy, że podjął decyzję o przeznaczeniu na to czasu. A skoro w kalendarzu możemy ten czas zaznaczyć, to równie dobrze może ten ktoś jednak podjąć decyzję idącą dalej: że czytaną książką w tym zarezerwowanym już czasie nie będzie „cokolwiek”, a jednak coś wartościowszego. To jak z moim wnukiem. Cieszę się, że czyta sam z siebie i próbuję jednocześnie zainteresować go czymś bardziej rozwijającym niż komiksy o Kaczorze Donaldzie.
Tytułowe zdanie to ni mniej, ni więcej „Lepiej wydać pieniądze na śmieciowe jedzenie niż na pożywne”. W przypadku czytania zamiast pieniędzy wpisujemy „czas”. (Nie jeść w ogóle długo się nie da, bez czytania książek ludzie przeżywają)
Pora na wspomniany wyjątek. Może… harlequin&cokolwiek to szczyt czyichś możliwości i potrzeb. Wtedy spoko, radujmy się, że czyta cokolwiek. Język kształtuje nasze możliwości percepcji. Wybór lektur ma znaczenie.
PS uwaga, to nie jest post o tym, żeby czytać tylko książki z górnej półki. To post o całkowicie przeciwnym końcu skali, czyli o czytaniu tylko „czegokolwiek” bez ładu i składu. To ważne.
* zna ktoś przysłowie o harlequinach? Bo ja nie… :-).
Powiązane wpisy
Fromm, „O nieposłuszeństwie i inne eseje”
Bardzo nierówne są eseje Fromma. Od fantastycznych intelektualnie, o nieprzemijającej aktualności, po zupełnie puste, wręcz dziecięco naiwne i bazujące na kompletnie nienaukowych dywagacjach (choćby interpretacja snów). Te pierwsze dotyczą właśnie
FREUD – PTOLEMEUSZ czy KOPERNIK?
Patrząc sto lat wstecz, jesteśmy na pewno zdrowsi fizycznie. Tu widać ogromny mierzalny postęp. Żyjemy dłużej, żyjemy lepiej. Leczymy przypadłości, które wtedy były wyrokiem śmierci. Sam jestem tego przykładem. Patrząc
Inspiracja, czyli gdzie i jak jej szukać?
Natrafiłem ostatnio na nowy post pani Anny Tkaczyk. Jesteśmy połączeni przez LI, cenię jej przemyślenia, więc bez ryzyka utraty czasu zagłębiłem się w ciekawej lekturze. Poza tematem głównym pojawił się