Wystąpienia publiczne: co mi spędza sen z powiek?
Wystąpienia publiczne, jakże częsty temat postów i artykułów. Każdy chyba ma swoje lęki przed nimi, mam i ja.
Obawa, jak zostanę przyjęty – owszem, istnieje, ale nie jest kluczowa.
Obawa, czy mi się nogi nie ugną i głos nie załamie – owszem, istnieje, ale też nie jest kluczowa.
Obawa, czy wytrzymam stres – owszem, istnieje, ale… jak wyżej. Więc co?
Sen z powiek spędzają mi rozmyślania, czy mam do powiedzenia tym konkretnym słuchaczom coś, co będzie miało wartość dla nich, coś, co pozwoli im inaczej spojrzeć na dotychczasowe życie/pracę i wnieść do tego życia/pracy wartość. To jest największą przyczyną mojego stresu przed dowolnym wystąpieniem publicznym. Taką rzędu 95%, a w pozostałych 5% mieszczą się elementy wymienione na początku.
Teraz najważniejsze, bo nie o mnie to tekst. Post wziął się z obserwacji systematycznie pojawiającej się w LI frazy „Moim marzeniem jest wystąpić na tedeksie/ konferencji „lovecoś” / wstaw inne miejsce”. Gdy autor wyjaśnia, dlaczego jest to jego/jej marzeniem, opowiada zwykle o SWOICH potrzebach, typu właśnie przemóc strach, nabrać pewności siebie, udowodnić coś sobie itd. Gdy zacząć dopytywać, jaką wartość przewiduje dla słuchaczy, odpowiedzią jest albo cisza, albo banalne ogólniki, albo klasyczne „Dziękuję za podzielenie się opinią, życzę wspaniałego dnia” (czyli „Odczep się”).
Dobra wiadomość: jeżeli przemyślimy to i znajdziemy silną odpowiedź na pytanie „Co ma dać słuchaczom moje wystąpienie?”, to łatwiej zapanować na stresem, bo mamy poczucie celu, sensu, misji wręcz. Jeżeli Twoi słuchacze ten sens zauważą i docenią, ich odporność na niedoskonałości techniczne Twojego wystąpienia rośnie wykładniczo. Gdy nie mamy nic istotnego do powiedzenia, grzęźniemy w poszukiwaniu doskonałości technicznej (jak machać rękoma, jak stać, jak głos modulować, ile dowcipów na minutę palnąć, storyteloza itd.), a i tak będziemy „zabawiaczem” ledwie.
Powiązane wpisy
Podręcznik Motywatora, czyli Endrju Ys Bek!
W 2018 roku pojawił się w Polsce młody człowiek marzący o rozwijaniu się w jakże wymagającym zawodzie Soszial Nindżii. Przeszedł intensywną szkołę życia przewijając się przez takie kluczowe sekty, jak:
Storyteloza, cz. 2 i ostatnia (mam nadzieję)
Brałem ostatnio udział w kilku dyskusjach na temat „story w biznesie”. Pomogły mi one doprecyzować, z czego wynika mój dystans. Dwa najczęstsze grzechy storytelozy „biznesowej”: – najważniejszy jest merytoryczny przekaz,
Moich 5 zasad działania w LinkedIn (i nie tylko)
Niedawno pozwoliłem sobie umieścić krótki post podsumowujący w 5. punktach moje osobiste zasady udziału w codziennym życiu społeczności LinkedIn. Był to w najprostszej (celowo) postaci spersonalizowany kodeks pozwalający mi nawigować