Jak koledzy pokory w pisaniu mnie nauczyli

Jak koledzy pokory w pisaniu mnie nauczyli

Pisać lubiłem od zawsze. W latach 90. z przyjacielem pisaliśmy artykuły o naszej ówczesnej pasji zawodowej – o wozach bojowych. Byliśmy z tego naprawdę nieźli. Całkiem szybko (za szybko) nawet w to uwierzyliśmy. Postanowiłem więc poszerzyć tematykę i napisałem artykuł o amunicji. Pozornie blisko, bo o amunicji czołgów, czyli niby się znam przecież….

Kilka dni później kolega naprawdę znający się na uzbrojeniu i amunicji wziął mnie na stronę i powiedział: „Wiesz, śmieją się tu u nas z ciebie…”. Później życzliwie mi wyjaśnił, dlaczego. Niewłaściwe nazewnictwo, przedstawianie rzeczy oczywistych i trywialnych, jak odkrycia (cóż z tego, że było to odkrycie dla mnie, skoro na poziomie gołej ziemi), wnioskowanie dowodzące amatorszczyzny i braku podstawowej wiedzy. Dramat. Nie dość, że się ze mnie śmieją, to jeszcze… mają rację. To pierwsze nie jest wielkim problemem, ale to drugie to cios.  

Dostałem bolesną lekcję. Zraniona duma krwawiła. Wziąłem przekaz do serca i wyciągnąłem wnioski. Takie wnioski, które okazały się uniwersalne, ponadczasowe, są wciąż aktualne i bardzo się przydają także jakieś dwadzieścia pięć lat później. Chociaż dzisiaj piszę o rzeczach zupełnie innych, w miejscach zupełnie innych i dla innych odbiorców. W skrócie i prostocie można je sformułować następująco:

– pisz o rzeczach, gdzie Twoja wiedza i doświadczenie są większe, niż ma Twój przeciętny czytelnik (dawaj wartość)

– nie zabieraj się za tematy, gdzie jesteś amatorem i Twoja opinia wywodzi się jedynie z wewnętrznego przekonania i emocji, nie popartych ww. wiedzą i doświadczeniem (uznaj mistrzostwo innych)

– zanim naciśniesz „Publikuj”, przeczytaj swój tekst kilka razy krytycznie i poddaj go crash-testom (poczytaj, co i jak fachowcy piszą na ten temat, sprawdź poprawność używanych pojęć i słownictwo)

milczenie też jest jedną z opcji; nie popadaj w zachwyt nad dźwiękiem swojego głosu i pięknem swoich zdań (pokora).

Jeśli zaczynasz pisać o wszystkim, to najprawdopodobniej o niczym nie napiszesz poważnie. O niczym w sposób dający wartość odbiorcy. Uważaj, by nie dopadła Cię „Choroba Noblistów”. Skoro jestem dobry w czymś konkretnym, to ma mądrość sprawia, że autorytatywnie zacznę mówić o wszystkim… Ten podstępny syndrom jest coraz bardziej widoczny w sieci. Pisać, pisać, pisać, o byle czym, byle często, byle zabawnie i/lub pop-filozoficznie.

Chyba że masz tak przemożną potrzebę uzewnętrzniania się i celebry, że zażenowanie ludzi, którzy cokolwiek liznęli w obszarach, które chaotycznie poruszasz nie gra roli. A to nie ma sprawy. Endrju jest tematem innej serii artykułów.

No dobrze, to była przestroga, więc o czym pisać? Zapewniam, jest o czym i Ty też masz, jeśli czujesz taką potrzebę. O tym, nomen omen, napisałem w artykule „Tworzenie treści – błąd początkującego autora” (LINK).

Aha, jeszcze jedno. Mieć o czym pisać, a umieć to opisać, to dwie różne rzeczy. Nie zapominajmy o doskonaleniu warsztatu, by teksty były po polsku, a nie po polskiemu. Poczynając choćby od prawidłowego używania „tę / tą, gdzie / dokąd, także / tak że” itd. Do myślącej głowy niezbędny jest jeszcze giętki język, jak wspomniał kiedyś poeta.

A historia z kolegami od uzbrojenia skończyła się bardzo dobrze. Lekcję odebrałem, zaczęliśmy współpracować i później nawet razem wydaliśmy „Encyklopedię najnowszej broni palnej”. Cztery tomy, twarde okładki, te rzeczy.

Previous Podręcznik Motywatora, czyli Endrju Ys Bek!
Next Management Team - jaka piękna bajka o rycerzach

Powiązane wpisy

Komunikacja

Ktoś wrzuca link u Ciebie, co robisz?

Publikujesz artykuł lub post. Ludzie komentują. Któryś z nich w komentarzu dodaje link do swojej lub innej publikacji. Co robisz? To stały temat rozmów. I w przestrzeni LI, i FB.

Komunikacja

Jak napisać CV? Część 5. i ostatnia

Na ilustracji powyżej masz fragment typowej rozmowy rekrutacyjnej. Żeby na nią się dostać zapewne najpierw wyślesz CV. Pytanie „jak napisać CV?” to temat nieśmiertelny. Można wręcz powiedzieć, że to samograj.

Komunikacja

Metoda DKO, czyli 100% gwarancji na wszystko

Metoda Dariush-Keshe-Osho (DKO) bazuje na wielofazowym ciągłym i modularnym dostrajaniu kwantowych przepływów plazmy neutrin z dwupunktu oraz naszej aury, czyli informacyjnego pola quasi-grawitacyjnego duszy, emocji, ciała fizycznego oraz awatarów psychogenealogicznych