Co zrobiłem, gdy zasięgi postów spadły?
Tak, potwierdzam, od stycznia 2025 zasięgi walnęły o beton. Zaznaczam, za siebie piszę, nie za miliony. „O beton” oznacza circa-about ponad połowę rok do roku. Pod tym względem to był dla mnie ciekawy okres obserwacji reakcji środowiska Linkedin (inni też to u siebie zauważyli) oraz moich własnych. W skrócie:
– niezależnie od spotykanych na LinkedIn pełnych wiary tekstów, że „Teraz to już na pewno dobre i ciekawe posty się obronią, a te inne to nie, bo algorytm cośtamcośtam”, widać, co statystycznie działa pod kątem zasięgów. Najlepiej działa odwołanie się do emocji i konfliktu (jacyś „oni” są winni krzywdzie naszej), a oba czynniki najlepiej w sosie prawd oczywistych, bezdyskusyjnych i banalnych („Czasem deszcz pada, ale za to czasem nie, bądź sobą, teoria czy praktyka, jak lider, to tylko autentyczny, co sądzisz?”). Nie narzekam, bo to jak pogoda: jest, jaka jest.
Myślenie szybkie sugerowało mi, że trzeba coś z tym fantem zrobić, no bo jak to, żeby o połowę aż spadło, głupio jakoś tak, ego cierpi. Myślenie wolne szeptało z drugiego ramienia: przypomnij sobie, po co tu jesteś, dla kogo tu jesteś, jakie cele realizujesz i… po prostu sprawdzaj, czy je wciąż realizujesz.
Przemyślana odpowiedź na pytanie tytułowe posta przyszła dosyć szybko. Jest ona bardzo prosta i ostatecznie brzmi… nic. Jak ten bosman z piosenki, który tylko zapiął płaszcz, zaklął „Ech, do czorta”, a później dzień jak co dzień, dziesięć w skali Beauforta (trzymając się metafory pogodowej). Bo zasięgi jak „piniendze”: to nie wszystko.
Częstotliwość postów zostawiłem tę samą, tematy wynikające z własnych zainteresowań, a nie mody, te same, styl pisania ten sam, dobór ilustracji też. Konto miałem darmowe i nadal takie mam, choć to akurat właścicielom LI zapewne nie w smak, co też rozumiem.
No i dobrze jest. Ego tylko coś tam czasem piśnie, ale nawet mnie to już nie obchodzi, a co dopiero innych. W końcu już w… 2017 roku napisałem tutaj artykuł o dwóch rodzajach „influensowania” na Linkedinie. Tekst nadal dobry, więc się go trzymam.
Fotografia nieprzypadkowa, bluza robi robotę ilustracyjną.
Powiązane wpisy
Ja tam nigdy nie oceniam – kolejny piękny mit…
Jednym z systematycznych apeli w mediach społecznościowych (tutaj posiłkuję się głównie FB) jest ten dotyczący oceniania świata i innych ludzi. Konkretniej, sprowadzają się do tego, że ocena jest zła. Zwykle
Czy poezja pobudza autorefleksję? Cz. 1-5
CZĘŚĆ 1 A teraz coś z zupełnie innej beczki. Poezja autorefleksyjna dla każdego. W sam raz na dzisiejsze zabiegane czasy. Taka, która jakością i siłą przekazu odsyła w kosmos dobrą
Człowiek i sztuczna inteligencja, AI; symbioza
Na początek trzy istotne założenia. Nie będę kusił się o futurystyczne przepowiednie. Ich autorom zbyt często bardziej zależy na własnej oryginalności i rozgłosie, niż logice i rzeczowym dialogu. Co więcej,