Indeks Ksiąg Nakazanych, cz.15, Sokal, Bricmont

Indeks Ksiąg Nakazanych, cz.15, Sokal, Bricmont

A.SOKAL, J.BRICMONT, MODNE BZDURY, Prószyński i S-ka

Wielu przedstawicieli nauk humanistycznych odczuwa dyskomfort niejednoznaczności stosowanych pojęć i konieczność poruszania się w szarej strefie domysłów. Jedni to akceptują stosując jednocześnie zasady badań wspólne dla wszystkich nauk, odróżniając dane od hipotez i ledwie przesłanek. Inni uwielbiają pływać po oceanach spekulatywno deklaratywnych nie trapiąc się o dowody. Ci drudzy mają też tendencję do prób uwiarygodniania swoich spekulacji przez wplatanie w wywody pojęć z nauk ścisłych. Mają tutaj za uszami już Freud i Jung aż po dzisiejsze teksty wplatające co i rusz mechanikę kwantową oraz „neuronaukę”. Jakże często jest to zwykły bełkot.

Najjaśniejszą galaktyką w tym kosmosie bełkotu stanowią tzw. intelektualiści postmodernistyczni. Matematyka ma im objaśniać psychikę ludzką, semantyka ma powiązania z geometrią nieeuklidesową, mechanika cieczy jest oczywistym dowodem seksizmu w nauce i takie tam.

Tutaj na scenie pojawia się fizyk Alan Sokal i jego słynna mistyfikacja. Posługując się masą bełkotliwych cytatów i quasi-twierdzeń charakterystycznych dla postmodernizmu napisał niby na poważnie artykuł „Przekroczyć granice: ku hermeneutyce transformatywnej grawitacji kwantowej” łączący pojęcia z nauk ścisłych z kwestiami kulturowymi i społecznymi (dekonstruktywizm i mechanika kwantowa). Bełkot do kwadratu. Później go wysłał do postmodernistycznego periodyku, a oni… z powagą to wydrukowali. Wybuchł skandal na cały świat i śmiechu do dzisiaj co niemiara. Ma osobne hasło w Wikipedii.

„Modne bzdury” to pokłosie tej prowokacji. Sokal i Bricmont rozkładają metodycznie na czynniki pierwsze całkowitą błędność nadużywania pojęć z zakresu nauk ścisłych przez tychże postmodernistycznych intelektualistów. Niektórzy z nich mają wręcz poświęcone sobie osobne rozdziały, poczynając od „samego” Lacana i jego wygibasów słownych.

To niezwykle ważna książka. Śmiem twierdzić, że powinien ją znać każdy mający ambicje intelektualne, a już szczególnie publikujący jakiekolwiek teksty w przestrzeni publicznej. Uczy pokory ta książka i daje mocny materiał do przemyśleń.

Wprawdzie nieprzemijająca sława szeregu tak błądzących postmodernistów i ich następców sugeruje, że można skutecznie opowiadać bzdury, tylko… „koledzy z wojska” się jednak śmieją, więc po co nam to?

Previous Bo w metafory to trzeba umieć, cz. 1. i 2.
Next Indeks Ksiąg Nakazanych, cz.16, Witkowski

Powiązane wpisy

Inne

R. Dunbar, Ilu przyjaciół potrzebuje człowiek?

Dunbar i jego liczba – recenzja i wyjaśnienie kluczowego nieporozumienia Dużo sobie obiecywałem po tej książce. W końcu autorem jest profesor, a nie jakiś „miłośnik publicysta i best selling author

Inne

Cyberpunk – pierwsza krew po 70+ godzinach grania

Mam za sobą pierwsze kilkadziesiąt godzin gry Cyberpunk. Licznik pokazuje ich ok. 120, a to oznacza, że realnie czystego grania było na razie jakieś 70+ godzin (pauza jest przydatną funkcją,

Inne

Indeks Ksiąg Nakazanych, cz.5, Baron-Cohen

SIMON BARON-COHEN, TEORIA ZŁA. O EMPATII I GENEZIE OKRUCIEŃSTWA, Smak Słowa Empatia (lub jej brak) jest wrodzona, czy też się jej uczymy rodząc się z czystą kartą? Jest uwarunkowana fizycznie