Twardy dowód mocy komentowania w LinkedIn

Twardy dowód mocy komentowania w LinkedIn

Od lat nie ja jeden mam przekonanie, że komentowanie postów na Linkedin może wnosić wręcz potrójną wartość:

1. dla autora posta – poznanie innego spojrzenia (lub wzmocnienie własnego) + zwiększenie zasięgu tekstu
2. dla autora komentarza – jw. + budowanie swojej marki i rozpoznawalności; czy to merytorycznej, czy to jako łobuza soszialowego, co niektórym też odpowiada
3. dla trzeciej strony, czyli czytelników posta i rozmów pod nim – może im pokazywać odmienne spojrzenia oraz style prowadzenia dyskursów.

Ostatnio możemy sami sobie to sprawdzać na twardych liczbach. Linkedin pokazuje pod naszymi komentarzami, ile miały potencjalnych odsłon.

Potencjalnych, bo wiemy, ilu ludzi mogło je przeczytać (mieli je przed nosem przewijając ekran), ale nie wiemy, ilu to zrobiło. Zawsze to jednak coś. No i… potrafią to być liczby bardzo dla nas zachęcające. Pokazują, że komentarzem można dotrzeć do tysięcy odbiorców (patrz załączone zdjęcia), czyli niejednokrotnie do większej grupy niż docierają nasze posty. Nasz komentarz i czyjś post wzajemnie się wtedy wspierają w zasięgach.

Oczywiście komentarze mogą być różne. Może to być natychmiastowe i neutralne merytoryczne poszerzenie treści posta (o dziwo część autorów tego też nie lubi i traktuje jako zamach na swoją sławę).

Może to też być wbicie widelca w miękkie dla szybszego otwarcia się autora i pominięcie fazy „ęą aczkolwiek azaliż w zasadzie wielce szanowny kolego/koleżanko”.

Są też komentarze z serii „nie, bo nie, liberum veto!” i dalsza rozmowa wciąż wygląda tak samo, poszerzana jeszcze o wątki ad personam.

Sam stosuję świadomie dwa pierwsze rodzaje, trzeciego bywam ofiarą (np. że trep, bo po WAT, że jajogłowy, bo dr, że inżynier, bo wszyscy inżynierowie zamiast mózgu mają Excela i w ogóle „nie rozumią”, o dziwo jeszcze nie podlegam ageizmowi, a już mógłbym :-).

WNIOSEK: komentuj, nawet jeśli postów nie lubisz pisać. To bardzo dobre narzędzie nie tylko do ciekawych rozmów, ale i do budowania swojej rozpoznawalności wśród Twojej grupy docelowej (bo nie o komentowanie wszystkiego, wszędzie, zawsze chodzi).

O definiowaniu swojej grupy docelowej i docieraniu do niej to już w mojej książce „Wiesz, kim jestem!”.

Previous Indeks Ksiąg Nakazanych, cz.10, Chouinard
Next Indeks Ksiąg Nakazanych, cz.11, Walker

Powiązane wpisy

Komunikacja

Wolisz być Wydmuszką, czy Jajkiem Faberge?

Do tego krótkiego artykułu natchnęła mnie Pani Joanna Stępień. Wskazała ona na niezwykle interesujący fragment badań Barometru Zaufania Edelman opisujący zaufanie do prezesów firm. Otóż okazuje się, że zaufanie do

Komunikacja

Elevator Pitch, fundament komunikacji

To bardzo popularne pojęcie, ale wiedza na temat, jak konstruować Elevator Pitch i kiedy używać jest, delikatnie mówiąc, przeciętna. Gdy pytam, okazuje się, że ludzie coś tam słyszeli, ale dokładniej

Komunikacja

Czy HR potrafi mówić językiem biznesowym?

Czyli mówić tak, żeby inni słuchali Od wielu lat trwają dyskusje czy dział HR potrafi mówić językiem korzyści biznesowych promując realizowane projekty począwszy od wykazania dowodu konieczności wdrożenia danego projektu,