Iga przegrała. I bardzo dobrze
Podobnie jak zapewne większość z nas podlegam odwiecznym regułom plemiennym. Iga jest „nasza”, do tego dzielnie walczy, ciężko pracuje, więc jej kibicuję. Krótkoterminowo chciałbym, żeby wygrywała w każdym meczu. Krótkoterminowo zmartwiłem się jej porażką w ćwierćfinale Wimbledonu. Ale…
…długoterminowo ta porażka może być najlepszym, co się jej teraz mogło wydarzyć. Półtora roku jako numer 1, nieustająca presja i obliczanie przez wszystkich, co musi (?) zrobić, żeby utrzymać jedynkę, gdzie i ile zdobyć punktów, a co na to Sabalenka czy Rybakina i tak na okrągło. Balonik nadmuchany do granic wytrzymałości. Ileż tak można kłaść na barki wciąż młodej i uczącej się zawodniczki.
Balonik pękł. Długoterminowo to bardzo dobrze. To jak z nauką jazdy na rowerze. Wywróciłem się, wiem, gdzie jest ziemia, przeżyłem, wstaję, otrzepuję się, wsiadam i jadę dalej znając już limity i dzięki temu mocniejszy psychicznie. Długoterminowo, to może być dla Igi uwalniające.
Chcę wierzyć, że w jej otoczeniu są dojrzali ludzie, którzy świadomie zdejmują z niej presję bycia numerem jeden, a skoncentrują się na radości i pasji grania. Wtedy to bycie numerem jeden będzie naturalnym skutkiem, a nie celem samym w sobie. Popatrzmy na innych wielkich, jak Nadal, czy Djoković. Jak silni wracali po momentach słabości i frustracji.
Poza tym… to tylko sport, a p. Iga nie walczy o przetrwanie.
PS To jak z menedżerami w biznesie. Niebezpieczni, którzy nie zaznali porażki.
fot. Getty Images
Powiązane wpisy
Ciekawostka psychologiczna: lew czy owca?
Drugi rok przyglądam się fejsbukowi, a linkedinowi już nawet nie liczę. Jedną z kilku rzeczy, która mnie fascynuje jest przyrównywanie się do zwierząt i ilustrowanie tego dobranymi zdjęciami. Czasem dla
Koronawirus – zestaw racjonalisty
Koronawirus przyszedł i do nas. Inaczej być nie mogło. Zaczynam zauważać, że emocje zaczynają nam rosnąć i pojawia się coraz więcej nerwowych komentarzy oraz niepewności. Niestety, jest to też pożywka
Ciało, czyli dlaczego nie pojedziemy szybciej
Poprzednie dwa artykuły „autorefleksyjne” dotyczyły naszych relacji z obszarem „PRACA”. Dzisiaj przejdziemy do drugiego z czterech obszarów pokrywających całą naszą aktywność, czyli „JA”. Nie będę próbował wymyślać koła od nowa