Jestem bezpośredni, szczery, mówię, co myślę
Regularnie słychać i widać tytułowe deklaracje. Media społecznościowe są ich pełne. Brzmi dobrze i w intencji autora wystawia mu dobrą ocenę. Ma to też być powodem jego cierpień, bo inni nie rozumieją takiej postawy. Do tego sami są nieszczerzy i nie mówią, co myślą. Niejednokrotnie można później obserwować autora w akcji. No i okazuje się, że…
Bezpośredni i szczery: brutalna komunikacja aż po obrażanie.
Mówię, co myślę: moje myślenie, to pewnik; to, co myślą inni nie jest warte poznania; jeśli myślą inaczej, mylą się i trzeba im to twardo wystrzelić w twarz.
Tak, wierzę w bezpośredniość, szczerość i mówienie tego, co ma się na myśli. Byle z autorefleksją, świadomością, że to, co myślimy, to hipoteza, nie pewnik, uwzględniając emocje odbiorcy, jego stan i słuchając go. Brzmi banalnie. Wcale nie takie to powszechne.
Komunikacja to współpraca i wysiłek obu stron, a nie samo opróżnianie magazynka w kierunku rozmówcy.
Czy zawsze mówię, co myślę? Nie, nie zawsze. Całkiem regularnie to, co myślę, zachowuję dla siebie. Milczenie też jest wyborem. A i to, co się myśli można powiedzieć na różne sposoby.
Uwaga – żadnego call-to-action. Zechcesz, zareagujesz, nie zechcesz, nie zareagujesz.
Powiązane wpisy
Tfurcy linkedinowi, stańcie w prawdzie… (!)
„Mam swój indywidualny styl pisania! Mam swoje wyjątkowe pomysły na treści! Mam ich tyle, że nie nadążam z pisaniem, więc AI mnie ledwie coś tam ciut wspiera, wygładza, literówki i
Kurczakowy rozwój osobisty, czyli o zrzynaniu trocin
„…nie cierpię na aż taki niedostatek własnych pomysłów, żebym musiał żebrać o nie u innych”. Tak napisał Leibniz, na początku XVIII w. (link). Minęło ponad 300 lat i… regularnie mamy
Jak załatwić komentujących post (i stracić ich na zawsze)
Doświadczyłem ostatnio ciekawej sytuacji. Znajomy polubił post, przez co ten wpadł mi przed oczy. Przeczytawszy, znalazłem w nim istotne niedopowiedzenia i uogólnienia, co pozwoliłem sobie z przymrużeniem oka pokazać przez