„Toskania dla Toskańczyków”!
Nasze czasy zupełnie inne niż wszystkie, bo są nasze, czy może odgrywamy takie same scenariusze w coraz to nowych dekoracjach? Rok 1353, Florencja podpisuje z Viscontimi (Mediolan) traktat pokojowy sankcjonujący strefy wpływów. Oparto go o zasadę „Tuscia Tuscis”, czyli właśnie tytułowe „Toskania dla Toskańczyków”. Brzmi znajomo?
Co więcej, ówczesne znaczenie wspomnianego hasła też ma odwieczny podtekst: nie każdy mieszkaniec Toskanii, nawet tam urodzony z dziada pradziada, się do niego łapie. Chodziło o Florentyńczyków, czyli mieszkańców Florencji, która budowała swoje władztwo. Też oczywiście nie wszystkich. Ale… Toskania dla Toskańczyków! Nie przeszkodziło to później Florencji napaść na Pizę i ją sobie krwawo podporządkować. Bo to my jesteśmy prawdziwymi Toskańczykami, a nie oni.
O czym to post? Ba, każdy może sobie coś znaleźć, o ile zechce. Dla mnie o pokorze myślenia, w kontrze do postrzegania siebie i swoich czasów w centrum wszechświata. W konsekwencji także o myśleniu krytycznym. No i o tym, że myślenie krytyczne generalnie od tysiącleci nie wygrywa, a jedynie walczy o pojedyncze dni chwały w morzu porażek.
PS źródło: „Jak kwitnące drzewo. Florencja średniowieczna i renesansowa”, PIW
Powiązane wpisy
Work-life-balance, odczarowanie mitu
To kluczowy artykuł. Jest szkieletem, który łączy ogromną część innych moich publikacji dotyczących autorefleksji w logiczną całość. Z wielu puzzli w tym momencie powstaje bardzo już klarowny obraz. Używając tolkienowskiej
Natura czy kultura? Geny czy wychowanie?
Odpowiedź na to pytanie przechodzi od ponad dwóch tysięcy lat spore zawirowania. Łatwo dziś rzucić, że jedno i drugie. Ale to zbyt trywialne. Pomiędzy wspominanym już w starożytności „Jesteś, jaki
Marka osobista: na kilogramy, czy na sztuki?
Trochę pojawiło się ostatnio rankingów „królów LI” oraz… afer. Czasem z udziałem tychże królów. Zawsze pojawia się wtedy pojęcie marki osobistej. Używane tak, jakby był jej jeden rodzaj, do tego