Budzisz się rano i… nagle jesteś w filmie…
Niedawno to przeżyłem. Budzę się, zaglądam na LI, a tam info od znajomego „Darek, ale ty w filmiku na LI występujesz!” i link dostałem. Hmm… pamięć zawodzi, ale nie aż tak bardzo, bym mógł zapomnieć o graniu w filmie. Nie grałem bankowo. Odpaliłem link, a tam…
…no tak, jak nic facet jakby ja chodzi po pokoju i coś majstruje z meblami i talerzami. Teraz spójrz na zdjęcie. To powiększona stop klatka. Przewinąłem filmik kilka razy, zadając sobie przy tym jakże powszechne pytanie, po angielsku wyrażane skrótem trzyliterowym.
Napisałem do autora posta, grzecznie tak, pytając tylko „what”, bez „tf”, bo kulturalny z domu jestem (dobra, bywam). Autor też wyraził zdumienie, że ach rzeczywiście podobny jakiś, bo mu wcześniej to się jakoś nie rzuciło (czyli dowód, że żadna ze mnie gwiazda, co podejrzewałem). No dobra, ale skąd pan masz ten filmik? A od znajomego żem zapożyczył. Ok, a znajomy skąd? Ekhm… pewności nie mam, ale chyba z TikiTaka (czy jak to tam się nazywa) i pasowała mi wymowa filmiku do posta mego. Przysięgam, panie Darku, żem zamiarów złych nie miał, a względem pana to już żadnych.
Ponieważ nie był to film ze mną nagim pośród kobiet ubranych nieskromnie, machnąłem w tym momencie ręką. Kij temu internetu i TikiTaku w oko, o ile autor nie ściemniał, czego i tak nie sprawdzę przecież.
WNIOSEK: dostałem delikatne (bo w ubraniu, post był merytoryczny o czymś tam, nie o mnie, bez nazwiska było) ostrzeżenie, że nie znamy dzisiaj dnia ani godziny, w której ktoś wstawi naszą twarz, albo niezwykle podobną, do dowolnego całkiem naturalnie wyglądającego filmiku czy zdjęcia. Kontroli nad tym żadnej. A wygląda wiarygodnie i liczy się nie „prawda”, a odczucia/wrażenia odbiorców, czyli, co im się wydaje, że widzą. Nawet przy założeniu dobrej woli wszystkich stron.
Pozostaje tylko wewnętrzny spokój wynikający z kantowskiego nieba gwiaździstego nade mną. Co też czynię.
Masz już takie doświadczenie na koncie?
PS żona popatrzyła na filmik i od razu powiedziała „To nie ty, bo…” i wskazała kilka różnic. Uff… Grunt, to być towarzyszem właściwej kobiety. Aczkolwiek, co żony oko ujrzy, większości innych obserwatorów umknie, szczególnie w pośpiechu, na małym ekranie smartfona… EjAju, witam w twoim świecie!
PPS dzięki fantastycznym uczestnikom dyskusji pod tym postem w LinkedIn udało się ustalić źródło filmiku i występującą tam osobę: prof. Richard Wiseman, kanał Quirkology. Uff, tym razem było to więc tylko podobieństwo, a nie zamierzona akcja z moją twarzą. Na razie :-).
Powiązane wpisy
Twardy dowód mocy komentowania w LinkedIn
Od lat nie ja jeden mam przekonanie, że komentowanie postów na Linkedin może wnosić wręcz potrójną wartość: 1. dla autora posta – poznanie innego spojrzenia (lub wzmocnienie własnego) + zwiększenie
Jak napisać CV? Część 5. i ostatnia
Na ilustracji powyżej masz fragment typowej rozmowy rekrutacyjnej. Żeby na nią się dostać zapewne najpierw wyślesz CV. Pytanie „jak napisać CV?” to temat nieśmiertelny. Można wręcz powiedzieć, że to samograj.
Networking Naiwny czy Strategiczny? Kogo zapraszać?
Networking to jedno z częściej używanych słów. Nie bez znaczenia. Rzeczywiście odgrywa ogromną rolę. Choćby podczas szukania pracy lub pracowników. Ilekroć bym nie rozmawiał z kolegami (rekruterami menedżerów) z innych