Mit nr4: Co za czasy, jesteśmy przebodźcowani!

Mit nr4: Co za czasy, jesteśmy przebodźcowani!

Fajnie brzmi, ale zły adres. Założenie wstępne: rozmawiamy w gronie osób, które ukończyły 18 lat, mają dowód osobisty i prawo głosować,. Większość z nas ma nawet nieco więcej lat, żyje samodzielnie, pracuje i zarabia. Jeżeli ktoś narzeka „o tempora, o mores”, czasy złe takie, że jesteśmy przebodźcowani, oszukuje sam siebie.

Owszem, za drzwiami, prawdziwymi i symbolicznymi, czai się masa ludzi i firm, którzy chcą posiąść naszą uwagę (zwykle też pieniądze). Najlepiej na stałe, żeby, jak buldog, chwycić i już nie puścić. Ale… klucz do tych drzwi wciąż jest w naszych rękach.

Masz konto na LI, fejsie, insta, tikitaku, X, YT i paru innych takich? Kazali ci je wszystkie założyć, czy zrobiłeś to sam?

Nosisz zegarek zintegrowany z telefonem, mailami i wszystkimi ww. kontami, który brzęczy, świeci, drży co kilka minut, że coś gdzieś + „weź pigułkę”? Przyszli i Cię w niego zakuli, jak tej owcy ze zdjęcia uszy, czy sam go sobie zakładasz i wszystko, co fabryka dała jest na „ON”?

Jesteś pozapisywany na newslettery-bajery i karty lojalnościowe, a rzeka maili za tym płynie? Sam się zapisałeś, sam sprzedałeś swoje dane i swoją uwagę za te karty.

Starasz się dogonić wszystkie maile w czasie rzeczywistym, czy też masz jasną strategię, na które, od kogo, kiedy i jak odpowiadasz, a na które np. w ogóle nie reagujesz?

Kładziesz telefon przed sobą, gdziekolwiek usiądziesz? A telewizor, radio, podcasty nawet w toalecie… I tak dalej, i tak dalej.

Masz przemyślane i systematycznie stosowane czynności wyciszające? To nie jest zabronione. Nie jesteśmy ofiarą czasów. Czasy są, jakie są i na nie wpływ mamy ograniczony. Na swoje działania wciąż wpływ mamy bardzo duży. Sami jesteśmy swoim katem. Jeżeli jesteś przebodźcowany, to dlatego, że na to pozwalasz. To nie czasy, to nie „oni”, to my sami.

PS co do czasów, to nie zapominajmy, że żyjemy w znacznie lepszych niż nasi przodkowie przez tysiące lat. Jeszcze do niedawna „książę pan” i inni w jego rodzaju domagali się naszego czasu, pracy i pieniędzy środkami siłowymi, używali przymusu bezpośredniego (aż po możliwość odebrania życia) i nie mieliśmy wyjścia. Teraz mamy jednak niezmiernie szersze pole manewru.

Previous Różnorodność to nie tylko płeć, wiek i orientacja
Next Skąd ten śmietnik na Linkedin, ciekawostki trzy

Powiązane wpisy

Autorefleksja

Wiedźmin a sprawa polska, czyli autorefleksja

Wiedźmin, Netflix, 4 ODCINKI – wrażenia na gorąco, czyli… autorefleksja i Krowi Level Co jest dla mnie najważniejsze w grach i filmach? Klimat. To coś, co wisi w powietrzu, co

Autorefleksja

No i balonik pękł, czyli Frankl i poszukiwanie sensu

Wreszcie przeczytałem „Człowiek w poszukiwaniu sensu” Viktora E. Frankla. Wreszcie, bo od lat słyszę praktycznie same zachwyty nad książką. Warto było poczekać choćby z tego powodu, że trafiło mi się

Autorefleksja

„Tylko dla dorosłych”, smakowite cytaty, cz. 8

Takim sprytnym tekstem na obwolucie przeniósł Boy-Żeleński Kartezjusza pod strzechy. Umieścił to ostrzeżenie na… „Rozprawie o metodzie”. Efekt? Sukces wydawniczy, o jakim Kartezjusz mógłby tylko marzyć. Z jednej strony jest