Smakowite cytaty, cz.7, Montaigne, „Próby”
„Człowiek uczony nie jest uczony we wszystkim; ale rozumny człowiek jest we wszystkim rozumny”
Książka z 1580 roku (!), jedna z najciekawszych, jakie przyszło mi przeczytać w życiu. Zbiór luźnych przemyśleń francuskiego szlachcica na tematy „wszelakie”. Od francuskiego tytułu weszło do użytku słowo „esej” jako nazwa takiej krótkiej formy. Montaigne pisze o przywództwie, komunikacji, autorefleksji, prawach podstawowych, wzorcach zachowań, systemie szkolnictwa, religii i jej kulcie, hodowli koni itd.. Większość spostrzeżeń brzmi zaskakująco aktualnie. Aż po kwestię szacunku dla zwierząt, poszanowania przyrody, ludzi odmiennej orientacji, odmiennych kultur czy też… zmieniających płeć! Postulaty dotyczące szkolnictwa są te same, co dzisiaj (tyle że bez naiwnego narzekania, że to Prusacy, Bismarck i korporacje). Przypomnę, to XVI wiek.
Wartość książki leży też w systematycznym odwoływaniu się autora do starożytnych. Dzięki temu mamy wgląd w historię myśli od starożytności, przez jego czasy, a my dokładamy swoje. Okazuje się, że przez 2000 lat zadajemy sobie masę identycznych pytań, że padają też propozycje bardzo aktualnych i, jak się okazuje, uniwersalnych odpowiedzi. Że myśl ludzka ma ciągłość, a świat nie zaczął się wczoraj. Z jednej strony lekcja pokory, z drugiej jakże piękne i ważne poczucie przynależności do gatunku Sapiens.
Książka liczy 1150 stron, więc i ciekawych myśli sporo. Nie połykaj ich na raz. To lista do smakowania, zdecydowanie slow-food zjadany łyżeczką, nie łopatą. Jeśli potrzebujesz także niebanalnych myśli do cytowania zamiast otrzaskanych pseudo-Albertów-Coelhów, to masz jak znalazł.
Usiądź wygodnie i czytaj powoli, dając każdej myśli czas na rezonans i odniesienie do czasów współczesnych:
– „Na co zda się wiedza, jeśli rozumu nie staje?” [wiersz grecki]
– rzucam tu myśli bezkształtne i niepewne siebie […] nie aby stanowić prawdę, ale aby jej szukać
– …w nic nie wierzą ludzie tak niezłomnie jak w to, o czym najmniej wiedzą, ani też nie ma ludzi tak pewnych siebie jak ci, którzy opowiadają nam szczere baśnie, jako alchemiści, przepowiadacze, astrologowie, chiromanci, lekarze i inni tego rodzaju
– przypomnijcie sobie, co powiedział pewien człowiek pytany, czemu się tak mozoli w sztuce, którą niewielu tylko potrafi ocenić: „Wystarczy mi niewielu, wystarczy mi jeden, wystarczy mi żaden”
– władzy sędziowskiej nie ustanowiono dla dobra sądzącego, jeno dla sądzonych; jeśli czyni się zwierzchnika, to nigdy dla jego korzyści, jeno dla zysku podwładnych; jak lekarz jest dla chorego, nie dla siebie
– Seneka uznaje, iż „Bogu zawdzięcza życie, ale sobie dobre życie”
– któż widział kiedy starca, by nie wychwalał minionych czasów, a nie wieszał psów na obecnym, obarczając świat i obyczaje ludzkie własną niedolą i udręką?
– człowiek uczony nie jest uczony we wszystkim; ale rozumny człowiek jest we wszystkim rozumny
– nie żądam, aby nikt nie przyganiał drugim, kto sam nie jest wolny od zmazy, wtedy bowiem nikt by nie mógł przyganiać nikomu
– zaiste człowiek jest to istota osobliwie lekka, różnoraka i odmienna; niełacno budować o nim stałe i jednolite mniemanie
– dusza, która nie ma ustalonego celu, gubi się: jak bowiem powiadają, być wszędzie znaczy nie być nigdzie [zapraszam tutaj, link „Masz swoją górę na horyzoncie?”]
– nie bez racji powiadają, że kto nie czuje się dość mocny w pamięci, nie powinien się puszczać w kłamstwo [powszechnie cytuje się podobną myśl Twain’a, a tu 300 lat wcześniej…]
– a to jest rzecz niełatwa przerwać opowiadanie i uciąć, skoro raz się rozpędziło [czyli „Mów tyle, ile trzeba”, link]
– „Ha! Ty, który mniemasz, iż bogowie nie troszczą się o sprawy ludzkie, co powiesz na tylu ludzi ocalonych dzięki ich łasce?” – „Zapewne, odparł, ale nie wymalowano tu owych, którzy spoczywają potopieni na dnie morza, i to w znacznie większej liczbie” [rozmowa w świątyni pełnej darów i podziękowań za przeżycie rejsów morskich]
– wyrzut, jaki Archidamus uczynił Periandrowi, iż poniechał sławy dobrego lekarza, aby nabyć rozgłosu lichego poety [dzisiaj to może się odnosić do ludzi, którzy zarzucili swój zawód, np. fizyka, marząc o roli celebryty]
– kiedy czytam historie, mam zwyczaj zwracać uwagę, kim jest ów, kto je pisze: jeżeli to osoba nie mająca innego rzemiosła jak jeno pisanie, uczę się od niej głównie stylu i wysłowienia; jeśli lekarz, chętniej wierzę temu, co opowiada o klimacie, o zdrowiu, o ranach i chorobach; jeśli jurysta, dowiaduję się od niego o kontrowersjach prawnych, ustawach, urządzeniach państwowych…
– zło płynie z tego, że źle się biorą do nauk. Wobec sposobu, w jaki odbywa się nasza nauka, nie dziw, że ani uczniowie, ani mistrze nie porastają w rozum, mimo iż porastają w wiadomości. W istocie cała troska i wydatki naszych ojców mierzą jeno ku temu, aby nam naładować głowę wiedzą: o kształtowaniu pojęcia i charakteru ani słychu. […] Słuszniejsza byłoby pytać, kto jest lepiej, a nie kto więcej uczony
– niech każe uczniowi wszystko w głowie przesiewać przez sito; niech nic w nią nie wkłada mocą prostej jeno powagi, na wiarę magistra. Niech mu nie będą dogmatem zasady Arystotelesa ani maksymy stoików albo epikurejczyków: raczej trzeba mu przedstawić przed oczy różnorodne mniemania; jeśli będzie mógł, wybierze; jeśli nie, zostanie w wątpliwości. Tylko szaleńcy są pewni i zdecydowani
– niech nie tyle wbija uczniowi w pamięć datę zburzenia Kartaginy, co obyczaje Hannibala i Scypiona; nie tyle gdzie umarł Marcellus, ile dlaczego było niegodne jego obowiązku, że tam umarł!
– w owej szkole obcowania z ludźmi często zauważyłem tę wadę, iż zamiast starać się poznać drugiego, silimy się tylko, aby dać poznać siebie
– świat pełen jest paplarstwa; nie zdarzyło mi się widzieć człowieka, który by nie mówił raczej za dużo niż za mało
– ktoś zagadnął Kleantesa jakimiś dialektycznymi sztuczkami, na co Chryzyp rzekł: „Baw się z dziećmi tymi głupstewkami, ale nie zakłócaj nimi myśli dojrzałego człowieka!”
– niektórzy powiadają, iż delikatny mózg dzieci mąci się od tego, gdy je budzić rankiem nagle i wydzierać tak ze snu (w którym pogrążone są o wiele głębiej niż my dorośli) gwałtownie i przemocą
– nie da się zaprzeczyć, iż mędrzec wszędzie może żyć zadowolony, i sam, i w ciżbie dworskiej, ale jeżeli może wybierać, będzie unikał nawet widoku pałaców
– bądź w gospodarstwie, bądź w nauce, polowaniu lub wszelakim innym ćwiczeniu trzeba się dzierżyć w ostatecznych granicach przyjemności i strzec się zapuścić dalej, tam gdzie zaczyna się mieszać utrapienie [przestroga przed maksymalizacją wszystkiego]
– ale co przekracza wszelką miarę małości serca, to to, aby osoby tej rangi chciały czerpać główną swą chwałę w paplarstwie i gadaninach
– „I cóż! Czymżeś ty jest, aby się nieść tak górnie? Czyś jest żołnierzem? Łucznikiem? Oszczepnikiem?” „Nie jestem; ale jestem ów, który umie rozkazywać wszystkim tamtym” [o istocie przywództwa]
– co Cyrus odpowiedział komuś, kto go napierał, aby zagrzał swe wojsko w chwili wydania bitwy: ludzie nie stają się z miejsca bardziej odważni od dobrego przemówienia; jak nikt nie staje się wraz śpiewakiem przez to, iż usłyszy dobrą piosenkę. Jest to nauka, do której należy zabrać się zawczasu długim i ustawicznym wychowaniem
– …szukają sławy w tym, iż pogardzili sławą [o fałszywej skromności]
– gdybyśmy zadali sobie kiedy fatygę zagłębić się w swoje wnętrze i gdybyśmy czas obracany na sądzenie drugich i poznawanie rzeczy będących poza nami zużyli na sondowanie siebie samych, ujrzelibyśmy snadnie, jak cała ta nasza budowla utworzona jest ze słabych i ułomnych części [o autorefleksji]
– niepodobna uporządkować części temu, kto nie ma w głowie kształtu całości. Na co się zda gromadzić zapas farby komuś, kto i nie wie, co ma malować? [autorefleksja, pre-Covey]
– pociągają nas rzeczy dla swej rzadkości lub nowości, albo też dla trudności, chociaż nie mieści się w nich żadne dobro ani pożytek
– stąd pochodzi, iż, umęczywszy kogoś, aby go nie skazać na śmierć niewinnym, sędzia skazuje go na śmierć i umęczonym i niewinnym [przeciwko torturom]
– filozofowie, którzy chcieli dojść do jakiejś większej doskonałości, nie zadowalają się tym, aby czekać w bezpieczeństwie i spokoju przeciwności losu z obawy, by ich nie zaskoczyły niezaprawionych i niezdarnych w walce, jeno wychodzą mu naprzeciw i rzucają się z umysłu w próby i trudności [o strefie komfortu jakże mądrzej]
– przyjąłem od niejakiego czasu zwyczaj, aby pomieszczać na końcu każdej książki datę, kiedy skończyłem ją czytać, i sąd, jaki z grubsza wyciągnąłem
– dało mi ono [szczęście] począć się z rodu sławnego poczciwością i z bardzo zacnego ojca: nie wiem, czy przelał we mnie część swego usposobienia, czy też domowy przykład i dobre pokierowanie dzieciństwem pomogły [geny czy wychowanie]
– wychowanie wspiera i umacnia wrodzone skłonności, ale nie zmienia ich i nie przezwycięża […] Nie wydziera człowiek onych pierwotnych właściwości, jeno odziewa je i kryje [jw.]
– jest wszelako jakiś wzgląd, który nas wiąże, i ogólny obowiązek ludzkości, nie tylko względem zwierząt, które żyją i czują, ale względem drzew nawet i roślin
– mają one [zwierzęta] wiele właściwości zbliżonych do nas; stąd, przez porównanie, możemy budować jakieś wnioski: ale o tym, co mają sobie tylko właściwego, cóż my możemy wiedzieć? [o nieuzasadnionej antropomorfizacji zachowań zwierząt]
– żądasz, abym uwierzył, iż Agezilaus i Epaminondas, tak tędzy ludzie, cierpią tam niedolę, ty zasię, któryś jest jeno prostym ciołkiem, na nic nikomu nieprzydatnym, będziesz zbawiony, ponieważ jesteś klechą? [Diogenes do kapłana]
– urodziliśmy się w kraju, gdzie [religia chrześcijańska] była w użyciu; albo też baczymy na jej dawność, albo powagę tych, co ją ustanowili; albo lękamy się gróźb, jakimi ściga niedowiarków, albo idziemy za jej obietnicami. Jesteśmy chrześcijanami z tego samego tytułu, jak jesteśmy Perygordczykami lub Niemcami [czyli z racji miejsca urodzenia]
– dusze szewców i cesarzy sporządzone są na tym samym kopycie. Bacząc doniosłość czynów monarchów, wyobrażamy sobie, iż działają w nich zawsze jakoweś równie ważne i doniosłe przyczyny; mylimy się grubo: poruszają nimi te same sprężyny, jakie działają i w nas
– nie doznawać zła to najwyższa ilość dobra, jakiej człowiek może się spodziewać
– można by w tej materii przyczynić zdanie jednego ze starożytnych: „że kary raczej zaostrzają zbrodnie, niż je tępią; rodzą nie chęć czynienia dobrze, ale jeno baczność, by się nie dać przyłapać na złoczyństwie”
– jedyna chwała, do jakiej dążę w życiu, to aby je przeżyć spokojnie; spokojnie […] wedle siebie. Skoro filozofia nie umiała znaleźć żadnej drogi ku spokojności, która byłaby dobra wszystkim, niech każdy szuka jej oddzielnie
– czemu zawdzięczają Cezar i Aleksander nieskończony ogrom swej sławy, jeśli nie fortunie? Ilu ludzi zgasiła ona na samym początku, ludzi, o których żaden słuch do nas nie doszedł, a którzy imali się rzeczy z tym samym sercem co oni, gdyby nieszczęśliwy los nie był ich osadził w miejscu, w samym zaczątku dzieła?
– powiadają pospolicie, iż najsprawiedliwszy podział, wedle którego natura rozdała nam swoje łaski, dotyczy rozumu: nie ma bowiem nikogo, kto by się nie zadowalał tym, co mu udzielono [sto lat przed Kartezjuszem, który od takiej właśnie myśli zaczyna „Rozprawę o metodzie”]
– nie było na świecie przekupki ani woziwody, z których by każde nie uważało, iż dość ma rozumu na swoje potrzeby. Łatwo uznajemy u drugich przewagę męstwa, siły, doświadczenia, zręczności, urody; ale przewagi rozsądku nie ustąpimy nikomu
– ale komuż będziemy wierzyć, gdy mówi o sobie, w czasach tak zepsutych? Toć mało jest takich, którym moglibyśmy wierzyć mówiącym o drugich. […] Obłuda jest jednym z najcelniejszych znamion tego wieku [uczestnicy każdych czasów uznają je za złe]
– nie masz nic, co by mogło z równą słusznością odstręczać poddanych od ponoszenia trudów i azardu w służbie książęcia, jak kiedy widzą jego samego gnuśniejącego w mizernych i błahych zatrudnieniach, pełnego troski o swe bezpieczeństwo, wówczas gdy się okazuje tak niedbającym o nasze
– nie masz, jak prorokować rzeczy, które się stały; jako powiadają o Epimenidasie, iż przepowiadał wstecz
– świat jest jeno wiekuistą huśtawką; wszystkie rzeczy huśtają się na niej bez przerwy […] Stałość nawet nie jest niczym innym, jak bardziej powolnym chwianiem [vuca była zawsze]
– znałem szlachcica, który ujawniał swe życie jeno funkcjami żołądka: widzieliście u niego na pokaz szereg nocników z całego tygodnia; to było jego studium, jego rozmowa [FB to tylko nowe narzędzie w procesie, który istnieje od zawsze]
– więcej wiary dają ludzie temu, czego nie rozumieją
– nie mówię o sobie teraz, gdy już zapuściłem się w rubieże starości, przekroczywszy niezgorzej czterdziestkę.
Powiązane wpisy
Spójność to mit. Wcale jej nie potrzebujemy
Spójność (integrity), to jedno z najczęściej używanych słów. W każdej dyskusji o przywództwie prędzej czy później pojawi się oczekiwanie „Lider musi być spójny”. Bez tego nie zaufamy, nie będziemy zmotywowani,
Dlaczego apel Muska, Wozniaka itd. to pusty gest
Media są pełne komentarzy po apelu tysiąca+ ekspertów, biznesmenów i inwestorów, by zamrozić na pół roku prace nad AI (bo rozwija się szybciej niż ogarniamy jej wpływ na ludzkość). Gdyby
Czacha dymi niczym wulkan i… lubię ten stan
Mimo widywanych w sieci wielokrotnie zaleceń żywota szczęśliwego, nie udaje mi się niemal nigdy wyłączyć umysłu. Chciałoby się napisać, że poza snem, ale przecież wtedy to on dopiero zasuwa! Kotłuje