Czy AI to nazwa handlowa? Cz.2 i (chyba) ostatnia
Zadaj sobie proste pytanie. Jeżeli zatrudniasz pracownika i kluczowym kryterium jest jego/jej wysoki poziom inteligencji, to czego po nim później oczekujesz i do jakiego rodzaju pracy chcesz go/ją wykorzystać? Odważnie zakładam, że większość odpowiedzi pójdzie w kierunku:
– przejawianie inicjatywy, szczególnie w nowych obszarach, myślenie oryginalne, kreowanie rozwiązań, branie odpowiedzialności, samodzielność we mgle biznesowych szybkozmiennych procesów” i tym podobne.
Nie po to zatrudniamy inteligentnego, żeby mu szczegółowo mówić, co robić. Uwaga, do tego sam ma tego chcieć, bez czekania na polecenia. Ma przychodzić do nas z pomysłami, na które sami nie wpadliśmy.
A teraz zadaj sobie drugie pytanie. Do czego przeważnie na razie służy rosnąca masa aplikacji pod dumnym sztandarem AI, czyli inteligencji? Do… odciążania nas i innych od powtarzalnych, rutynowych, regularnych, trochę-zmiennych i tak dalej czynności, które akurat wielkiej inteligencji nie wymagają. Dzięki temu odciążeniu my możemy zająć się czym?
Werble werble werble… tak! własną intelektualną inicjatywą, szczególnie w nowych obszarach, myśleniem oryginalnym, kreowaniem rozwiązań, braniem odpowiedzialności, poszerzaniem samodzielności we mgle biznesowych szybkozmiennych procesów i temu podobnymi rzeczami.
No to albo z nami coś nie tak, że zatrudniamy inteligentnego pracownika i marnujemy jego potencjał dając mu robotę drugiego sortu, z której nas odciąża, albo tenże zatrudniony ma w dowodzie wpisane „Inteligentny”, ale na razie to po prostu imię, jakie mu rodzice (czyli producenci) w urzędzie nadali.
Część 1 rozważań, ile jest inteligencji w AI, tutaj, link.
Fot. Boston Dynamics.
Powiązane wpisy
Kwarantanna – zestaw racjonalisty
Pierwsza część Zestawu Racjonalisty cieszyła się dużą poczytnością (LINK). Był to zestaw podstawowych pytań, które warto sobie zadać. By zracjonalizować swoje myśli i ogląd otoczenia. By nazwać i ocenić obawy.
Fromm, „O nieposłuszeństwie i inne eseje”
Bardzo nierówne są eseje Fromma. Od fantastycznych intelektualnie, o nieprzemijającej aktualności, po zupełnie puste, wręcz dziecięco naiwne i bazujące na kompletnie nienaukowych dywagacjach (choćby interpretacja snów). Te pierwsze dotyczą właśnie
Ignorabimus? Czy jednak „Będziemy wiedzieć!”?
Dzisiaj o poszukiwaniu fundamentów myśli, ich ewentualnych ograniczeń, definiowaniu własnego, osobistego, intelektualnego manifestu. Jakże przydatnego i strategicznie, i na co dzień. Nawet w tutejszych dyskusjach. Tutejszych, czyli w codziennej przestrzeni