Wiedza zamiast opinii; Alfred Adler „Wiedza o życiu”
Fantastyczna seria Meandry Kultury wydawnictwa Vis-a-vis Etiuda. Tłumaczenia oryginalnych dzieł myślicieli, czyli filozofów, psychologów, socjologów, antropologów itd. Można poznawać u źródeł, nie z opracowań. Po lekturze takich książek można wreszcie toczyć dyskusje bazujące na wiedzy, a nie opinii. Utonąłem w niej i będę się dzielił wrażeniami. W typowy dla mnie (jak mniemam) konkretny sposób.
Na pierwszy ogień Alfred Adler, „Wiedza o życiu” (1870-1937). Książka wydana w 1933 roku, w znacznej mierze podsumowująca dorobek myślowy Autora.
PRO
– silnie akcentuje konieczność zrównania praw kobiet z mężczyznami oraz ich udziału w życiu społecznym, dostępu do wykształcenia itd. (co wcale oczywistym nie było w 1933 roku)
– postulat równego udziału obojga rodziców w wychowaniu i kształtowaniu dzieci
– kluczem wychowania i równowagi człowieka jest socjalizacja, dostosowanie do życia w społeczności, równowaga pomiędzy biorę i daję
– podzielił przestrzeń całej ludzkiej aktywności na 3 obszary: Społeczność, Praca, Rodzina/przyjaciele (określił to – Miłość); to szczególnie ciekawe dla mnie, gdyż nie znając jeszcze dzieła Adlera w swojej książce wskazałem te same 3 obszary, dokładając 4. – „Ja”
KONTRA
– dla Autora proces naukowy i proces terapeutyczny, to „intuicja i sztuka”, czyli dokładne jego przeciwieństwo, to nic innego, jak mistycyzm intelektualny
– tradycyjne podejście z czasów Freuda i ferajny: wszystko przez matkę i błędne wychowanie
– o ile Freud skupił się na wątkach seksualnych, to idee fixe Adlera jest kompleks niższości i wynikające z niego pragnienie władzy; cokolwiek się nie stanie, to przyczyna jest jedna (coś jak „wina Tuska”)
– „przyczyną problemu może być rozpieszczanie, ale może też być zbyt rygorystyczne wychowanie” – czyli cokolwiek się nie wydarzy w życiu człowieka, terapeuta sprawnie znajdzie kilka puzzli na poparcie DOWOLNEJ tezy; a co terapeuta, to teza będzie inna, bo to „intuicja i sztuka”
– charakter człowieka wynika tylko z wychowania/stylu życiowego; całkowicie pominięta kwestia genów/budowy mózgu, no ale wtedy prawie nic o tym nie wiedziano, stąd przeszacowanie wpływu wychowania
– niestety też poszedł ścieżką Junga i czyta sny, wyciągając na podstawie „intuicji i sztuki” fantasmagoryczne wnioski; takie wtedy były czasy i dzisiaj to już wątki baśniowe
– książka jest pełna nieuprawnionych, bo podawanych bez dowodu sformułowań typu ” z niejaką pewnością, bez wątpienia, oczywiste jest, nie można się nie zgodzić, trudno wyciągnąć inny wniosek niż…” itd. podczas gdy bardzo łatwo wyciągnąć inny wniosek, tyle że jest on inny, niż hipotezy Autora, więc podpiera się on wymienionymi manipulacjami
– kluczowy rozdział „Sens życia”, to bardziej kazanie, niż opracowanie naukowe.
Czy czytać? Oczywiście, że czytać! To najlepszy sposób do poznawania źródeł i wyrabiania własnej opinii. Gdyby ta książka powstała dzisiaj, można by Autora zmiażdżyć, ale na miarę swoich czasów zawierała szereg bardzo ciekawych wątków. Lektura pobudza własne myślenie. I o to chodzi.
Powiązane wpisy
Gram, czytam, oglądam film, biegam, to nie znaczy, że nic nie robię
Jedna z wielkich pułapek, znana od starożytności po dziś dzień. Większość z nas w nią wpada, część tkwi latami (i to pomimo nawałnicy tekstów o life-balance). Pułapka przymusu celowości działania.
Wielbimy błysk meteorytu
(strategia i cierpliwość to nudy…) O Hannibalu słyszał chyba każdy. A gdy mówimy Hannibal, natychmiast przywołujemy genialnie przez niego rozegraną bitwę pod Kannami. Podręczniki jej pełne. Także te biznesowe. Zapytam
„Chatowe Post Scriptum, czyli test Milli Vanilli
Linkedinowa dyskusja pod moim postem o firmowaniu własnym nazwiskiem autorstwa dzieł wykonanych przez „Chaty/AI” była dla mnie ciekawa pod szczególnie jednym względem: usłyszeć argumenty osób, dla których to jest ok