No i balonik pękł, czyli Frankl i poszukiwanie sensu
Wreszcie przeczytałem „Człowiek w poszukiwaniu sensu” Viktora E. Frankla. Wreszcie, bo od lat słyszę praktycznie same zachwyty nad książką. Warto było poczekać choćby z tego powodu, że trafiło mi się wydanie ubiegłoroczne składające się z trzech części: opis przeżyć z obozu koncentracyjnego, wyłożenie przez autora podstaw jego logoterapii oraz jego wykład z 1984 roku na tenże temat. No i… właśnie, balonik pękł. Oczekiwania były napompowane dużo za mocno, a już szczególnie części druga i trzecia przyniosły wręcz zdumienie i rozczarowanie. Czas nie obszedł się z nimi zbyt łaskawie.
„Moje przeżycia w obozie koncentracyjnym” – tragiczne, poruszające, wstrząsające w ilustrowaniu, do jakich okrucieństw jesteśmy zdolni i jak łatwo one nam przychodzą; budujące w pokazywaniu, że nawet wobec śmierci i beznadziei przyjmujemy różne postawy i są one kwestią wyboru. W przekonaniu Frankla, wyboru stuprocentowego i świadomego, do tego jeszcze wrócę w cytatach na końcu. Z drugiej strony, jeśli zna się choćby „Pięć lat kacetu” Stanisława Grzesiuka, twórczość Tadeusza Borowskiego i szereg innych pozycji, to wspomnienia Frankla nie wnoszą jakościowo odmiennych elementów.
Co ciekawe, Frankl wspomina, że pierwotnie miał zamiar przedstawić swoje obozowe wspomnienia w formie czystego opisu. Tak, by każdy czytelnik mógł samodzielnie formułować wynikające z nich wnioski co do różnorodności postaw ludzkich wobec zła, niemal nieuchronnej śmierci i poszukiwania choćby minimalnego marginesu swojej decyzyjności. Chciał to pozostawić domyślności, inteligencji i gotowości czytelnika do własnych przemyśleń. Dopiero pod wpływem namów otoczenia zdecydował się wzbogacić je o swój komentarz. Tym samym fakt, że Frankl był więzionym psychiatrą, a Grzesiuk więzionym „warszawskim cwaniakiem” nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Obie książki docierają do samego spodu, a ta Grzesiuka jeszcze brutalniej. To od czytelnika zależy, czy i jakie nauki z tego wyciągnie, a nie od podawania mu wniosków na tacy.
„Podstawy logoterapii” – tutaj zaczynają się schody. Autor z dumą wspomina, że po Freudzie i Adlerze jego koncepcje nazywane są trzecią wiedeńską szkołą psychoanalizy. Dystansuje się też od obu poprzedników wskazując fundamentalne ograniczenia ich podejścia (o tym więcej tutaj, link). Jednak nie wychodzi z zaklętego kręgu wiedeńskiego przedwojnia, które go ukształtowało, czyli spekulatywności, generalizowaniu pojedynczych przypadków jako reguł (bo wiarygodnie brzmią), uznawania swojego dzieła za sztukę, czyli niepoddającego się krytycznemu myśleniu, co w efekcie oznacza, że każdy może twierdzić wszystko, bo zweryfikować tego nijak. Sam napisał wprost: „Logoterapia nie jest nauczaniem ani kaznodziejstwem. Równie daleko jej do logicznego rozumowania, jak i umoralniającego napominania”.
Im dalej czytałem, mina mi rzedła. Tym bardziej, że szereg kluczowych tez Frankla, choć brzmią niezwykle atrakcyjnie (mogą stanowić pierwowzór jakże popularnego teraz „Możesz wszystko!”), pada pod ciosami współczesnej nam nauki (Sapolsky, Plomin, Dehaene, LeDoux, Baron-Cohen i in.). Otóż, nie możemy być wszystkim i nie możemy wszystkiego, co sobie tylko wymyślimy. Co ciekawe, nie tylko ze względu na ograniczenia zewnętrzne (choć Frankl tego akurat wprost nie podkreśla, ale i jego historia pokazuje, jak wiele zależy od najzwyklejszego przypadku). Rzecz także w ograniczeniach wewnętrznych. Można tu przecież nawiązać do toczonych od stuleci dyskusji o granicach wolnej woli. Świetną literacką ilustracją są słowa autorstwa Ibsena jeszcze z końca XIX wieku (bodajże „Peer Gynt”), cytuję z pamięci: „Mógł robić, co tylko zechciał, ale chciał tylko to, co mógł”. Aż po wspomniane badania współczesne, które czasem sugerują wręcz brak jakiejkolwiek wolnej woli w rozumieniu Frankla.
„Obrona tragicznego optymizmu” – wykład Frankla z 1984 roku. Najbardziej dla mnie rozczarowujący. Minęło grubo ponad 30 lat od opublikowania jego książki i otwarcia podstaw logoterapii na świat (koncepcja powstawała jeszcze przed II wojną), a on wciąż powtarza słowo w słowo to samo. Zupełnie jakby te kilkadziesiąt lat zeszło jednak na głoszeniu wiary, kaznodziejstwie świętej księgi i nie wniosło nic a nic w rozwój myśli, weryfikację założeń, uwzględnienie innych odkryć naukowych itd. To był dla mnie wręcz przygnębiający fragment.
Jeżeli komukolwiek pojawia się w tym momencie pytanie „Czytać, czy nie?”, zdecydowanie rekomenduję, by czytać! Niezależnie od blaknących z czasem idei zaliczam Frankla do kategorii „proroków”, czyli ludzi myślących niezależnie i karczujących nowe ścieżki. Czasem te ścieżki prowadziły do nowych wspaniałych lądów i stanowiły fundament rozwijany przez innych, czasem okazywały się jednak ślepe. Stąd też pasjami zaczytuję się w książkach myślicieli sprzed setek lat, sprzed stu lat, sprzed kilkudziesięciu lat. One wciąż są zaczynem do pogłębiania własnych rozważań. Niezależnie, czy się z nimi zgadzamy, czy nie. Niezależnie od tego, co i jak zostało zweryfikowane, czasem brutalnie, przez dalsze badania naukowe. Frankl do takich autorów należy. Mam(y) natomiast trudność, gdzie go kwalifikować: jako filozofa, psychiatrę, psychologa? Ma ta kwalifikacja znaczenie. Co innego rozważania filozoficzne, co innego gdy przechodzi się już do obszaru leczenia ludzi, oceny skuteczności procesów terapeutycznych i decyzje wpływające na zdrowie i życie ludzkie.
Nie polecam za to zwykle książek „kapłanów”, czyli wyznawców idei swoich proroków. Jakże często służą one betonowaniu tychże idei i okopywaniu się na wciąż tych samych pozycjach „prorok powiedział / jego święta księga powiedziała / prorok jest wielki i każde podniesienie na niego oczu, to zamach”. Bliżej mi do zasady ni bogów, ni królów, tylko ludzie.
Dyskusja pod moim linkedinowym postem na temat „Człowieka w poszukiwaniu sensu” była chwilami całkiem burzliwa. Burzliwa intelektualnie, była to wciąż rozmowa, za co wszystkim uczestnikom jestem wdzięczny. W jej trakcie pojawiło się szereg momentów typu „Sprawdzam!”, więc postanowiłem dołączyć poniżej kluczowe cytaty samego Frankla z „Podstaw logoterapii”:
– Logoterapia nie jest nauczaniem ani kaznodziejstwem. Równie daleko jej do logicznego rozumowania, jak i umoralniającego napominania
– Człowiek nie podlega całkowicie zewnętrznemu uwarunkowaniu i zewnętrznym wpływom, lecz sam świadomie decyduje, czy ulec danym okolicznościom, czy im się przeciwstawić. Innymi słowy, ma nieograniczoną wolność samookreślania się. Nie tylko istnieje, ale nieustannie kształtuje swoją egzystencję, determinując to, kim w danej chwili jest i kim będzie w następnym momencie [wytłuszczenie moje]
– A zatem swoboda wyboru, jakkolwiek by była ograniczona, jest jednak dana nawet cierpiącym na zaburzenia nerwicowe czy psychotyczne. Więcej, najbardziej wewnętrzny ośrodek osobowości pacjenta pozostaje wręcz nietknięty przez psychozę [??]
– Żyj tak, jakbyś żył po raz drugi, i tak, jakbyś za pierwszym razem postąpił równie niewłaściwie, jak zamierzasz postąpić teraz! [to tzw. imperatyw kategoryczny logoterapii; tylko skąd wiedzieć, czy postąpi się właściwie, dopóki nie pozna się skutków postępku?]
– Dzięki miłości jesteśmy bowiem zdolni dostrzec zasadnicze cechy ukochanej osoby, więcej, uświadamiamy sobie cały jej potencjał [miłość raczej zaślepia niż otwiera oczy…]
– „Teraz jednak skończyłam osiemdziesiąt lat i nie mam własnych dzieci. […] Prawdę mówiąc, muszę przyznać, że przegrałam swoje życie!”. Z kontekstu wynika, że właśnie brak dzieci był czynnikiem decydującym życiowej porażki. Dwie strony dalej ten sam Autor tłumaczy mężczyźnie, którego żona jest bezpłodna, że może się on realizować inaczej, bo „…prokreacja nie stanowi jedynego sensu życia, bo wówczas życie jako takie stałoby się bezsensowne” [czyli mamy wersję dla kobiet i wersję dla mężczyzn (?)]
– Czy tak trudno wyobrazić sobie istnienie innego wymiaru, świata poza naszym światem, w którym pytanie o ostateczny sens ludzkiego cierpienia znalazłoby swoją odpowiedź? [tutaj wkraczamy w obszary religii i mistycyzmu, nierozstrzygalne, otwarte na całkowitą dowolność. Wspomniane wymiary wyobrazić sobie właśnie łatwo, każdy może to robić wedle swojego uznania i nie ma jak tego porównywać, ani sprawdzić. Przypomina do XVII-wieczne koncepcje Ziemi jako najlepszego ze światów, jakie dało się stworzyć, co miało tłumaczyć istnienie zła]
– Podobny przypadek […] został mi zrelacjonowany przez kolegę z oddziału laryngologicznego Wiedeńskiej Polikliniki. [to jako przykład konsekwentnego budowania generalizowanych teorii na bazie przytaczania pojedynczych przypadków, podczas gdy w książce brak odniesień do jakichkolwiek badań Autora, badań w sensie procedur naukowych, które od dawna były wtedy dobrze znane]
– W dzisiejszych czasach znudzenie powoduje więcej problemów – takich, z którymi musimy zwracać się do psychiatry – niż rozpacz. Problemy te będą z upływem czasu odgrywać coraz istotniejszą rolę, jako że postępująca automatyzacja życia doprowadzi do prawdopodobnie do gwałtownego zwiększenia się liczby wolnych godzin będących w dyspozycji przeciętnego pracownika. Niestety, wielu z nich nie będzie wiedziało, co zrobić z tą świeżo uzyskaną swobodą [rok 1962]
Dwa cytaty z „Człowiek w poszukiwaniu sensu”:
– Każda sytuacja jest wyjątkowa i zawsze istnieje tylko jedne właściwe rozwiązanie problemu, z jakim w danej sytuacji przychodzi nam się zmierzyć [??]
– Wzywałem Pana z mego ciasnego więzienia, a On mnie wysłuchał i zwrócił mi wolność [a co z milionami tych, którzy zginęli…?]
Na koniec intrygujący cytat z wykładu z 1984 roku:
– Logoterapeuci mogą wręcz dostosować się do pewnych wymagań związanych z treningami i zdobywaniem licencji, stawianych przez inne szkoły psychoterapii. Innymi słowy zalecałbym, aby – jeśli zachodzi taka konieczność – wyć razem z wilkami, lecz jednocześnie być owcą w wilczej skórze. [mają być Koniem Trojańskim innych nurtów psychoanalitycznych?]
Powiązane wpisy
Czy jesteś w 5% populacji?
Najpierw spójrz na załączony zrzut ekranu. Pokaż mi, jak grasz, a powiem ci, kim jesteś (?). Warstwa nr 1 Trafiłem do 5% graczy świata, którzy dokonali opisanego wyboru. To decyzja
Czy Sztuczna Inteligencja jest inteligentna?
A może AI to jednak (na razie) po prostu chwytliwa nazwa handlowa? Na tak postawione pytania jest tylko jedna prawidłowa odpowiedź. Tak, tylko jedna. A brzmi ona… …”Zdefiniuj pojęcie inteligencji
Czy Twój umysł jest jak starożytny miecz? Rzecz o pasji
Z racji aktywności doradcy od wielu lat przychodzi mi także analizować CV, a później omawiać z autorami ich karierę, życie, plany.