Turkus to jeszcze biznes, czy już religia? CZĘŚĆ III

Turkus to jeszcze biznes, czy już religia? CZĘŚĆ III

KSIĄŻKA Dariusz Użycki, „Czy jesteś tym, który puka?” dostępna TUTAJ

 

Czytając „Pracować Inaczej” autorstwa p. Laloux cały czas miałem odczucie, że coś fundamentalnego tutaj nie pasuje. To było tak silne, że praktycznie musiałem  odkładać książkę co kilka(naście) stron i zmuszać się do powrotu za dzień, dwa i więcej. Szło mi to czytanie jak krew z nosa. W moim przypadku jest to zjawisko niezwykłe. Wcale nie chodziło nawet o jakże mistyczny język autora, błędy logiczne, zrobienie płytkiego patchworku z wielu zweryfikowanych teorii (po części słusznie upadłych, często w sposób tragiczny), podawanie przypuszczeń jako faktów i generalizowanie, czyli wyciąganie ogólnych wniosków na podstawie małej liczby danych. Z tym da się żyć, choćby szybciej przewracając kartki. Mimo to turkusowy raj budził we mnie pewien głęboki fundamentalny sprzeciw, niemalże uniemożliwiający lekturę.

Problem w tym, że… nie potrafiłem tego nazwać. Klasyczne „wiem, że coś nie gra”, ale „nie wiem, co i dlaczego”. Równie klasycznie olśnienie przyszło nagle. Umysł sobie to przepracował i podał mi rozwiązanie na tacy po tychże dłuższych męczarniach nad tekstem. Spieszę więc wyjaśnić, w czym rzecz.

Spostrzeżenie pierwsze

Kogo dotyczy, a kogo nie dotyczy książka Laloux? Zacznijmy od drugiej części pytania. Otóż książka NIE jest o ludziach biednych, żyjących nie ze swojej winy poza nawiasem większości społeczeństwa. Książka nie jest o wykluczonych. To bardzo ważna konstatacja. Ta rozprawka dotyczy tych przedstawicieli społeczeństw Europy Zachodniej i Ameryki Północnej, którzy mieszczą się w górnych procentach dostatniego życia w skali całego świata. Tych, którzy mają ubezpieczenia zdrowotne, opiekę medyczną, godziwe wynagrodzenie, konstytucję gwarantującą prawa plus same prawa, którym podlega także władza, godziwy tydzień pracy za godziwą opłatę, opiekę państwa, emeryturę, urlopy, bezpieczne ulice… Tych, którzy mają także czas wolny, który mogą wykorzystać na tysiące sposobów, mając po temu także środki. Tych, którzy żyją w świecie bez wojny tak długo, że już zdążyli zapomnieć, jakim to jest błogosławieństwem. Tych, którzy mogą swobodnie wyrażać swoje zdanie, mają wpływ na to, kto będzie rządził i mogą rządzącym rzucić w twarz, co o nich myślą. Tych, którzy mogą bez obawy o życie wpływać na swoje otoczenie, bo ich głos i aktywność ma znaczenie. Tych, którzy mogą swobodnie wyrażać na tysięczne sposoby swoją indywidualność. Tych, którzy mogą swobodnie podróżować. Tych, którzy chcą i mogą żyć w coraz zdrowszym środowisku, w coraz większej zgodności z naturą. Tych, którzy żyją najlepiej na tle całego pozostałego świata. Tych, którzy są obiektem westchnień i marzeń tegoż pozostałego świata. Powtórzę, to nie jest książka o biednych i wykluczonych.

Spostrzeżenie drugie

Ton, w jaki napisana jest książka jest dramatyczny. Opisani tam ludzie są z gruntu nieszczęśliwi. Są ubezwłasnowolnieni, a ich życie i praca to udręka. Celowo napisałem życie i praca, bo dla Laloux istotą życia jest praca. A to jest błędne założenie. Nie uwzględnia on faktu, że można żyć dla życia, a nie dla samej pracy. Że praca może być źródłem środków do realizacji pasji w innym obszarze. Że tym obszarem może być także rodzina. Że nie każdy marzy dzień i noc o wyzwoleniu swojej nieskończonej energii akurat w pracy, tylko mu nie dają. Po prostu żal serce ściska, gdy się czyta o tym bezmiarze ucisku i nieszczęścia. Taki to jest przekaz autora gdy opisuje stan obecny zachodnich społeczeństw i punkt wyjścia do stacji końcowej turkusowy raj. Kaznodzieje turkusu rozwijają ten koncept strzelając już ze wszystkich armat i do korporacji (samo zło, a jego ucieleśnieniem jest globalny CEO), i do firm właścicielskich (również samo zło, a jego ucieleśnieniem jest właściciel).

Sprowadzając to do jednej prostej metafory – Laloux definiuje punkt zerowy (ba! może nawet ujemny) na skali tam, gdzie dobre 4/5 ludzkości marzy, by się dostać. Jakaż arogancka utrata perspektywy.

Spostrzeżenie trzecie

Ludzie opisywani w dwóch powyższych punktach, to… ci sami ludzie! W zasadzie nic dodać, nic ująć. Jakże straszliwe jest życie przeciętnego Belga, Amerykanina, Francuza, Kanadyjczyka, czy Niemca… Niemalże galery. Zniewoleni, przykuci do biurek. Ludzie, których marzenia o spełnieniu w pracy są brutalnie deptane. Tylko kij i marchewka. Do tego najpewniej plastikowa. Furda te prawa, ubezpieczenia, urlopy, bezpieczeństwo, możliwość brania spraw w swoje ręce itd.

Łatwiej wtedy głosić nową biznesową religię, gdy się poda taką narrację… Każda sekta tak robi.

Wniosek

Właśnie to budzi we mnie głęboki sprzeciw. Taka narracja jest wręcz niemoralna. Zawsze był, jest i będzie obszar do zmian. To banalnie oczywista konstatacja. Kaskadowanie władzy i odpowiedzialności jest zwykle bardzo skuteczne i wydajne. Ale język rozpaczy nad dramatyczną niedoskonałością egzystencji i nieszczęściem ludzi najlepiej sytuowanych w skali świata jest nadużyciem intelektualnym i etycznym. Nie tylko o sytuowanie finansowe tu chodzi. Rzecz też we wspomnianych wcześniej możliwościach samorealizacji. Możliwościach do wzięcia, pod warunkiem, że chce się je wziąć, a nie czeka aż ktoś je położy na talerzu. Że z pozycji biernego recenzenta, „któremu się należy” przejdzie się na pozycje zaangażowania. Jak nie w tej firmie, to w innej. A jak nie w innej, to w swojej. Jak nie samemu, to w grupie takich samych proaktywnych ludzi, którzy wyjdą z propozycjami uwzględniającymi potrzeby wszystkich interesariuszy.

To dlatego co kilka(naście) stron tego katastroficznego rozpaczania muszę odłożyć książkę, bo wewnętrzne wzburzenie przekracza akceptowalny poziom. Może i w dobrej wierze, ale autor zbytnio traktuje nas wszystkich jak dzieci. Albo… sam zbyt dziecinnie patrzy na świat. Turkusowy raj nie może zaczynać się od takiego nadużycia.

PS Czwarty i ostatni artykuł o turkusowych meandrach poświęcę ni mniej, ni więcej tylko opisowi, jak ze znajomymi zbudowaliśmy i rozwijamy w Polsce firmę „idealną”. Nie potrzebując do tego żadnych kolorów i sztywnych ideologii. Firmę, która od kilku lat odnosi spektakularny sukces. Bo nie piszę tego wszystkiego z pozycji konsultanta na temat „jak powinno być”. Mam to szczęście, że robię to praktycznie i tym doświadczeniem już niedługo się podzielę. Będzie to bardzo biznesowy artykuł, bez religijnego nadęcia.

PPS Swoją drogą, to z tygodnia na tydzień, miesiąca na miesiąc narasta we mnie zaskoczenie. Jak to się dzieje, że osoba starająca się uchodzić w Polsce za ikonę turkusizmu systematycznie głosi słowo właśnie o tym, „jak powinno być”, zamiast po prostu opowiadać ze szczegółami, jak to robi w swojej firmie. A przynajmniej, jak to robiła, gdy miała tam pełną władzę i jak się stara to robić, gdy już nie jest większościowym udziałowcem. Niosłoby to znacznie potężniejszy i wiarygodniejszy przekaz…

Previous Darku, znów rozwaliłeś system!
Next Czy jesteś tym, który puka? - spotkanie dyskusyjne

Powiązane wpisy

Przywództwo 0 komentarzy

Czy wiek wpływa na postawy i zachowania menedżera?

Poprzedni artykuł dotyczył mitu kobiecego i męskiego stylu zarządzania ludźmi. Okazuje się, że jednak jesteśmy wszyscy z tej samej Ziemi, a Mars i Wenus to po prostu odległe ciała niebieskie

Przywództwo 2 komentarze

Turkus to jeszcze biznes, czy już religia? CZĘŚĆ II

KSIĄŻKA Dariusz Użycki, „Czy jesteś tym, który puka?” dostępna TUTAJ (link)   W pierwszej części artykułu wskazałem, jak bardzo koncepcja turkusowe organizacje kopiuje wybrane elementy wielosetletniej tradycji myśli ludzkiej. Pretendując do

Przywództwo 0 komentarzy

Style przywództwa – wersja pragmatyczna

Przez dziesiątki lat narosło bardzo dużo literatury dotyczącej przywództwa. Nawet jeśli odsiać masę weekendowych odkrywczych poradników obiecujących szybkie, łatwe i bezwysiłkowe rozwiązania, to… i tak wciąż pozostaje bardzo dużo.

8 komentarzy

  1. Panie Dariuszu
    1) Owszem, zapomnieliśmy co to wojna, głód itd. Nie doceniamy co mamy. A żyjemy w złotej epoce na tle historii
    2) Czekam na artykuł o biznesie
    Pozdrawiam
    Paweł
    Ps podobno jak ktoś nie sprawdza się w biznesie to idzie uczyć jak biznes robić

  2. Panie Darku ,
    Jest Pan jedną z Tych osób , które piszą na temat książki i opinii osób nie mają praktyki związanej z turkusem …brawo . Wysoki , teoretyczny profesjonalizm . A może warto samemu pochylić się nad tematem : jako w praktyce wygląda ten turkus , a nie opiniować na bazie książki i kilku nie mających żadnego znaczenia opinii teoretycznych .turkusowych entuzjastów ?

    • Panie Arturze,
      – a skąd Pan wie, że nie mam praktyki? bardzo, ale to bardzo Pana zaskoczy czwarta część artykułu, która jest w przygotowaniu. Czwarty rok już współbuduję taką firmę, która odnosi ogromne sukcesy. Tyle że bez ideologicznego zadęcia
      – książka Laloux jest źródłem i to tym najbardziej źródlanym, bo cały ruch z niej się wywodzi, więc nad nią się pochylam. No chyba, że jesteśmy już w fazie, że „prorok się mylił, ale my robimy tę właściwą religię” :-)…
      – może mi Pan pomóc i wskazać tych „nie mających znaczenia turkusowych entuzjastów”? Jak ich odróżnić od tych mających znaczenie :-)?

  3. Panie Dariuszu,
    Odnośnie spostrzeżenia pierwszego – książka jest o firmach a nie o ludzkości lub społeczeństwach więc ten zarzut jest po prostu bezzasadny. Taki zarzut można postawić praktycznie każdej książce o zarządzaniu bo żadna nie traktuje o biednych i wykluczonych.
    Odnośnie spotrzeżenia drugiego – interpretuje pan ton ksiązki jako „dramatyczny”. Jakieś cytaty, fragmenty na poparcie tej tezy? Ja nie znalazłem żadnego fragmentu, w którym Laloux jest piewcą pracy jako jedynego sposobu spędzania czasu.
    Odnośnie spostrzeżenia trzeciego – po pierwsze Laloux nie opisuje ludzi pracujących w standardowo zarządzanych korporacjach jako zniewiolonych pracowników galer (znowu brak jakiegokowliek fragmentu na poparcie tej tezy). Po drugie – nawet jeśli by to zrobił to w dużej części miałby racje – ludzie w korporacji czują się często zniewoleni i przykuci do biurek, a system, który opsiuje Laloux może (nie musi) zwiększyć poczucie uczestnictwa pracownika w zarządzaniu firmą. A argument, że jest to niemoralna narracja jest po prostu zabawny. Jakieś cytaty, fragmenty na popracie tej bądź co bądź smiałej tezy?
    Odnośnie PS. Opisany przez Lalouxa system nie jest sztywny – Laloux pisze, że nie da się skopiować turkusu funkcjonującego w jednej firmy do drugiej. Turkus opsiany przez Lalouxa jest bardzo ogólną i elastyczną propozycją a nie sztywną ideologią. Jeden z polskich konsultantów, który wdrożył turkus do kilku organizacji podkreślał pierwszą zasadę konsultingu – „Po pierwsze – nie kopiuj.”
    Nie jestem piewcą turkusu – jestem przeciwnikiem recenzji pisanych bez pokrycia w faktach, tym bardziej jesli robią to ludzie z pokaźnym wykształceniem.

    • Dzień dobry Panie Dominiku,
      dziękuję za obszerny i ciekawy komentarz. Odniosę się bardzo krótko, podtrzymując wymianę myśli:
      – to ciekawe spostrzeżenie, że książka jest o firmach, a nie ludziach. Moje wrażenie jest bardzo odmienne. Firma to byt na papierze, albo w KRS. Cała reszta, to ludzie i w książce Laloux ludzie są osią. To ich spełnieniu ma służyć „turkus” (dążenie do pełni itd.)
      – „Lękiem podszyte ego w Czerwieni, Bursztynie i Oranżu usposabia przywódców i pracowników do widzenia świata jako niebezpiecznego miejsca, gdzie konkurenci czają się wszędzie, próbując okraść ich z obiadu” – nie szukałem długo, po prostu otworzyłem na chybił trafił i mamy cytat; inny rewelacyjny cytat zamieściłem w dyskusji poniżej, z p. Włodkiem Charchułą – tyle że ten drugi jest religijnej miary
      – „…przejmujący wniosek:tylko ok. jedna trzecia osób jest zaangażowana w swoją pracę… celnie nazywa te wyniki sondażów hańbą zarządzania” – to wręcz temat na osobną ciekawą wymianę myśli, bo jak dla mnie 35% zaangażowanych to może być bardzo dobry wynik. Kwestia w tym, które osoby są zaangażowane, a które po prostu dobrze robią swoje w ramach zawartego kontraktu i idą do domu, do dzieci, do innych pasji. Oczekiwanie, że wszyscy będą „zaangażowani” (cokolwiek autor ma na myśli, bo każdy może to sobie definiować inaczej), to jakaś utopia, albo właśnie oczekiwanie, że praca musi być dla wszystkich najważniejsza. Osobna sprawa, to pomiary zaangażowania, które polegają na… deklaracjach pytanych
      – „turkus opisany przez Lalouxa jest bardzo ogólną i elastyczną propozycją” – czyli… nie wiadomo czym jest. Stąd każdy piszący sobie pod nazwiskiem „turkusowy cośtam” opowiada, co zechce i cały czas to pasuje do tej ogólnej i elastycznej propozycji… W praktyce to oznacza „kieruj się zdrowym rozsądkiem [oby!] dobierając środki pasujące do danej firmy w danym momencie”. Ale do tego żadnej ogólnej i elastycznej turkusowej ameby nie trzeba (ameby, bo kształt zmienia)
      – Pańskie ostatnie zdanie – niepotrzebne, bo trąci atakiem ad personam…

    • Zakładam, że jednak tak :-)…

      „Transpersonalna psychologia i tradycje mądrości dają nadzieję, że jeśli nie ograniczymy się tylko do formuły pytania, ale będziemy nim żyli w całym swoim jestestwie, wszechświat w swej obfitości może nam dać wskazówki przez nieoczekiwaną zbieżność wydarzeń lub za pomocą słów i obrazów, jakie nawiedzają ludzi w snach czy podczas medytacji”… – Laloux jako prorok mający połączenie z kosmosem i oczekujący odpowiedzi w snach…

Skomentuj

Ze względu na boty możliwość dodawania komentarzy tymczasowo wyłączona.