Dlaczego umierasz pytany o powód odejścia z pracy?

Dlaczego umierasz pytany o powód odejścia z pracy?

KSIĄŻKA Dariusz Użycki, „Czy jesteś tym, który puka?” dostępna TUTAJ (link)

 

To niesamowite, że najbardziej oczywiste pytania podczas rozmów rekrutacyjnych, czy networkingowych wywołują jedne z największych problemów. Wiemy na 100%, że o to będziemy pytani, wiemy na 100%, że musimy to światu opowiedzieć, a reakcja niemal zawsze ta sama. Pada pytanie, a po drugiej stronie oczy uciekają gdzieś pod sufit (znaczy „o, do licha, co by tu powiedzieć, myśleć, myśleć, myśleć!”) i zaczyna się jakaś niezbyt spójna, niemalże wymyślana ad hoc historia. Taka historia, że aż chce się zacząć drążyć, wyjaśniać, dopytywać, wbijać widelec w miękkie i kręcić nim, i kręcić… A przecież to jest ostatnia rzecz, której chcemy. Wolelibyśmy rozmawiać o naszych sukcesach i przewagach, a tu czas jest wytapiany na coś zupełnie innego. Do tego kłopotliwego. Zupełnie niepotrzebnie, zresztą. Bo przyczyną jesteśmy my sami. A konkretnie nasze lenistwo intelektualne i brak przygotowania.

Jednym z tych morderczych pytań jest tak zaskakujące, jak: „jaki był powód odejścia z ostatniej firmy?”. Dotyczy to oczywiście wszystkich naszych poprzednich miejsc pracy, ale to ostatnie odejście jest jeszcze ciepłe i zwykle wciąż nacechowane emocjami. Tym samym tutaj problem mamy największy. Szczególnie, jeśli teraz pozostajemy bez pracy i staramy się o nową… Zaskakujące, że nas o to świat zapyta, prawda?

Sposób poradzenia sobie z tym zagadnieniem jest prosty. Pierwsze, jakże pozornie banalne, stwierdzenie jest następujące: przemyśl i przygotuj sobie tę odpowiedź PRZED spotkaniem, przed rozpoczęciem komunikowania światu kim jesteś i czego chcesz. No eureka, no… A jakoś całkiem sporo z nas na to nie wpada. Przygotowanie takiego wyjaśnienia też wielce trudne nie jest. Należy się trzymać sześciu podstawowych zasad. Przejdźmy przez nie krok po kroku.

Po pierwsze – mówimy prawdę. Pod żadnym pozorem nie wolno kłamać. Z jednej strony jest to kwestia wartości i to już powinno kończyć sprawę. Ale w pakiecie jest też element praktyczny. Kłamstwo prędzej, czy później wychodzi na jaw. Świat jest dzisiaj za mały, a sieć kontaktów międzyludzkich zbyt gęsta, by wierzyć, że coś się ukryje. Kilka telefonów do znajomych znajomych, parę pytań poprzez social media i nasz rozmówca dostanie jakąś wersję opowieści z naszego miejsca pracy. Cena nawet niejasności (nie mówiąc o jawnym kłamstwie) jest wysoka. Tutaj jest odwrotnie, niż w sądzie – wszystkie wątpliwości rozstrzygane są na naszą niekorzyść. Prosi się o przywołanie „Akwarium” Suworowa: jeśli nie możemy Ci zaufać w drobnych sprawach, to jak mamy zaufać w poważnych?! (cytat z pamięci) Prawdę za to można powiedzieć na różne sposoby. I wcale nie o manipulację mi chodzi. Przytoczę bardzo dobrze ilustrującą to historyjkę. Wyobraź sobie, że rozmawiasz z dwoma ludźmi, którzy zajmują się dokładnie tym samym. Jeden z nich opisuje, że przyczynia się do upowszechniania zdrowego trybu życia mieszkańców osiedla, ich wygody i poczucia komfortu. Drugi mówi, że sprzedaje zdechłe ryby z zimnym ryżem. Obaj mówią prawdę, bo obaj… prowadzą bar sushi. Nasze opowieści o przyczynach zmian pracy zbyt często przypominają historię ze zdechłą rybą i zimnym ryżem.

Po drugie – historia musi być krótka. Żadnych kaskadowych dygresji i wyjaśnień do trzeciego pokolenia włącznie… Im dłużej mówisz, tym większe prawdopodobieństwo, że rozmówca nie połapie się w wątkach. Wtedy postawi sobie w notatkach znak zapytania i… telefon do znajomych znajomych. A wtedy usłyszy tylko czyjąś wersję, której nie będzie mógł skonfrontować z Twoją, bo Twojej nie dałeś mu szansy zrozumieć. Co to znaczy krótka? Najlepiej do sześciu zdań. Zapewniam Cię, da się.

Po trzecie – to musi być do sześciu krótkich zdań, a każde z nich najlepiej powinno nieść jedną konkretną informację. Używam tutaj metafory, że to ma być jak zdecydowane wbijanie gwoździ, a nie młotkowanie po powierzchni. Bach! Bach! Bach! Koniec. Po każdym zdaniu rozmówca ma wręcz słyszeć i czuć jasno stawianą kropkę. A po ostatnim zdaniu milkniemy i patrząc w oczy rozmówcy spokojnie czekamy na dalsze pytania. Nie bój się ciszy. Swoje przecież powiedziałeś.

Po czwarte – mów językiem zrozumiałym dla rozmówcy. Żadnego żargonu, żadnych pojęć specyficznych dla Twojej i tylko Twojej firmy, żadnego odwoływania się do ludzi, których rozmówca nie zna („no i wtedy Jurek powiedział, że będą redukcje”; kim, do diabła jest Jurek?!). Odwołuj się za to do powszechnej wiedzy o procesach ekonomicznych, jak np. łączenie/sprzedaż/kupno/restrukturyzacja firm, czy też sytuacje kryzysowe. Dzięki temu rozmówca natychmiast sam zaczyna sobie dopowiadać, co się dzieje w takich sytuacjach (to jest właśnie wiedza powszechna), a my nie musimy nic dodawać.

Po piąte – stwórz z tego logiczny ciąg zdań w kolejności od ogółu do szczegółu. Kolejność zdań musi mieć znaczenie. Z pierwszego wynika drugie, z drugiego trzecie i tak do końca. Żadnego chaosu. Zacznij od sytuacji na tym poziomie, który zainicjował lawinę, pokaż tego wpływ na szczeble poniżej, aż do Twojej pozycji. Pokaż, czy i na ile była to sytuacja niezależna od Ciebie i Twoich wyników. Nie zapomnij dodać, czy firma proponowała Ci coś innego (bo często tak się dzieje, a to bardzo ważna informacja!).

Po szóste – wyłącz emocje i… nie jęcz. To już się stało, odszedłeś, nie pracujesz już tam. Nawet jeśli wydarzyło się to tydzień temu i był to dla Ciebie szok, to ma to już jedynie wartość historyczną. Tak jak bitwa pod Grunwaldem. Stało się i koniec. Nie daj się też sprowokować pytaniami w stylu: Jak się Pan z tym czuł? Ojej, tak po dwunastu latach Pana potraktowali? itd. Tobie wtedy puszczają hamulce i zaczynasz wyrzekać na los, szefa, korporacje i Klingonów… A rozmówca grzecznie się uśmiecha i notuje. Tylko, że niekoniecznie to, co byś chciał. Pokaż, że potrafisz zmierzyć się nawet z trudną sytuacją, że jesteś dojrzały, że rozumiesz procesy biznesowe i swoją w nich rolę w zgodzie z zapisami umowy o pracę. O ile lepiej brzmi „Szczęśliwy nie byłem, ale firma ma do tego prawo; rozliczyliśmy się i teraz myślę o przyszłości” od wcześniej wymienionych wyrzekań.

Jaki ma być efekt zastosowania się do powyższych sześciu zasad? Bardzo prosty i do tego bardzo pożądany. Twój rozmówca ma podczas Twojej wypowiedzi automatycznie robić notatki – mówisz krótko, prosto, zrozumiale, spokojnie, aż chce się pisać, bo to już niemal gotowy kawałek raportu na Twój temat. A historia jest tak logiczna i wiarygodna, że nie prowokuje do dalszych pytań. Rozmówca mówi „aha, rozumiem”, stawia kropkę w notatkach i przechodzi do innych kwestii. Nawet jeżeli trafi Ci się hiszpański inkwizytor i będzie kilka razy pytał o to samo, to grzecznie stosujesz metodę zdartej płyty.

A teraz kilka przykładów. Wszystkie są prawdziwe i pochodzą z mojej praktyki. Jakże często pomagam wydobywać z ludzi informacje, które pozwalają zamienić prawdziwą opowieść o zdechłej rybie na równie prawdziwą o zdrowym trybie życia i komforcie…

Przykład 1

wersja zdechłej ryby: zlikwidowano moje stanowisko, nie mam pracy, jestem w szoku…

Potencjalny wniosek rozmówcy o Tobie: pasywny człowiek, wyleciał jako pierwszy, czyli nie był specjalnie przydatny, do tego nie rozumie, co się dookoła niego dzieje,

wersja profi: firma matka ma kłopoty na poziomie globalnym i postanowiła uprościć struktury; zlikwidowała cały poziom, czyli 14 stanowisk w kilku(nastu) krajach; objęło to także moje stanowisko, mimo realizowania celów i dobrych ocen; zaproponowano mi inną funkcję, ale musiałbym się przeprowadzić; z przyczyn rodzinnych nie jest to możliwe; rozstaliśmy się zgodnie, firma wypłaciła mi więcej pieniędzy, niż mówi kodeks i opłaciła program „outplacementu”.

Podkreślam, to prawdziwa historia. Współpracujący ze mną menedżer zaczął od wersji z rybą, mimo że w tle miał tak istotne fakty stawiające go w zupełnie innym świetle. Do tego prawdziwym. No i całość zamyka się w sześciu zdaniach.

Przykład 2

wersja zdechłej ryby: przyszedł nowy szef, nie dogadywaliśmy się, po pół roku rozstaliśmy się…

wersja profi: firma w całym regionie postanowiła przejść ze sprzedaży pośredniej na bezpośrednią; przez ostatnie 5 lat zbudowałem w firmie sieć dystrybutorów i zespół sprzedaży; zmiana strategii wymaga zwolnienia szeregu ludzi oraz rozwiązania umów z dystrybutorami; zrekrutowano w tym celu nowego dyrektora spoza naszej branży; uznałem, że nie będę wiarygodny mówiąc rynkowi, że to co z sukcesami robiłem do wczoraj od jutra jest już złe; wspólnie podjęliśmy decyzję o rozstaniu.

Przykład 3

wersja zdechłej ryby: przyszedł nowy szef, mieliśmy inne koncepcje [rozwoju biznesu/ zarządzania ludźmi / ………..], po kilku miesiącach kłótni rozstaliśmy się…

Dopytywany o konkrety mówisz zwykle coś bardzo ogólnikowego i rozwlekłego

wersja profi: przyszedł nowy szef; mieliśmy odmienne podejście do [rozwoju biznesu/ zarządzania ludźmi/ …………]; 2, 3 jednozdaniowe konkretne przykłady (!); uznaliśmy, że są to różnice nie do pogodzenia i postanowiłem wyjść na rynek pracy.

Przykład 4

wersja zdechłej ryby: nie szukam pracy, ale sami zadzwoniliście, to z ciekawości przyszedłem, no słucham…

wersja profi: nie szukam aktywnie pracy; w obecnej szef jest w moim wieku i jest dobry [albo np.: na obecnym stanowisku już niewiele mogę się nauczyć i dać firmie coś więcej]; to może mnie zablokować na kilka lat; w otrzymanym opisie stanowiska zainteresowało mnie …… i …….; stąd moja obecność.

Mając na uwadze sześć powyższych zasad oraz przykłady można już sensownie i wiarygodnie opowiedzieć prawdziwą historię swojego rozstania z każdą firmą. Pomijam oczywiście tak skrajne przypadki, jak wyrzucenie za kradzież, mobbing, czy też inne jawne naruszenie reguł prawnych i społecznych…

Previous Po co nam kompetencje międzyludzkie w erze robotów?
Next Mega wzrusz Endriu, niebieskie oczy ninja cz.1/2

Powiązane wpisy

Komunikacja

Mega wzrusz Endrju, cz. 6, Kałcze Kałcze

Endrju był w depresji po tak nieoczekiwanym spotkaniu z królem Łowców Głów, tajemniczym Łysym Doktorem. Został niespodziewanie przez Łowców porwany, przeżuty i równie niespodziewanie wypluty. Doktor obliczył tajnym algorytmem, że

Komunikacja 2 komentarze

CV jak horoskop, czyli efekt Barnuma

Czy wiecie kim był Phineas Taylor Barnum? Uwielbiam zadawać to pytanie, bo wiem, że słuchacze najprawdopodobniej nie wiedzą i zapada cisza… (tylko jeden kiedyś wiedział, ale pochodził z USA, więc

Komunikacja

Nie zaśmiecaj LinkedIn; cz. 2. Po co tutaj jestem?

Powyższe pytanie zadaj samemu sobie. Po co jestem w LinkedIn? Prosto, krótko i konkretnie ZAPISZ swoje 2 powody. Dwa podpunkty. Każdy ma się zmieścić w jednym wierszu. Bez żadnych ogólnikowych

3 komentarze

      • Zasady komunikacji są uniwersalne.
        Choć po zastanowieniu stwierdzam, że ciut się różnią w biznesie i poza 🙂
        w końcu w życiu „każda dobra historia zasługuje na ubarwienie”.

        Z tym rządzeniem, to bym nie przesadzał, ale parę jego książek przeczytałem parokrotnie – czyli były dobre 🙂

Skomentuj

Ze względu na boty możliwość dodawania komentarzy tymczasowo wyłączona.