Troll, czyli mroczne skutki zabawy w głuchy telefon

Troll, czyli mroczne skutki zabawy w głuchy telefon

Jak każdy z nas wchodzę od czasu do czasu w dyskusje inspirowane postami LinkedIn. Całkiem często zaczynają się te posty od sformułowania typu „najnowsze badania pokazują…” albo „badania sugerują…” i wtedy pada jakaś teza. Zwykle krótka, acz efektowna, bo tego wymaga formuła bycia rozpoznawalnym w mediach społecznościowych. W tym jeszcze nie ma nic złego, takie reguły gry przecież. Krótka i efektowna teza wywołuje dyskusję i pożądany przez autora ruch w sieci. Może też być całkiem inspirująca, o ile autorem nie jest troll.

Nieco gorzej zaczyna się dziać później. Część dyskutujących komentując przedstawioną tezę zwraca się jednocześnie do autora z prostą prośbą o podanie źródła badań. Skoro sam powołuje się na badania, to znaczy, że ma je w ręku. Skoro przedstawiona w poście teza jest ciekawa (lub kontrowersyjna!) i rokująca na wykorzystanie jej w pracy, to dobrze jest zapoznać się z całością tychże badań. Bo przecież wspomniana krótka, efektowna (lub kontrowersyjna) teza jest tylko drobniutkim wycinkiem, który… wcale niekoniecznie musi być prawdziwy, albo jego interpretacja poszła jakby za daleko. Albo jest i prawdziwy, i interpretacja jest ok, za to w pozostałej części tychże badań kryją się następne skarby, które warto poznać. Bo co nam po puzzlu, jeśli interesuje nas obrazek. Tym bardziej, że niebieski puzzel może być kawałkiem nieba, morza, wiaderka, albo samochodzika. No i co wtedy robi autor takiego postu? Ano właśnie to jest owo wspomniane „gorzej”, bo często… nic nie robi. Dokładnie nic.

Po pierwsze, nie podaje źródła, choć przecież nic prostszego niż: załączyć link i/lub podać autora i tytuł źródłowego opracowania i/lub powiedzieć „mam plik pdf, podaj adres email, na który przesłać„. Taka akcja wymaga około minuty i wystarczy to zrobić raz w postowej dyskusji. Co więcej, jeżeli nawet w samym poście nie chce takiej informacji umieszczać (bo ma być krótko i efektownie), to powinien być przygotowany przecież na taką ewentualność w dalszej dyskusji. Podkreślam – to około minuty jednorazowej akcji, która jest niczym innym, jak okazaniem szacunku rozmówcy i samej istocie dyskusji. Jest to też gotowość do reakcji na komendę „sprawdzam”, skoro samemu się siadło do gry i samemu rozdało karty poprzez umieszczenie postu. Tym bardziej, że prośba o źródło nie jest aktem wrogim wobec autora postu, choć niektórzy autorzy tak to chyba odbierają.

Po drugie, ha, to po drugie jest nawet gorsze. Autor postu zapada się pod ziemię. Po prostu znika i nie reaguje na żadne głosy w dyskusji, którą sam wywołał. Pal licho nawet, że źródła nie podaje, ale on/a w ogóle się nie odzywa. Mesjasz jakiś, czy co? Prawdę ludowi przekazał i niech sobie lud teraz z tym radzi. Sam nazwałbym to raczej tchórzostwem. Wedle współczesnej nomenklatury mówi się na takich troll, choć dziwny to troll, bo przecież dyskusję wywołuje na bazie swojego profilu, czyli jednak z imienia, nazwiska i zacnych tytułów. Ale jednak zadziałał jak troll, czyli coś krzyknął i uciekł do bazy.

Dlaczego tak się dzieje? Widzę dwa wyjaśnienia. Pierwsze, to właśnie ww. świadoma akcja typu troll-partyzant-celebryta. Rzucić coś w eter, niech będzie zamieszanie, czyli na końcu potencjalnie dużo lajków, dużo osób sprowokowanych do dyskusji, a własne nazwisko na szczycie tego wszystkiego. Coś jak w dobrze znanym stylu „nieważne, co mówią, byleby po nazwisku”. Typowy pusty marketing personalny i spuśćmy na to zasłonę milczenia. Niech im ziemia lekką będzie, tym trollom. Nasza obrona jest prosta – nie dać się prowokować i nie pakować się w dyskusje typu „najnowsze badania pokazują, że jak się wstanie godzinę wcześniej, to ma się godzinę więcej, co daje 365 godzin rocznie, podczas których możesz odmienić swoje życie„. A jeśli wiedzeni dobrą wolą wymiany myśli jednak weszliśmy w dyskurs, a autora ani widu ani słychu, to zawsze pozostaje zawołanie klasyka gatunku, czyli Albercik wychodzimy! Tak też czynię zawsze, jeśli autor postu udaje po publikacji nieżywego.

Jest jeszcze drugie wyjaśnienie. Znacznie powszechniejsze, jak sądzę. Otóż autor nie dysponuje materiałem źródłowym i go wcale nie szuka… Ze swadą za to posługuje się opracowaniem takiegoż materiału, najczęściej dokonanym już przez jakiegoś popularyzatora i autora bestsellerów. Albo opracowaniem opracowania itd. Efekt jest nam przecież bardzo dobrze znany z dzieciństwa! Bawiliśmy się chyba wszyscy w głuchy telefon. Ależ zawsze ubaw po pachy jak się porówna zdanie wyjściowe (materiał źródłowy) z tym końcowym (opracowanie opracowania opracowania), prawda? Teraz wystarczy przed tak otrzymanym zdaniem końcowym z telefonicznej zabawy dodać „badania sugerują, że…” i mamy świetny materiał do robienia wody z mózgu na forach (mniej szkodliwe), szkoleniach ( już szkodliwe) lub bezpośrednio doradzając firmom/ludziom (bardzo szkodliwe). Przykładów takich mitów jest całkiem sporo i znamy je przecież. To choćby cały czas rozpowszechniana bzdura, że nie przekaz werbalny ważny, a liczy się głównie mina i postawa – choć źródłowe badania mówiły o czymś innym! Kolejny mit, to tzw. Zasada Pareta, gdzie znowu źródłowe badania mówiły o czymś innym! Zabawa w taki głuchy telefon trwa w najlepsze i skuteczna obrona przed tym jest jedna – „podaj źródło”, właśnie. Dopóki bawimy się tylko w głuchy telefon, jest śmiesznie. Ale gdy przenosimy wyniki takiej zabawy na teren szkolenia i doradzania ludziom, to robi się i śmiesznie, i strasznie.

Tylko w ten sposób oddzielimy ziarno od plew, unikając niekończących się dyskusji na temat tak przecież „oczywistych i niepodważalnych wyników badań” w stylu baby to głupie, a facetom tylko jedno w głowie

PS Wikipedia jest fajna i sam często korzystam, ale uwaga – ostrożnie z tym medium, autorami są często pełni dobrej woli, ale jednak amatorzy-pasjonaci.

Previous Menedżerki są z Wenus, a menedżerowie z Marsa?
Next Czy wiek wpływa na postawy i zachowania menedżera?

Powiązane wpisy

Komunikacja

Moje zasady działania w LinkedIn, cz.4

KSIĄŻKA Dariusz Użycki, „Czy jesteś tym, który puka?” dostępna TUTAJ (link)    Jak dyskutować w komentarzach? Pierwszy artykuł będący praktycznie moim manifestem poruszania się w przestrzeni LinkedIn wciąż jest jednym

Komunikacja

Strategia w sieci – Armia Czerwona, Snajper, Hobbysta?

Lubię upraszczać i porządkować otoczenie. Upraszczać w dobrym tego słowa znaczeniu, poznawczym. Tzn. na tyle, na ile trzeba, by w gąszczu pojedynczych sygnałów, zachowań, danych itd. zacząć widzieć kluczowe procesy.

Komunikacja

Jak (nie) zamordować swoje CV? Cz.4

KSIĄŻKA Dariusz Użycki, „Czy jesteś tym, który puka?” dostępna TUTAJ (link)   Jak pisać CV? Zacznijmy od… czytania. Co jakiś czas pojawiają się artykuły „odkrywające” na nowo, jak to rekruterzy

1 komentarz

Skomentuj

Ze względu na boty możliwość dodawania komentarzy tymczasowo wyłączona.