Mega wzrusz Endriu, cz.4, Opary Hajeru

Mega wzrusz Endriu, cz.4, Opary Hajeru

KSIĄŻKA Dariusz Użycki, „Czy jesteś tym, który puka?” dostępna TUTAJ (link)

 

W sumie to Endriu nawet lubił dawać ze sceny te pałerspicze do tłumów. Fejm jest, kasa się zgadza (EndriuCoiny zamyślał nawet wypuścić). Były jednak pewne „ale”. Raz, że gardło sobie zdarł. Dwa, że tych motywatorów to jak mrówków się porobiło, konkurencja jak diabli i ceny pałerospiczogodziny spadają. Trzy, że kończyły mu się tematy. Bo w sumie jedno i to samo gada taki motywator. Że możesz, że moc, że nie czekaj, tylko uciekaj (do przodu, znaczy się). Nudziło się to Endriu trochę. Cztery, że jeździć trzeba… Duże miasta i firmy już odwiedził. Nawet w Bydgoszczu i Rzeszowiu już był po dwa razy. Na sioła i remizy przerzucić się przyszło. A tam ludziska biedniejsze, rozsądniejsze niż kawiarniane inteligenty w dużych miastach, hotele gorsze, kawy sojowej nie mają, a i trunki gorszej jakości. Raz mało wzroku nie stracił.

Ale najgorsze było co innego. Wiedziony podszeptem nindżów soszialu wrzucił kilka wystąpień na słynny portal TyWałek. No i się zaczęło… Jaja sobie z niego robią różne mądrale. Jeden taki łysy doktorek to ponoć nawet o nim zaczął posty pisać. No i fejm na glebę leci. Zniechęcenie Endriu ogarnęło. Sobie tak siedział na Wyspach Szeszelskich (bo podróżować lubił i chwalił się tym w soszialu co i rusz). Utrudzone stopy w oceanie moczył, czoło bruździł, co dalej? Rzucić to wszystko i wzorem greckiego filozofa Łypka w kamienice zainwestować, czy jak…

Witaj, synu, usłyszał nagle. Tyś jest Endriu, soszialnindża, seledynowy pałerspiczer, jak sądzę? Endriu zadrżał. Znał ten głos z telewizji! Znał ten głos z TyWałka! Znał tę twarz! To była sama blond Hannelore Gift-Köder, jedna z samozwańczych Wielkich Mistrzyń sekty Hajer. Znawca tajników metafizyko-teologo-kosmolo-nigologii! Kobieta o słowach słodkich jak truskawki i oczach zimnych jak kosmos w lutym na ruskiej Syberii. Endriu wiedziony siłą tajemną wstał, zgiął kolana i wbił oczy ciut poniżej wąziutkich źrenic Hannelore.

Potrzebujemy takich, jak ty, Endriu. Mowa twoja giętka, gładka i płytka. Arogant z ciebie, jakich mało. Ludzie cię słuchają. Przydasz się nam. Wstawimy cię do hjudżkorpo, będziesz serca truł, wodę mącił, hałasował w tłumie. A to potrafisz i lubisz. Pytaj, czego ci trzeba wiedzieć?!

Co w firmie trzeba robić, jako ten kapłan Hajer? Hannelore wzniosła ręce ku niebu. Tworzymy wartość z sensem, by firmy rosły w siłę, a ludziom żyło się dostatniej, wartości wieszamy na ścianach i tej wersji się trzymamy, tabelki wypełniamy. Endriu zakołysał się jak w takt chórów anielskich. Brzmiało to cudnie, choć nic nie rozumiał. Coś mu kołatało, że gdzieś to słyszał, ale zgasła ta myśl natychmiast pod wpływem wzroku Hannelore wymierzonego jak dwa ostre sztylety, choć usta wciąż słodyczą mówiły.

A tak konkretniej? Nieśmiało dodał Endriu. Ciągłe zamieszanie i ciągle nowe procesy wdrażać! Śledzimy modne trendy i wdrażamy. Ba! Sami te trendy w tajemnicy tworzymy. A co kto wymyśli, rozpowszechni i wdrażać będzie, a jego wdrożenia długo trwać będą, to go awansujemy i dajemy tytuł Hajera Roku. To takie nasze stowarzyszenie jest. Pamiętaj: wdrażać masz, wdrażać, nie wdrożyć. Wdrażanie jest celem i szczęściem! Bo przecież droga się liczy, a nie jakiś tam cel.

Ale po co ciągłe zamieszanie robić? Ha ha, dzieciaku, lepiej sami róbmy rewolucje, niż byśmy mieli na ich skutek ucierpieć. Jesteśmy zawsze krok przed innymi. Nim się ogarną, to my ich nowym procesem ciach! I znowu rewolucja. A my ze sztandarem na przedzie. I tylko my kręcimy w kółko potencjometrem.

A jak to się ma do wyników firm? Czego?! Aha, mówisz o pieniądzach i takich tam przyziemnych głupstwach. A kogo to obchodzi? My się tym, co istnieje w ogóle nie zajmujemy. Banalność istnienia została udowodniona zbyt dawno, by warto jej poświęcać choćby jedno jeszcze słowo. My jesteśmy od celów wyższych, od nieustającej rewolucji właśnie. A na nasze pensje i wypasione auto to zawsze starczy przecież.

No ale jakże, to firmy pozwalają tak się Wam rządzić? Błędnie myślisz, synu. To nie firmy mają Hajer, to Hajer ma firmy! Jesteśmy opiekunami lasu, ba, my jesteśmy lasem! My niczym papież wobec cesarza. My niczym komisarz wobec dowódcy. Niech im się zdaje, że to ich, a to my kręcimy wszystkim. Używamy języka tajemnego, a oni myślą, że za tym jest naprawdę jakaś tajemnica. Rzucaj tajemniczo i mądrze brzmiące pytania i domagaj się od nich odpowiedzi. Gdzie jest wiatr, gdy nie wieje? Jak być autentycznym? Kiedy wreszcie będą sobą? Być, czy mieć? Jak zwiększyć zaangażowanie niezaangażowanych utrzymując jednocześnie zaangażowanie tych już zaangażowanych bez utraty potencjalnego zaangażowania tych, którzy nie są zaangażowani, ale niezaangażowani też nie?! Jakim zwierzęciem chciałbyś być za 12 lat? A co to jest dwa? Ile piłek lekarskich zmieści się w żółtej łodzi podwodnej? Czy należy otwierać za pomocą? Wróbelek klęczy, czy siedzi? Czy tworzysz skrypty w dowolnym języku? Mamy ich w ręku, wiją się! Bo myślą, że my znamy odpowiedzi ha ha ha! Plaża szeszelska to była, nie lochy, a jednak śmiech Hannelore poniósł się echem złowieszczym…

Ale te pytania to jednak tak swojsko brzmią, macie coś lepszego, tak żeby w ziemię wbijało? No to słuchaj synu zaklęcia. Jednego ze słabszych wciąż, bo te silne zabijają, słuchaj: monkey mind to biznesowe określenie uciążliwego negatywnego dialogu wewnętrznego w głowie lidera, co dotyczy nie tylko liderów Hajer, ale generalnie liderów i w praktyce wszystkich, co wynika w oczywisty sposób z całego tła badań naukowych,  neurosajens i organizacyjnych; majndfulnes versus dyskutowany kejs to jedna z kluczowych aplikacji majndfulnes w liderszip według badań naukowych Golema [wstaw dowolny tytuł]; to umiejętność ondemand i płynnego przełączania uwagi w trójkącie Inner – Outer – Other. Pomimo super merytorycznego przygotowania, osoba w kejsie miała w tamtej sytuacji problem z zafiksowaniem na Inner (sabotujący dialog wewnętrzny) i w ten sposób osłabioną zdolność przełączenia na Other!!

O żeż ty kwakjumen… Zdołał tylko szepnąć Endriu i zemdlał zwalony z nóg mocą zaklęcia! Po chwili się ocknął z szumem w głowie.

A kiedy takie zaklęcie rzucać? O, to może być odpowiedź na dowolne pytanie na posiedzeniu zarządu. Choćby o to, ilu mamy pracowników. Rzucasz to i zakląłeś ich wszystkich w kamień. Masz spokój. Do końca posiedzenia możesz już sobie mejle sprawdzać, fejsa obejrzeć, albo i nawet TyWałka.

No ale trochę przestają was lubić, odnoszę wrażenie, co? Jesteśmy jak misjonarze wśród dzikich, a nikt nie kocha uzbrojonych misjonarzy, drogi Endriu. Niech sobie i nie lubią, byleby się bali! Boją się, ale wciąż nam mało. A jakże upajająca jest ta władza nad dostawcami i kandydatami do roboty. Bo to risors jest, jak węgiel, papier i tonery i tak się mają czuć. Nawet łyknęli to w oficjalnej nazwie naszej sekty. Jakże cudnie jest móc się spóźniać na spotkania, odwoływać je, kazać im stać w poczekalni, mówić, że mamy dla nich 7 minut i mają nas zaciekawić i rozbawić wzruszając jednocześnie trochę i jeszcze, żeby każdy wyraz był na literę „C”, a całość oferty siedmiozgłoskowcem podana! A ty patrzysz na niego jak na żabę i mu przerywasz co chwilę, a on się wije i wije i wije… Tutaj oczy Hannelore Gift-Köder nawet jakby ociepliły się z rozmarzenia ciut ponad zero absolutne, a z ich sztyletów zaledwie scyzoryki na moment się zrobiły.

To ciekawe, bo jak tak spotykam czasem jakiegoś kapłana Hajeru, to w sumie miły człowiek się wydaje? Działamy według strategii znanej starożytnym. Pojedynczy kapłan Hajeru to dobry człowiek, dział Hajeru to bestia! Asesuje, rekrutuje, transformuje, wartościuje, puszuje, puluje, połyka, żuje, wypluwa, tabelkuje, talentuje, wynosi, zrzuca, raportuje, scala, rozłącza, już ledwo sapie, już ledwo zipie, a kapłan Palacz procesy wciąż sypie, taki to ciężar!

Uuuu, no to ciężka robota, szacun. No tak, trzymamy się wersji, że jesteśmy najbardziej zapracowani w całej firmie. A jakby co, to jedziesz tekstem o małpim rozumie… To działa na całym świecie. Czy to bolanda, czy to usa, czy inne mzimuland. Wszystko nasze!

O rany! To wy jesteście wszędzie, jak ta tysiącletnia sekta Murarzy?! Ha ha ha, znowu echem po palmach poniósł się śmiech Hannelore. Murarze to przy nas obszczymurki. To, co im zajęło tysiąc lat, my osiągnęliśmy w kilkadziesiąt. W tajemnicy ci powiem – Murarze to teraz zaledwie jedna z sekcji Hajeru. Są naszym tajnym ramieniem w zarządach firm. Rozumiesz, Muł Achajski…

Endriu był oszołomiony ogromem władzy sekty Hajer, za którą odpowiedzialność spada na Murarzy i Krasnoludki. Pokochał to natychmiast! Rozmarzył się widząc siebie w roli jednego z kapłanów hjudżkorpo. Świat odzyskał barwy. Palmy jemu teraz szumiały listkami piosenkę „Hopsasá, idą sobie hajery dwá po kasę do lasá”. Rozstąpił się przed nim ocean niebieski pokazując drogę do bolanda! I poszedł Endriu na ojczystą ziemię, by nieść słowo. Przytomnie wykupił od razu kurs w ekselu, no bo przecież tabelkować będzie na potęgę.

W następnym odcinku Endriu ruszy w miejskie i nowogwinejskie dżungle w poszukiwaniu tajemniczego plemienia cieszącego się najgorszą sławą okrutników, czyli Łowców Głów oraz ich owianego złowieszczą legendą króla – Łysego Doktora. Jeszcze nikt nie wrócił od nich żywy. A kto wrócił żywy, ten umysł miał pomieszany i język splątany.

 

PS dziękuję znamienitym mistrzom pióra: Wolterowi, Wyspiańskiemu, Karczewskiemu, Bismarckowi, Lemowi, Tuwimowi za użyczenie swoich nieśmiertelnych fraz.

Previous Jak (nie) zamordować swoje CV? Cz.4
Next Po co komu konto LinkedIn, 2 powody rozstrzygające

Powiązane wpisy

Komunikacja

Mega wzrusz Endriu, cz.5, Łowcy Głów

Szedł sobie Endriu ulicą i patrzył z wyższością na wszystko wokół. Był przecież Kapłanem Hajeru, więc dana mu była moc i władza nad wszystkim żywym zasobem. Spojrzy na takiego bladawca

Komunikacja 3 komentarze

Dlaczego umierasz pytany o powód odejścia z pracy?

KSIĄŻKA Dariusz Użycki, „Czy jesteś tym, który puka?” dostępna TUTAJ (link)   To niesamowite, że najbardziej oczywiste pytania podczas rozmów rekrutacyjnych, czy networkingowych wywołują jedne z największych problemów. Wiemy na

Komunikacja 0 komentarzy

Herezja i Błażej Pascal a komunikacja biznesowa

Historia uczy. Niespecjalnie nam się to udaje udowodnić uczynkami, ale samo powiedzenie brzmi dobrze i skłania ku refleksjom (najczęściej w stylu „żebym to ja wiedział…”). Nie powinniśmy więc być zaskoczeni,