Robisz zasięgi i rozpoznawalność i… co dalej?

Robisz zasięgi i rozpoznawalność i… co dalej?

Uczysz się tego LinkedIn, Fejsa, Insta i soszialu i uczysz. Wiesz już kiedy, o której godzinie, co i jak publikować. Wiesz, jak generować ruch, jak zdobywać zasięgi, polubienia i komentarze. Śledzisz poczynania tych, którym to udaje się robić dobrze. A jeśli jeszcze nie wiesz, to nauczycieli teraz na kopy. Dowiedzieć się więc łatwo. I za darmo, i za pieniądze. Lepsze, czy gorsze, bazujące na doświadczeniu i wiedzy lub na tym, co się komuś wydaje, ale te informacje są dostępne. Zakładam też, że przebrnąłeś już przez najtrudniejszy element aktywności w mediach społecznościowych – regularność, systematyczność. Bo na tym odpada większość ludzi. Po początkowym zapale okazuje się, że wiedza wiedzą, a pisać i komentować regularnie się nie udaje. Albo z braku długoterminowego zaangażowania (czyli pasji), albo jednak ma się do powiedzenia mniej, niż się sądziło. Ale Ty już przez to przebrnąłeś i jesteś regularny. Rodzi się wtedy istotne pytanie. Takie pokerowe „Sprawdzam!”. Jest ono krótkie i konkretne:

Co z tego wynika? No bo po coś to robisz, jak sądzę.

Jeżeli dla sławy, zaspokojenia własnej potrzeby uznania, czy też własnych potrzeb emocjonalnych, to rzeczywiście polubienia, komentarze i ruch są wystarczającym efektem. Wprawdzie im dalej w las, tym bardziej trzeba stosować płytkie chwyty, ale… o sławę i własne, a nie czytelników emocje chodzi i to ma swoją cenę. Jeżeli ją akceptujesz, to nikomu nic do tego. Twoje życie i nazwisko, a jeśli się komuś nie podoba, to po prostu Cię nie czytuje. Zainteresowanych taką ścieżką swojej obecności w mediach społecznościowych zapraszam do lektury artykułu Dlaczego nie chcę zostać influencerem” LINK.

Jeżeli jednak budujesz zasięgi i rozpoznawalność w celach biznesowych, to warto kontrolować kluczowe kryterium jakości tych zabiegów. Ono jest proste:

jaki procent Twojego biznesu przychodzi już do Ciebie sam, z racji właśnie rozpoznawalności,  zasięgów i rekomendacji?

Jeżeli sami już do Ciebie dzwonią, dzieje się to regularnie i najlepiej ma to jeszcze tendencję rosnącą, to robisz w mediach dobrą robotę.

Jeżeli jest to mały procent, do tego nieregularny i nie wykazujący żadnej tendencji systematycznego wzrostu, to… nie robisz dobrej roboty, a jedynie zamieszanie. Może na tyle dobre, że dopóki mieszasz, to jakieś ryby wpadną do Twoich sieci, ale jak tylko przestajesz, to cisza w telefonie… Tak to się można zajeździć. Bo to Ty cały czas zabiegasz o klienta i wszystkie atuty są w jego ręku. Oczywiście o klienta należy zabiegać i o niego dbać. Za to o ileż lepiej rozmawia się o warunkach współpracy, jeśli to on dzwoni do Ciebie, a nie odwrotnie… Jeśli opisany mechanizm działa dobrze, to możesz z czasem wejść na wyższy poziom swojej aktywności biznesowej, czyli selekcji klientów i zleceń. By nie musieć zawsze brać wszystkiego, za dowolną cenę i gnać od miesiąca do miesiąca bez dalszej perspektywy. By móc świadomie czasem powiedzieć „Nie, nie będzie tego biznesu”. By dzięki możliwości selekcji, czyli odcinania tych najmniej marżowych i/lub najmniej interesujących projektów czy transakcji koncentrować się na jakości tych ważniejszych. No i pozyskiwaniu tych ważniejszych, a nie wszystkiego, co się rusza. Zasięgi zasięgami, ale cóż po nich, jeśli to Ty ciągle pracujesz na nie, a nie one na Ciebie?

Oczywiście, to nigdy nie stanie się procesem, który kręci się już w ogóle sam. W pożądanym przypadku ma on jednak dwie fazy. Pierwszą nazywam „Rozpalaniem grilla”. To wtedy właśnie budujesz wspomniane zasięgi i rozpoznawalność. Rzecz jednak w tym, by móc przejść później do fazy „Podtrzymywanie żaru”, w której znacznie mniej wysiłku trzeba włożyć, by grill miał właściwą temperaturę. To jest ta faza klientów dzwoniących do Ciebie. To jest ta faza, gdy zaczynają działać rekomendacje. Cóż z nas za mistrzowie grillowania, jeśli nie umiemy przejść do fazy podtrzymywania żaru i ciągle musimy stać przy grillu dorzucając i dolewając różne podpałki. Kupa dymu, a jedzenia nie ma. Zainteresowanym rekomenduję artykuł Jak publikować w sieci? Teoria Grilla” LINK.

Rodzi się bardzo naturalne pytanie: kiedy powinna się pojawić faza biznesu wynikającego z rozpoznawalności i rekomendacji? Zapewne teorii może być wiele i zależy to od rodzaju usług czy produktów. Moja odpowiedź jest konkretna – w drugim roku systematycznej i przemyślanej aktywności w mediach społecznościowych. Nie muszą być to rzeczy wielkie, ale już widoczne. Wskazujące, że to działa. Cieszmy się, jeśli wcześniej, choć wtedy to bardziej kwestia szczęścia, niż naszej boskości.

PS Oczywiście opisane wyżej scenariusze, to nie jest Ogólna Teoria Wszystkiego. Są różne sektory Twoich usług lub produktów, są różne kanały dystrybucji, są produkty/usługi masowe, są jednostkowe itd. Nie racjonalizuj sobie jednak zbyt szybko w stylu „Ale u mnie to jest zupełnie inaczej, niż wszędzie”. Bywa nieco inaczej, ale bardzo rzadko jest to zupełnie inaczej, więc warto rozważyć postawione w tytule pytanie. No bo nie o dobrach szybkozbywalnych (fmcg) rozmawiamy.

PPS Jeżeli Twoja aktywność w sieci ma trzeci cel, czyli budowę po prostu swojej marki i rozpoznawalności na rynku pracy, to… kryterium skuteczności jest wciąż to samo. Zadaj sobie pytanie, ile razy do Ciebie dzwoniono w ostatnich dwunastu miesiącach z sensownymi propozycjami rekrutacyjnymi? Jeżeli mimo aktywności w mediach społecznościowych, pracy nad rozpoznawalnością itd. liczba takich kontaktów nie wzrosła i nie ma w tym regularności, to robisz coś nie tak. Rozpalasz grilla i rozpalasz… Tutaj sugeruję zajrzeć do artykułu „Networking Naiwny czy Strategiczny?” LINK.

Previous Myślenie magiczne, czyli Voldemort i zakazane słowa
Next Co to jest profesjonalizm?

Powiązane wpisy

Komunikacja 5 komentarzy

Jak poskromić rekrutera – rozmowa rekrutacyjna na zimno

KSIĄŻKA Dariusz Użycki, „Czy jesteś tym, który puka?” dostępna TUTAJ (link)   Rozmowa rekrutacyjna to wydarzenie, które obrosło wieloma mitami. Niesie duży ładunek emocjonalny. Najczęściej spotykają się wtedy dwie nieznające

Kariera

Rekrutacja – sztuka czy rzemiosło?

Cóż, może to niektórych rozczaruje, ale zdecydowanie rekrutacja to rzemiosło. Jak w każdym cechu można być rzemieślnikiem marnym oraz wybitnym. Jednak wciąż rzemieślnikiem, nie artystą. Pojęcia „rzemiosło” używam w pozytywnym

Kariera

Dla kogo robimy studia MBA?

Dla kogo robisz MBA? Zadaję to pytanie słuchaczom rok w rok, na początku pierwszego wykładu. A prowadzę przedmiot szczególny, bo dotyczący autorefleksji oraz planowania własnego rozwoju zawodowego w harmonii z