Planowanie kariery, cz. 2 – czyli jak jeść kanapkę z szynką

Planowanie kariery, cz. 2 – czyli jak jeść kanapkę z szynką

W pierwszym artykule opisującym planowanie kariery przedstawiłem zasadniczy koncept podejścia do tego tematu (Planowanie kariery, cz. 1). Na przykładzie księgowego marzącego o roli poskramiacza lwów pokazałem, że nawet tak odległe marzenia można rozbić na kilka logicznie wynikających z siebie kroków. Kroków, z których każdy bazuje na naszych atutach. Kroków, z których każdy w klarowny sposób przybliża nas do strategicznego celu, by go w końcu osiągnąć. Potem zaś pokazałem, jak przypadek księgowego przenieść na naszą karierę. Bo był to przykład całkiem dowcipny i lekko napisany, ale jednak o pragmatyzm i konkret mi chodzi, a nie figury retoryczne i popisy autora. Dowiedzmy się zatem, na czym polega praktyczne planowanie kariery.

Co jest bardzo budującego w opisanym koncepcie? Ano to, że jest osiągalny. To, że można zaplanować i wdrożyć plan, którego jesteśmy autorem i wykonawcą. To, że mamy wtedy przemożny wpływ na swoje życie, co jest bezcenne. W każdym miejscu pracy wiemy, po co tam jesteśmy i mamy kryteria przejścia do następnego etapu. No i jest to koncept z tej Ziemi. Konkretny, niemal jak algorytm, a nie motywacyjne pohukiwanie w stylu „każdy może odmienić swoje życie, zacznij więc od jutra i Ty”…

Co jest w tymże koncepcie nieco mniej budującego dla sporej części ludzi? Ano to, że zakłada wędrówkę, a nie jeden szczęśliwy skok. Kilka etapów, a każdy z nich może trwać kilka lat. Ejże, no jak to tak? To nie ma kolejki linowej na ten szczyt? Wchodzić trzeba? Co z Ciebie za konsultant bez cudownej recepty?! Łeeee… Tym, którzy chcą śpiewać za The Doors „we want the world, and we want it now!” pozostawiam inne scenariusze: wygrana w totka, nieoczekiwany spadek po nieznanej cioci z Ameryki (raczej Szanghaju, bo idzie nowe…), ewentualnie rozkochanie w sobie córki/syna milionera, albo i samego milionera (no bo ten zwierzęcy magnetyzm to każdy z nas przecież ma). Pozostaje jeszcze scenariusz typu objawienie, czyli telefon rekrutera z informacją „drogi panie/pani specjalisto, przeanalizowaliśmy bardzo dokładnie pana/pani profil LinkedIn i wyszło nam z obliczeń, że jest pan/pani rewelacyjnym kandydatem na prezesa największego banku w tym kraju, a może nawet w innym; przedstawiliśmy pana/pani profil akcjonariuszom banku, którzy przez entuzjastyczną aklamację potwierdzili nasz wybór; służbowy Bentley już jedzie”. Ręka w górę, kto tego doświadczył lub widział coś takiego. O… las rąk…

No dobrze, to na razie słowa, które się rzekło, czas więc na kobyłkę. Ważne założenie – jesteśmy już po etapie wstępnej autorefleksji. Wiemy, co nas motywuje, a co nie, co nam daje radość, a co nie, jaką cenę jesteśmy gotowi zapłacić za planowany rozwój, a jakiej nie itd. itd. Jeżeli tego nie wiemy, to niby na jakiej podstawie mamy zbudować wizję swojego rozwoju? Zamki na piasku i tyle. Koło ratunkowe – zapraszam do lektury moich artykułów z serii „autorefleksja”. Jest ich już kilka, w tym nawet ściągawka w postaci ponad 160 pytań z instrukcją obsługi (Autorefleksja, podręczny zestaw przetrwania). Trudny post, bo do wielokrotnego użytku zamiast trzech minut lekkiej lektury; przepraszam, nikt nie obiecywał, że będzie w życiu łatwo.

Do dzieła. Sugeruję rozbić planowanie kariery na 4 kroki.

KROK 1 – gdzie chcę być?

Mam na myśli sektor biznesu i charakter firmy. Tylko tyle i aż tyle. Sektor biznesu to rzecz intuicyjnie raczej zrozumiała, np.: fmcg, finanse/bankowość, farma/med, przemysł, telekomunikacja, nieruchomości, doradztwo, budowlanka, logistyka, IT itd. Uwaga, po określeniu jednej z ww. nazw ogólnych trzeba wejść głębiej. Bo każda z nich ma wiele istotnie różniących się odmian. Przykład – jeśli fmcg, to food czy non-food, po stronie producenta, czy dystrybutora, w handlu nowoczesnym, czy tradycyjnym itd.

Charakter firmy, to np.: kapitał (polski, czy zagraniczny, jeśli zagraniczny, to jaki preferowany), struktura własności (korporacja, giełdowa, prywatna, fundusz inwestycyjny, własna firma), wielkość (obroty, liczba zatrudnionych, inny parametr), status (rozwój, administrowanie, czy ratowanie tonącej), produkty czy usługi, preferowane kanały dystrybucji, pozycjonowanie (górna półka vs. masowa, walka jakością czy ceną), gdzie ma być fizycznie (tzn. przeprowadzę się, czy nie) itd.

W tym momencie już powstaje zarys własnej góry na horyzoncie, która jest celem naszej wędrówki. Preferowane miejsce docelowe, jak np.: produkcja części samochodowych, firma międzynarodowa (szczególnie niemiecka), własność rodzinna, fabryka w Polsce południowej, do ok. 300 ludzi, Tier 1, technologia tworzyw sztucznych, już działająca (żadnych greenfield’ów). Osiągnęliśmy w tym momencie dwa cele – mamy już całkiem konkretnie brzmiące zadanie długoterminowe + możemy zrobić analizę luki między celem, a aktualnym doświadczeniem (!). Luki, którą trzeba będzie zapełnić kolejnymi etapami naszej kariery.

KROK 2 – kim chcę być?

Tutaj im jesteśmy konkretniejsi, tym lepiej. A najlepiej po prostu NAZWAĆ stanowisko, które nas interesuje. Podążając za przykładem z Kroku 1 niech to będzie np. Plant Manager, Financial Manager itd. Powtarzam, to musi być konkretna nazwa stanowiska. Jeśli powiemy sobie ogólnikowo chciałbym mieć funkcję kierowniczą tu i tu, to gwałtownie rośnie prawdopodobieństwo, że się rozjedziemy we mgle.

Przypominam, że Kroki 1 i 2 wynikają z wcześniejszej autorefleksji. Wskazujemy preferencje na podstawie analizy samego siebie, a nie tego, co dobrze brzmi gdy się kolegom przy piwie opowiada (albo winie, jeśli koleżankom).

KROK 3 – kiedy to ma się stać?

Równie konkretnie musi paść DATA (rok wystarczy, niekoniecznie z dokładnością do dnia :–). Najczęstszy błąd, to stwierdzenie typu za 7 lat. Jeżeli tak to sformułujemy, to nigdy nie odczujemy mobilizującej presji planu, bo w przyszłym roku za 7 lat wciąż brzmi dobrze. Po prostu powinniśmy doliczyć siedem lat do dzisiejszego roku i mamy 2024. A to już zobowiązuje i rok w rok widzimy, czy się zbliżamy do celu, czy czas nam ucieka między palcami. Tutaj niech za przykład posłuży tytułowa kanapka z szynką. Sformułowanie za 7 lat, to jedzenie samego chleba przesuwając szynkę nosem. Połowa kanapki zjedzona, a szynka wciąż cała… Czyli lata lecą, a ja siebie przekonuję, że skutecznie realizuję plan. Nic z tego, szynki powinno ubywać.

KROK 4 – jakie etapy pośrednie?

7 lat to realia życiowe, ale dla bezpośredniej i codziennej kontroli to zbyt abstrakcyjny okres (za długi). Musimy go rozbić na bardzo konkretne i bardzo mierzalne kroki pośrednie. Najlepiej takie, by raz do roku móc jednoznacznie stwierdzić, czarno na białym, czy idę we właściwym kierunku, czy też rok ulatuje z dymem i wchodzimy z zielonego na żółte pole.

Wróćmy do naszego przykładu dotyczącego fabryki części samochodowych. Jeśli uważamy, że np. nasz język niemiecki należy doszkolić, to trzeba dać sobie na to konkretny czas i zaplanować ostateczny termin i kryterium zakończenia tej fazy. Powszechny błąd, to wpisanie w plan „będę się uczyć niemieckiego” (aż Goethem zostanę, czy co?). Powinno być jednoznaczne „lipiec 2018 – zdaję taki a taki certyfikat (ewentualnie: płynnie i bez wysiłku rozmawiam z native speakerem w zakresie słownictwa biznesowo-technicznego)”. Koniec. Mogę sobie dalej jeszcze podtrzymywać umiejętność, ale środek ciężkości swojej aktywności przenoszę na inną część planu.

Idąc dalej – jeżeli dzisiaj np. jestem Kierownikiem Zmiany poza sektorem automotive, to prawdopodobieństwo, że ktoś nas weźmie do tego sektora i jednocześnie da awans na Kierownika Produkcji jest małe. Tym samym lepiej zaplanować wpierw przejście na Kierownika Zmiany w sektorze automotive (pamiętacie księgowego z pierwszego postu? „już jestem w cyrku!”). Na samo przejście realnie można dać sobie cały rok (czyli np. mamy żelazny termin: grudzień 2017). To praktycznie oznacza konieczność natychmiastowej silnej aktywności na rynku pracy (a nie czekania aż ktoś zadzwoni!), bo rekrutacje nie spadają z nieba, a do tego zawsze trochę trwają. Jeśli uda się wcześniej, to cudnie, zyskaliśmy parę miesięcy. Lepiej mieć szczęście, niż go nie mieć (oj, tutaj zabrzmiałem już z filozoficzną głębią niemal jak rasowy InFluencer…). Dalej planujemy wedle identycznej logiki, czyli np.: 2 pełne lata jako Kierownik Zmiany w automotive; określić, czego mam się wtedy nauczyć i jakimi kryteriami będę mierzył zakończenie tejże nauki (kryteria wyjścia), czyli uaktywnienie się na rynku pracy, bo nos jest dobry, ale do wąchania kwiatów; w 2020 ponowna intensywna aktywność na rynku pracy zakończona awansem wewnętrznym lub zewnętrznym na Kierownika Produkcji (żelazny termin: grudzień 2020); tutaj to samo, co wcześniej – ustalić czego mam się tam nauczyć i jakimi kryteriami będę mierzył zakończenie tejże nauki (kryteria wyjścia), czyli gotowość do ostatniego kroku – awansu na stanowisko Plant Managera w 2024 roku. Dzięki takiemu podejściu rok do roku sami siebie kontrolujemy na bazie twardych faktów. Bez tego zginiemy w nawale codzienności i fałszywego poczucia, że aczkolwiek chyba w sumie i w zasadzie realizujemy poniekąd plan; są pewne przejściowe trudności obiektywne, ale no coś się jednak dzieje (a w ogóle, to odczep się facet!)

Podsumowanie w pigułce. Planowanie kariery, to:

Krok 1 – GDZIE CHCĘ BYĆ? sektor biznesu, charakter firmy

Krok 2 – KIM CHCĘ BYĆ? stanowisko

Krok 3 – KIEDY TO MA SIĘ STAĆ? konkretny rok

Krok 4 – JAKIE ETAPY POŚREDNIE? co roku, mierzalne

Każdemu, kto w tej chwili stwierdza, że powyższy plan jest jakiś taki oczywisty i robi takie lewą ręką w godzinę podczas oglądania meczu, poddaję pod rozwagę prosty fakt. Od lat prowadzę na tej bazie intensywne ćwiczenia dla słuchaczy studiów Executive MBA (osobista strategia, co dalej długoterminowo po studiach). Inteligentni, pracowici, zdolni i bardzo zmotywowani ludzie, najczęściej już z niezłym doświadczeniem. Każdy ma maksymalnie do 10 minut na zaprezentowanie grupie opracowanego planu indywidualnego, a później razem roboczo go analizujemy. Rok w rok ponad 80% takich indywidualnych strategii jest rozbijanych w puch na pierwszym kółku dyskusji. Dlaczego? Ze względu na dużą liczbę dziur, brak lub nierealne planowanie w czasie, niedoszacowanie realiów rynkowych, budżetowych itd… Prostota przedstawionego Algorytmu 4 Kroków jest ogromną zaletą. Zamienić trudne i ogólne pojęcie Planowanie Kariery  na zestaw prostszych i mierzalnych to sztuka. Ale wymaga to ogromnej dyscypliny intelektualnej i krytycyzmu. Nie mówiąc już o… konsekwentnym wdrożeniu tego w życie. Bo co z dobrego planu, jeśli to my jesteśmy bohaterem tak często pokazywanego rysunku, na którym w lustrze widać lwa, ale przed lustrem cudny kotek puszysty siedzi? Ale to już zupełnie inna historia i temat na zupełnie inny artykuł.

Previous Czy wiek wpływa na postawy i zachowania menedżera?
Next Cechy zwycięskich kobiet, czyli kobiety w biznesie

Powiązane wpisy

Kariera 0 komentarzy

Planowanie kariery, sceny z życia poskramiacza lwów

Monty Python najlepszy jest i basta. Poza samą kwestią, że są (dla mnie) prześmieszni, to mają jeszcze jedną zaletę – w powodzi skeczów poruszyli chyba wszystkie istotne elementy naszego życia.

Kariera

Generacja 50+, czyli… musisz dorosnąć, nie podskoczysz

Część 1 – trzy poziomy perspektyw dla generacja 50+ Najogólniejszy, wynika ze statystyki. Społeczeństwo się starzeje, ludzie żyją dłużej, rąk do pracy nie przybywa. Musi u nas dochodzić do tego,

Kariera 0 komentarzy

Scenariusz kariery nr 3 – Hodowla

KSIĄŻKA Dariusz Użycki, „Czy jesteś tym, który puka?” dostępna TUTAJ (link)   Po analizie scenariuszy Skoczek i Głaz Narzutowy znacznie łatwiej będzie zrozumieć kolejny model, który pozwoliłem sobie określić Hodowlą

0 komentarzy

Brak komentarzy

Bądź pierwszy i Skomentuj ten post

Skomentuj

Ze względu na boty możliwość dodawania komentarzy tymczasowo wyłączona.