Jak poskromić rekrutera – rozmowa rekrutacyjna na zimno

Jak poskromić rekrutera – rozmowa rekrutacyjna na zimno

KSIĄŻKA Dariusz Użycki, „Czy jesteś tym, który puka?” dostępna TUTAJ (link)

 

Rozmowa rekrutacyjna to wydarzenie, które obrosło wieloma mitami. Niesie duży ładunek emocjonalny. Najczęściej spotykają się wtedy dwie nieznające się wcześniej osoby i do tego od razu dyskutują o bardzo ważnym temacie – zmianie w życiu jednego z rozmówców. Dwa wysoce stresogenne zjawiska na raz. Obcy człowiek, moja przyszłość… To tak jakby dostać w ręce zupełnie nową broń i być od razu rzuconym w wir bitwy, bez czasu na zapoznanie się z tą bronią, prawda?

No właśnie, rzecz w tym, że… nieprawda. Podążając powyższą poetyką broni/bitwy warto sobie przypomnieć coś, co bardzo dobrze wiemy. Otóż świetnie wiemy, że wyszkolony żołnierz nawet dostając nowy karabin bardzo szybko wdroży się w jego użytkowanie. Może nie mistrzowskie od pierwszej minuty, ale wystarczająco dobre, by działać. Dlaczego? Ano dlatego, że niezależnie od różnic konstrukcyjnych będzie tam magazynek, spust, układ celowniczy, bezpiecznik, a tym przecież umie się posługiwać. Inny świetnie znany nam przykład, nawet bliższy naszemu życiu codziennemu. Jeśli mamy doświadczenie kierowania samochodem, to przesiadając się do nowego auta również praktycznie od razu je uruchomimy i pojedziemy. Może nie jak Colin McRae lub Robert Kubica, ale też nie o rajdy nam chodzi. Dlaczego? Ano dlatego, że niezależnie od różnic konstrukcyjnych jest tam starter, kierownica, dźwignia zmiany biegów, pedały, lusterka, a tym umiemy się posługiwać. W każdym aucie są standardowe i powtarzalne elementy, jak i w karabinie.

Jak to się ma do rozmowy rekrutacyjnej? W bardzo prosty sposób. Otóż przebiega ona według standardowych i powtarzalnych schematów. Jeśli zdajemy sobie z nich sprawę, to można się do takich rozmów przygotować, można się tego nauczyć w sposób uniwersalny. Tak jak nauczyliśmy się kierować samochodem. Większość z nas przecież jeździ i to skutecznie. Skoro rozmowy rekrutacyjne są stałym elementem naszego życia, to dlaczego nie nauczyć się, jak to działa? Dobre pytanie, bo ogromna część z nas podchodzi do tego czysto intuicyjnie i z marszu, mimo że to tak ważny i właśnie stały element życia zawodowego… No bo przecież wiem o sobie wszystko (ha ha ha) i opowiedzieć o tym bez problemu potrafię (ha ha ha), tylko rekruter nic nie rozumie (ha ha ha).

Zawsze uśmiecham się słysząc komentarz, że „zaskoczyło mnie pytanie rekrutacyjne”. Odrzucając skrajności, na które nie mamy obowiązku odpowiadać (w stylu „jaką chciałby pan być rybą/psem/ptakiem/robakiem” itd.), praktycznie żadne pytanie nie ma prawa nas zaskoczyć. Nawet jeśli naszemu rozmówcy wydaje się, że ma fantastyczne „myki na rozkminienie kandydata w kilka minut” (typowa fanfaronada wynikająca z braku wiedzy…). Myki są dla słabych i niedoświadczonych, a my dajemy sobie z nimi radę dzięki przygotowaniu. Skąd się bierze owo wymienione zaskoczenie pytaniem rekrutacyjnym? Głównie stąd, że błędnie podchodzimy do struktury rozmowy rekrutacyjnej. Dajemy się zwieść przekonaniu, że jest to coś w rodzaju chronologicznej opowieści o naszych kolejnych doświadczeniach, a każde pytanie jest inne i o czym innym. Traktujemy to jako zbiór tysięcy wydarzeń zachodzących dzień po dniu od rozpoczęcia pracy po dzień dzisiejszy. Jedyna różnica jak się do tego zabrać, to kwestia, czy opisujemy od początku do dzisiaj, czy od dzisiaj wstecz. Nic dziwnego, że przy takim podejściu łatwo się pogubić i polec. No bo jak spamiętać te tysiące wydarzeń dzień po dniu i jeszcze podczas godzinnej rozmowy przypomnieć sobie te najistotniejsze? No właśnie, tutaj jest pies pogrzebany – bo ani wszystkich nie trzeba pamiętać, a tym bardziej przypominać ich sobie naprędce nie należy… Zwykle te najlepsze przypomnimy sobie już w domu, wieczorem, po rozmowie.

Rozmowa rekrutacyjna nie jest chronologiczną opowieścią. To tylko forma, od której zresztą bardzo często się odchodzi. No i teraz najważniejsze. O cokolwiek, by nas nie pytano, jakkolwiek by nie sformułowano pytania, zawsze dotyczy to jednego z 5 zagadnień:

– wiedza

– doświadczenie

– relacje z ludźmi / przywództwo

– autorefleksja

– technikalia.

Zdając sobie z tego sprawę nagle z chaosu setek pojedynczych pytań wyłania się nam klarowna struktura, którą da się ogarnąć. Nawet jeśli sam rekruter tego nie rozumie… :-). Po prostu mamy 5 grup pytań i każde pytanie wpada do którejś z nich lub je łączy (np. dlaczego powinniśmy cię zatrudnić?). Powtarzam – jakkolwiek by pytania nie formułować. Nawet to idiotyczne o rybę/psa/ptaka/robaka. Przecież to pytanie nie o zwierzę, a o autorefleksję. Rozumiejąc to możemy od razu odpowiedzieć rozmówcy, że na robakach niekoniecznie się znamy, ale chętnie opowiemy na przykładach (!) o swoich kluczowych zachowaniach, motywacjach itd., bez potrzeby odwoływania się do zwierzęcych dywagacji, czy we mnie więcej karpia, czy jamnika (tak jakby każdy jamnik był taki sam…). Nie ma więc 1 658 oddzielnych pytań rekrutacyjnych, bo wtedy zawsze znajdzie się jakieś 1 659., które nas zaskoczy. Powtarzam, pytają tylko o 5 rzeczy, nawet jeśli sami tego nie wiedzą. A skoro pytają o 5 rzeczy, to można je przemyśleć (choć jedno popołudnie w przeddzień to za mało…). Można i należy też wcześniej przygotować do nich dobrze dobrane przykłady z naszego życia. Konkrety, jak ja to kiedyś zrobiłem, a nie deklaracje, jak się to powinno robić. Te przykłady mamy w głowie już przed rozmową. Nie jako „pomysł, o którym coś tam opowiem”, tylko wręcz jako sekwencje kluczowych zdań, krótkich, prostych, niosących jednoznaczny i zrozumiały dla każdego rozmówcy przekaz: sytuacja była taka, zrobiłem to, zaangażowałem tego i tą, efekt był taki. Po kilku takich treningach wchodzi nam to w krew i zaczynamy naturalnie, zrozumiale i prosto opowiadać. Nie recytować (jeden koniec skali) albo za każdym razem od nowa improwizować (drugi koniec skali).

Schemat jest prosty – pada pytanie, kwalifikujemy je sobie do którejś z 5 kategorii i adekwatnie reagujemy. Z chaotycznej dla nas wymiany pozornie zaskakujących ciosów robi się profesjonalna rozmowa, nad którą mamy wręcz częściową kontrolę. Bonusem jest to, że między tymi 5 obszarami nie ma ostrych granic, więc zwykle mając dobrze przemyślane przykłady poruszamy jednocześnie kilka obszarów.

Najlepszym podsumowaniem może być tutaj cytat występujący bardzo często w filmach sensacyjnych, tylko tych dobrych, oczywiście: „teraz wreszcie rozmawiamy zamiast bla bla bla…„.

Podstawowe przykłady ilustrujące powyższy tok myślenia:

wiedza – szczegółowe twarde pytania z jednoznacznymi odpowiedziami (wiesz / nie wiesz), testy (szczególnie w przypadku stanowisk technicznych), dyskusja o wykształceniu (co w domyśle daje wskazówki, co dana osoba najprawdopodobniej wie), dyskusja o szczegółowych rozwiązaniach budżetowych, języki, oprogramowanie, pytanie co wiesz o naszej branży/firmie, itd.

doświadczenie – zawodowe sukcesy/porażki, nasz wpływ na rozwój biznesu, także w odniesieniu do zmian rynku, wprowadzanie nowych produktów, rozwijanie starych, zrealizowane projekty, awanse, nagrody, klienci wewnętrzni i zewnętrzni, udział w szczególnych wydarzeniach (M&A, relokacja technologii, greenfield itd.) itd.

relacje z ludźmi / przywództwo – jak sobie radzisz z konfliktami, jak komunikujesz, jaki jest szef idealny, jakim ty jesteś szefem, jak zareagowałeś gdy…, czy i jak rozwijałeś podwładnych, ilu z twoich podwładnych awansowało, co w ludziach cenisz, czego nie cierpisz, dlaczego ludzie chcą z tobą pracować (to także autorefleksja) itd.

autorefleksja – wymień swoje słabe/mocne strony, co chcesz robić za x lat, dlaczego odpowiedziałeś na naszą ofertę, którą pracę lubiłeś najbardziej, jaka firma/stanowisko byłyby dla ciebie idealne (przecież to seria pytań o motywacje),

technikalia – oczekiwane zarobki, okres wypowiedzenia/dostępność, gotowość do przeprowadzki, uszczegółowienie dat z CV, pytania o ścieżki raportowania, liczebność i strukturę zespołów, przyczyny zmian pracy (to tez zahacza o motywacje) itd.

99% pytań rekrutacyjnych mieści się właśnie w zakresie wymienionych kluczowych obszarów. Pozostały 1% to zdarzenia nieoczekiwane (meteory też czasem spadają) albo po prostu fantasmagorie rozmówcy, na które grzecznie acz asertywnie mamy prawo zareagować skierowaniem rozmowy z powrotem do któregoś z 5 obszarów. Możemy też wprost dopytać rozmówcę, o co mu chodzi. Przecież kary za to nie ma, a za mętnie poprowadzoną odpowiedź na źle zinterpretowane pytanie kara już jest… Pytania mogą być sformułowane w najprzeróżniejszy sposób. Nie dajmy się zwieść, że każde dotyczy czegoś innego i na każde musimy inaczej, twórczo i od nowa odpowiadać (!). Wtedy wpadamy w pułapkę „zaskakującego” pytania… O motywacje mogą nas zapytać na dziesiątki sposobów, ale my nie musimy wymyślać za każdym razem dziesiątek nowych odpowiedzi. My po prostu już to przemyśleliśmy (no bez tego ani rusz, swoje zadanie domowe trzeba odrobić…). Jakkolwiek więc nas o nie nie zapytają, my nie wpadamy w panikę, że „rany, jakieś nowe pytanie”, tylko spokojnie na przygotowanych przykładach o nich opowiadamy. Jeśli trzeci raz pytają o to samo zmieniając tylko formułę pytania, to grzecznie i spokojnie odpowiadamy to samo. To nie przesłuchanie, a my nie jesteśmy podejrzanym. Zresztą… strategia podejrzanego powinna być dokładnie taka sama, tylko jeszcze bardziej :-), czyli nie brnąć w coraz to nowe odpowiedzi, bo tylko dajemy materiał do łapania nas za słówka oraz… zaczynamy płynąć z wodospadem słów. To powszechna bolączka – upajanie się własnym głosem i wiara, że jak powiem jeszcze więcej słów, to rzecz stanie się jaśniejsza (jest wręcz przeciwnie).

Tyle na początek o rozmowie rekrutacyjnej. Poruszyłem kwestię fundamentalną, bez zrozumienia której każda rozmowa rekrutacyjna jest jak dzień świstaka – wszystko co chwilę zupełnie na nowo i w nieprzewidywalny sposób. A wcale przecież tak nie jest. Wsiadasz do nowego auta, rzut oka gdzie co jest i… jedziesz. Umiesz przecież jeździć. A umiesz, bo trenowałeś. Z rozmową rekrutacyjną jest tak samo.

Dalsze artykuły z tej serii wejdą głębiej w poszczególne obszary. Skoro samochodem umiemy już kierować, to warto potrenować technikę.

Zanim pójdziemy na spotkanie z rekruterem należy się zastanowić nad istotą naszego przekazu, a nie tylko zbiorem puzzli. O tym traktuje artykuł „Marka Osobista vs. Pozycjonowanie, sprzedajesz CECHY czy KORZYŚCI?”.

PS Tytuł o poskramianiu rekrutera to oczywiście metafora… Bardziej o zrozumienie kontekstu i przebiegu rozmowy rekrutacyjnej chodzi, niż o starcie. Rzecz o współpracy, rzecz o komunikacji, a nie pojedynkowaniu się…

Wykorzystane zdjęcie pochodzi ze strony:

http://www.2020iscoming.info/else/western-duel.coming

Previous Jest albo nie jest, czyli "szef w wielkiej firmie"
Next Czy Twój umysł jest jak starożytny miecz? Rzecz o pasji

Powiązane wpisy

Komunikacja 2 komentarze

CV jak horoskop, czyli efekt Barnuma

Czy wiecie kim był Phineas Taylor Barnum? Uwielbiam zadawać to pytanie, bo wiem, że słuchacze najprawdopodobniej nie wiedzą i zapada cisza… (tylko jeden kiedyś wiedział, ale pochodził z USA, więc

Kariera 0 komentarzy

Planowanie kariery, sceny z życia poskramiacza lwów

Monty Python najlepszy jest i basta. Poza samą kwestią, że są (dla mnie) prześmieszni, to mają jeszcze jedną zaletę – w powodzi skeczów poruszyli chyba wszystkie istotne elementy naszego życia.

Komunikacja

Mega wzrusz Endriu, cz.5, Łowcy Głów

Szedł sobie Endriu ulicą i patrzył z wyższością na wszystko wokół. Był przecież Kapłanem Hajeru, więc dana mu była moc i władza nad wszystkim żywym zasobem. Spojrzy na takiego bladawca

0 komentarzy

Brak komentarzy

Bądź pierwszy i Skomentuj ten post

Skomentuj

Ze względu na boty możliwość dodawania komentarzy tymczasowo wyłączona.