Źródła wiedzy o sobie, część 2, ankieta osobowościowa

Źródła wiedzy o sobie, część 2, ankieta osobowościowa

KSIĄŻKA Dariusz Użycki, „Czy jesteś tym, który puka?” dostępna TUTAJ (link)

 

Mądrze wykorzystana ankieta osobowościowa to wspaniałe źródło informacji na swój temat. Nieprzypadkowo używam słowa „ankieta” zamiast powszechnie i stosowanego „test”. Test sugeruje, że może być lepszy lub gorszy wynik. W przypadku analizy osobowości i zachowań na gruncie pracy to oczywiście nieporozumienie. Nie ma złych wyników, wszystkie są tak samo dobre. Poruszamy się przecież poza obszarem klinicznym. Tym bardziej, że powszechnie stosowane ankiety nie służą wykrywaniu jednostek chorobowych. W przypadku pracowników dużych firm, z rozbudowanymi procesami HR, stosowanie takich ankiet jest już dosyć częste. Nie unikajmy tego. Możemy tylko zyskać. Mam na myśli oczywiście narzędzia przygotowane przez fachowców, najlepiej gdy są sprawdzone już w dziesiątkach tysięcy przypadków i nie wymagają bardzo złożonej interpretacji, czyli uniezależniają nas od ciągłej obecności konsultanta. Narzędzia w rodzaju Extended DISC, Hogan, MBTI, Zenger Folkman itp. Przestrzegam za to przed klikaniem w różne darmowe internetowe wynalazki dostępne zaraz obok horoskopów oraz reklam nauki szesnastu języków przez sen w tydzień. To akurat są bzdury i omijajmy je dużym łukiem, szkoda czasu. Zawsze po przejściu przez ankietę z rodzaju tych dobrych, wymienionych powyżej, domagajmy się raportu. On nam się należy. Co więcej, należy nam się też omówienie treści raportu z przygotowanym do tego profesjonalistą. Co dalej? Najlepiej skrzętnie robić notatki podczas tego omówienia i dołączyć je sobie do raportu. Później… systematycznie do tego raportu i notatek wracać. W pierwszym okresie czytać raz na kilka miesięcy, bo to zbyt bogata dawka danych, by ją wchłonąć i przetrawić za jednym razem. W przypadku idealnym raport jest napisany językiem zrozumiałym dla przeciętnego odbiorcy, jakim my właśnie jesteśmy. Są narzędzia generujące właśnie takie zrozumiałe raporty. Dzięki temu możemy rzeczywiście się z nim zaprzyjaźnić i wracać do niego już samodzielnie, bez doradcy.

Jak czytać ww. raporty, oto jest pytanie. Wpierw opowiem, jak robi to większość z nas. Otwieramy raport i widzimy „zdecydowany, niezależny, zdeterminowany, wymagający, bezpośredni, konsekwentny”. Wtedy kiwamy zgodnie głową mrucząc, że prawda, właśnie taki jestem, no jakie to jednak dobre narzędzie z takiej ankiety, a tyle na nich psów ludziska wieszają. Czytając dalej dochodzimy do „obawia się utraty twarzy, przyznawania się do błędów, cofania swoich słów, łatwo przechodzi od przekonywania do zmuszania, forsuje swoje poglądy”. Ehmmm, no nie, to już głupoty przecież są, to na pewno nie o mnie, bo ja taki przecież nie jestem, to o-czy-wis-te; coś w tym jednak jest, że trafność takich ankiet to mniej niż 50% i… to jest oczywiście właśnie ta nietrafna połowa. Jakżeby inaczej. I tak sobie właśnie czytamy będąc do tego między kanapką i meczem w telewizji, czyli pobieżnie. Utwierdziliśmy się w tym, jacy jesteśmy świetni. Skutecznie zracjonalizowaliśmy sobie, że te mniej świetne (na pewno?! przecież wszystko zależy od kontekstu) rzeczy to pomyłka i natychmiast o nich zapomnieliśmy. Co się stało? No właśnie rzecz w tym, że nic się nie stało. Nic, zero absolutne. Stracona okazja do jakiejkolwiek autorefleksji i poszerzenia wiedzy o sobie. Proponuję zatem wyzwanie w postaci czytania raportu w sposób odwrotny. Miłe sercu rzeczy odłóżmy początkowo na bok. Skupmy się na tych elementach, które są trudniejsze i początkowo ranią naszą dumę, będąc w sprzeczności z naszymi przekonaniami na swój temat. Po pierwsze – to przecież my sami wypełnialiśmy ankietę! To my odpowiadaliśmy na pytania i to my dokonywaliśmy wyborów między proponowanymi scenariuszami zachowań. Tym samym to my właśnie tak sami siebie zaprezentowaliśmy… A to ci niespodzianka! Oczywiście, to narzędzie statystyczne, obarczone dużym marginesem błędu, ale zrzucanie wszystkiego na ten element to nic innego, jak ucieczka. Odważniej jest zmierzyć się z otrzymanymi wynikami. Przyjmijmy więc zapisy raportu za dobrą monetę i zacznijmy analizować nasze codzienne zachowania, szczególnie w sytuacjach krytycznych. O, teraz już zaczęła się autorefleksja. Nie jednorazowa, a codzienna. Gwarantuję sporą dawkę zaskoczenia. Bo jednak coś może być na rzeczy, że nasze zachowania mogą być różnie interpretowane, że wysyłamy otoczeniu jednak różnorodne sygnały, a część tych nieoczekiwanych dla nas jest nad wyraz powtarzalna (!). Że może jednak „obawia się utraty twarzy, przyznawania się do błędów, cofania swoich słów, łatwo przechodzi od przekonywania do zmuszania, forsuje swoje poglądy”… Sam nigdy nie zapomnę, jak kilkanaście lat temu mój zagraniczny kolega podczas wspólnego szkolenia opisując mnie stwierdził „Darek jest uparty”. W sali szkoleniowej nie walczyłem (mądry chłopak…), ale w duchu zawyłem w proteście, że nigdy w życiu, no co on też opowiada. Całe szczęście zwyciężyła pokora oraz duch badacza i zacząłem się sobie mocniej przyglądać. No i co? No miał chłop rację… Ma ją zresztą cały czas, bo jak byłem, tak i jestem uparty, czasem nawet bardzo. Nie ułatwia to życia i współpracy ze mną. Ale, gdy już dobrze zdaję sobie z tego sprawę, mogę do pewnego stopnia kontrolować swoje zachowania, świadomie jednak odpuszczać w wielu sytuacjach oraz włączać bezpiecznik autoironii. Co więcej, mogę równie świadomie kreować okoliczności, w których ta cecha staje się zaletą, a unikać takich, gdzie będzie destrukcyjna. Jak umiesz świetnie pływać i lubisz to, to znajdź robotę nad wodą, a nie na pustyni, prawda?

Jest jeszcze jedna rzecz, którą możemy zrobić z raportem po wypełnieniu ankiety osobowościowej. To już wariant dla tych dojrzałych emocjonalnie, którym zależy na istotnym pogłębianiu wiedzy o swoich zachowaniach. Czyli dla Ciebie. Drukujemy kluczowe strony raportu w kilku egzemplarzach i rozdajemy w miejscu pracy ludziom, z którymi mamy systematyczne kontakty. Rzecz w tym, by byli to ludzie, którzy obserwują nas wystarczająco długo i w przeróżnych sytuacjach, czyli mają spory materiał na nasz temat. Następnie prosimy ich, by wykorzystali dwa markery. Zielonym niech zaznaczą te nasze opisy, z którymi się zgadzają, czerwonym te, które uznają za fałszywe (czyli w ich opinii nie opisują nas, nie zgadzają się z nimi), a na biało niech zostawią te, na temat których nie mają zdania. Po kilku dniach niech inna osoba to od nich zbierze, wymiesza i Ci odda (to gwarantuje anonimowość). Dalej pozostaje Ci już tylko podsumowanie wyników, czyli sprawdzenie, co do których cech wszyscy byli zgodni (zarówno na zielono, jak i czerwono), Bo to znaczy, że dla otoczenia taki właśnie jesteś, niezależnie, co sam o sobie myślisz. Jeśli wszyscy Ci powiedzą, że jesteś słabym słuchaczem, no to jesteś… A jeśli Ci powiedzą, że ponadprzeciętnie angażujesz się w aktywności na rzecz grupy, to znaczy, że tak to postrzegają i jest to dla nich ważne. Nawet jeśli Ty sam sądzisz, że nie robisz nic specjalnego. Warto też sprawdzić, co do których Twoich cech ankietowana grupa miała największe wątpliwości – np. rozkład głosów zgadzam się/nie zgadzam się pół na pół. Mamy wtedy kopalnię wiedzy o sobie. Mamy raport (tak, tak, pamiętamy, narzędzie statystyczne) oraz mamy dodatkowo opinię najbliższego otoczenia na temat naszych zachowań, co w sumie daje bardzo mocny materiał niezależny już od naszego widzimisię. Oczywiście podobnie jak w przypadku opisywanej wcześniej ewaluacji w firmie wyniki bierzemy w spokoju na siebie, do analizy. Nie walczymy, nie staramy się przekonać innych, „jak bardzo się mylą”. Najprawdopodobniej się nie mylą. Widzą po prostu nasze codzienne zachowania i końcowe wybory, których dokonujemy. Widzą efekty naszych wewnętrznych sporów z samym sobą, a nie same spory, co nam samym akurat zaciemnia obraz.

Jest jeszcze jedna zaleta wyżej opisanego scenariusza. Takie postępowanie jest dowodem osobistej odwagi i bardzo pozytywnie wpływa na nasz wizerunek. Buduje zaufanie do nas, buduje fundamenty otwartej i merytorycznej dyskusji na dowolny temat w przyszłości. Bo jeżeli nie boimy się spokojnie rozmawiać o sobie samym, to nie boimy się rozmawiać na żaden temat. Sami jesteśmy dla siebie najtrudniejszym tematem, więc potrafiąc to, nic nam już nie jest straszne. Widzę to rok w rok, prosząc słuchaczy studiów MBA o przygotowanie dziesięciominutowej autoprezentacji na temat swojej osobowości, zachowań, motywacji, wygłoszenie jej przed grupą i poddanie pod dyskusję (dyskutujemy oczywiście o procesie autorefleksji każdego, a nie jego osobowość). Jeśli uda nam się jeszcze zaprosić do postąpienia w podobny sposób pozostałych członków naszego firmowego zespołu oraz wspólnego omówienia wyników, to jest ogromna szansa na niesamowite scementowanie grupy. To jak włączenie turbo w pracy zespołowej. Nie znam się na kolorach, ale w ten sposób można przejść od pięknych, szczytnych i dosyć naiwnych dyskusji o organizacjach turkusowych do praktyki. Wariant minimum, to zrobić sobie w zespole chociaż owe ankiety osobowościowe i przedyskutować wyniki. Oczywiście nie pod kątem wypominania sobie czegokolwiek, czy też oceniania (to gwarantuje konflikt) a pod kątem dążenia do zrozumienia motywów i preferencji zachowań pozostałych partnerów. Chyba nic tak nie usprawnia późniejszego współdziałania. Jeśli zespół nie jest pewien, czy udźwignie samodzielnie takie przedsięwzięcie (to nakłada duże wymagania na umiejętności komunikacji i dojrzałość), to warto zaprosić doświadczonego moderatora dyskusji. Przynajmniej na początku.

Na koniec tego fragmentu mamy jeszcze jedną nagrodę. Jeżeli sami potrafimy tak otwarcie mówić o sobie (szczególnie jako szef!), to mamy wtedy prawo oczekiwać tego od innych. Taka spokojna i dojrzała otwartość to jedna z najlepszych dróg budowania swojego autorytetu przywódcy. Z kolei jakże odwrotny skutek wywiera tchórzliwe zachowanie, czyli poddawanie swojego zespołu różnorodnym analizom, ankietom, szkoleniom sprawdzającym itd. i jednoczesne skrywanie się za pancerzem władzy – zespół proszę mi prześwietlić do kości, ale mnie samego nie ruszać. Ja mam sobie siedzieć na szklanej górze, bom już doskonały. Iluż to ja się takich „liderów” naoglądałem…

Pragnę zwrócić uwagę na jeszcze jeden element. NIE poruszamy się w obszarze jakichkolwiek kwestii intymnych, głęboko osobistych. Poruszamy się tylko w obszarze zachowań w środowisku pracy, tych jawnych. Pytania, na które szukamy odpowiedzi przy pomocy innych to te same, które sami zadajemy ludziom i wtedy nie widzimy w tym nic zdrożnego. Oczekujemy do tego otwartej i wiarygodnej odpowiedzi (!). Choćby podczas rekrutacji do swojego zespołu: co Cię motywuje, jakie masz silne strony, a jakie słabsze, co chcesz rozwijać, jak komunikujesz, jak budujesz relacje, z czego jesteś dumny itd., a do tego… potwierdź to wszystko na przykładach swoich zachowań. Skoro oczekujemy tego od innych musimy być gotowi na to samo ze swojej strony.

No proszę, zaczęliśmy od tak banalnego kroku, jak ankieta osobowościowa, a doszliśmy do praktyki tworzenia efektywnych zespołów na bazie szacunku i wzajemnego zaufania oraz budowania nowoczesnego przywództwa… Nagle rozprawianie o przywództwie przestało być wyidealizowaną i abstrakcyjną dyskusją (jakiej dużo za dużo), a stało się czymś uchwytnym. Czymś, co nie dzieje się samo, bo „ludzie są z natury dobrzy i sami wiedzą wszystko”, albo czymś „z czym trzeba się urodzić”. Czymś, co wymaga jednak odwagi (dyskutować o sobie), prawości (dyskutować otwarcie, słuchać) oraz wysiłku (czas). Uwaga na marginesie – moje doświadczenia pokazują, że zbudowanie w ten sposób zgranego na trwale zespołu (bo na bazie precyzyjnie zdefiniowanych wartości tegoż zespołu, a nie globalnej firmy, oraz idących za nimi konkretnych zachowań) zajmuje od pół do roku systematycznych i konsekwentnych działań. Co więcej, wcale nie wszyscy dojeżdżają z grupą do szczęśliwego końca. Bo wcale nie wszystkim jest po drodze z takim systemem organizacji współpracy, komunikacji, dzielenia się odpowiedzialnością. Aż tak idealny to ten świat nie jest, o czym warto pamiętać. A zaczyna się to wszystko od autorefleksji osobistej.

PS. A skąd akurat takie zdjęcie na początku? Jakież bogactwo wzorów może się nieoczekiwanie pojawić przy właściwie rzuconym promieniu słońca… A czymże jest nasze myślenie, jak nie takim promieniem?

Samo zdjęcie wykonałem rankiem w hotelu. Cóż za widok zaraz po przebudzeniu!

Previous Praca zespołowa - lekcja numer 1
Next Pytania nokaut, poradzisz sobie, czy padniesz? Cz. 1 i 2

Powiązane wpisy

Autorefleksja 0 komentarzy

Szczęście a pieniądze, czyli dają czy nie?

Jest takie jedno z tych wiecznie żywych pytań, które zawsze wzbudza emocje i niekończące się dyskusje: czy pieniądze dają szczęście? Jest to jedno z zagadnień typu gdzie jest wiatr, gdy nie wieje? Samo

Autorefleksja 0 komentarzy

Czy Twój umysł jest jak starożytny miecz? Rzecz o pasji

Z racji aktywności doradcy od wielu lat przychodzi mi także analizować CV, a później omawiać z autorami ich karierę, życie, plany.

Autorefleksja 7 komentarzy

Źródła wiedzy o sobie, część 1, przeglądy kadrowe

KSIĄŻKA Dariusz Użycki, „Czy jesteś tym, który puka?” dostępna TUTAJ (link)   Skąd czerpać paliwo do autorefleksji? Skąd czerpać wiedzę o sobie, o swojej osobowości, zachowaniach, motywacjach, roli w grupie

26 komentarzy

  1. „Jakież bogactwo wzorów może się nieoczekiwanie pojawić przy właściwie rzuconym promieniu słońca… A czymże jest nasze myślenie, jak nie takim promieniem?” …
    Te kryształki, dzięki którym promienie światła tworzą te nowe obrazy, to dla mnie również ten blog, artykuły i przemyślenia. Wzmocniły we mnie nawyk buntowania się przeciwko niepodważalności moich własnych racji. Taka rola buntownika z wyboru podobała mi się zawsze i podoba coraz bardziej.

    Wszystkie są godne polecenia i przemyślenia, wśród nich te, które działają, przynajmniej na mnie, ze zdwojoną mocą. I ten post właśnie taki jest. Dzięki wielkie!

      • : )) będę cytować te słowa z dodatkiem Autor znany i lubiany : )) nie napisałam też, że zdjęcie tym razem idealne! ; )

        A jak już jestem przy user experience to dodam, że blog pokonał w tym aspekcie 91 ze 100 największych polskich firm z listy Forbes! Czy to nie super?! : )))

        Ja wiedziałam, że moje odczucia jako użytkownika tego blogu nie są subiektywne, a teraz mam na to mierzalne dowody. Nawet jak to jest moje skrzywienie zawodowe i zwracam na to uwagę trochę bardziej intensywnie niż przeciętny użytkownik 😛

      • Wyjaśniam o co chodzi : ))
        Edisonda przeprowadziła badania pod kątem mobilności stron internetowych całej wymienionej powyżej grupy, pod kątem 3 aspektów związanych i mających bezpośredni wpływ na doświadczenia użytkowników tych serwisów.

        Wykorzystano przy tym ogólnodostępne, zdalne platformy testowe
        – test optymalizacji Google,
        – test wydajności i prędkości mobilnej Google,
        – aplikację Jasnopis, pozwalającą zbadać, jak trudnym językiem posługują się autorzy badanych serwisów.

        W teście wydajności i prędkości mobilnej, która pokazuje czas ładowania strony blog osiąga 4 sekundy. Średnia dla wszystkich 100 firm to 7,39 – 8,23 sek. Tylko 9 firm ma optymalny wg Google czas 3 sekund.
        Google twierdzi że z każdą sek oczekiwania satysfakcja klienta spada o 16% oraz spada konwersja. Ja akurat zwracam na to uwagę i porzuciłam już nie raz próbę dotarcia do informacji z powodu długiego się ładowania strony czy serwisu.

        Aplikacje są dostępne online a każdy test trwa nie dłużej niż 1 min. Wszystkie 3 testy blog przeszedł celująco! Za pierwsze dwa się jakaś premia dla Autorki należy jak nic! ; )

        Mnie zaskoczył wynik jasności i trudności tekstu na blogu – w skali od 1 do 7 wychodzi poziom 3 czyli tekst prosty, zrozumiały dla przeciętnego Polaka. Nie muszę chyba dodawać że im prościej tym lepiej.

        Z aplikacji jasnopis korzystam już od dawna w początkowym okresie np jak sprawdzałam moje treści jak pisma, czy instrukcje, opisy procesów uzyskiwałam 4 czyli tekst średniej trudności wymagający średniego wykształcenia lub dłuższego doświadczenia. Ale już to poprawiłam : )

        Także ten, Gratulacje!!! : ))))

        Cały raport i linki do testowych aplikacji poniżej:
        http://www.edisonda.pl/wiedza/czy-polskie-firmy-sa-mobilne

        test optymalizacji Google https://search.google.com/test/mobile-friendly?hl=pl

        – test wydajności i prędkości mobilnej Google
        https://testmysite.withgoogle.com/intl/pl-pl

        – aplikację Jasnopis, pozwalającą zbadać, jak trudnym językiem posługują się autorzy badanych serwisów
        http://www.jasnopis.pl/aplikacja

        • Wow 🙂 Natychmiast przesłałem wyniki wspaniałej Autorce tej strony internetowej! Moja krew… 🙂
          A z tego Jasnopisa też niezmiernie się cieszę. Moim ideałem, który cały czas doskonalę, jest mówienie w prosty i zrozumiały sposób o sprawach złożonych i trudnych. Wygląda, że jestem na dobrej drodze. Wzorem Yoda moim jest bardzo 🙂
          Sylwio, bardzo Ci dziękuję za poświęcenie czasu i wysiłku! Bardzo to doceniam i jestem Twoim dłużnikiem :-)!

          • Sylwia Ozga
            Grudzień 17, 22:25

            Fajnie uczucie co nie? Masz powody do dumy jak nic!

            Wysiłek prawie żadny! Dłużej mi zajęło napisanie postu niż przeprowadzenie tych testów.

            Podobne narzędzie jak jasnopis jest w USA stosowane w administracji państwowej jako zapis ustawowy w celu uproszczenia komunikacji. Czyli każdy urzędnik wysyłający pismo do klienta ma obowiązek sprawdzenia w aplikacji poziomu tzw mglistość tekstu i naniesienia poprawek aby tekst był prosty i zrozumiały. Idea w przypadku jasnopisu.pl jest podobna. Dla mnie ten pomysł upraszczania języka jest genialny!

            No i kolejny dowód podobieństwa do Mistrza Jedi o tym nie pomyślałam : )))

        • Pani Sylwio
          A o tym nie wiedziałem.
          Muszę skorzystać, zwłaszcza z Jasnopisa.
          Dziękuję i pozdrawiam!
          Ps zrozumiałem, niestety obawiam się, że ja nie potrafię tak jasno wyrazić swych myśli

  2. Pytanie ilu ludzi jest dostatecznie odważnych i prawych. I jeszcze lepsze czy my tacy jesteśmy lub potrafimy być.
    Czy potrafimy podjąć wyzwanie Panie Dariusza i dać mu radę.

    Pani Sylwio ja cały czas się zastanawiam czy ta skarbnica udostępniona przez Pana Dariusza to błogosławieństwo czy przekleństwo.
    Myślę że zależy to od nas (w conajmniej w połowie od nas).
    Buntownik. Bycie buntownikiem to ciekawe ale często bolesne zajęcie. Z drugiej strony bycie takim jak wszyscy jest nudne.
    Hmmm……..

    • Mam nadzieję, że bardziej błogosławieństwo, bo całe szczęście każdy ma wolność wyboru – skorzystać, czy zignorować :-).
      Co do odwagi i prawości… wierzę, że to jest w większości z nas. Tyle że zacząć by trzeba od odwagi względem samego siebie. Tzn. nie oszukiwać się, nie szukać wymówek, nie wskazywać na okoliczności. Zastanowić się, jak wiele zależy jednak od nas i zacząć konsekwentnie działać. To nie budowa kosmolotów :-)).

    • Panie Pawle

      Czy sugestie Pana Darka są błogosławieństwem czy przekleństwem? Uhmm miałam już takie momenty, że Autor tego blogu nie chciałby wiedzieć na pewno co myślałam na jego temat, w tych trudniejszych momentach. Bywa bardzo ciężko!

      Ale dlatego właśnie, że nasz umysł, a mój na pewno, posiada skłonność do przywiązywania się do raz wyciągniętych wniosków i co tu dużo mówić generalizowania. To taki jego mechanizm obronny, by dobrze spełniać swoje przeznaczenie, dba o to, żeby zawsze mieć rację. To taka jego strefa komfortu i nie lubi zmian.
      Jednak ten mechanizm powoduje rownież zbyt długie trzymanie się np nawyków myślenia i działania, które dawno przestały mi służyć. Dlatego warto się buntować czyli zmieniać perspektywę, przyjmować inną wersję wydarzeń, sprawdzać przekonania dotyczące siebie.
      I co tu dużo mówić sugestie i przemyślenia Pana Darka mi w tym skutecznie pomagają.

      Nie wiem czy to jasno wytłumaczyłam ale mniej więcej o to mi chodzi. Pozdrawiam!

      • Drodzy Państwo
        Pani Sylwio i Pani Dariuszu
        Wybaczcie ale odpowiem w punktach (takie skrzywienie z liceum)
        1) owszem mamy wolność wyboru i działania w pewnych granicach/parametrach. I wiele zależy od nas. To nasze błogosławieństwo i przekleństwo. Wolna wola.
        Dla mnie rzecz bardzo cenna
        2) Poznanie samego siebie jest bardzo trudne o ile wogóle możliwe. Budowa kosmolotów chyba bywa łatwiejsza i bezpieczniejsza 🙂
        3) ostatnio mam wrażenie, że hasło „wyjść ze strefy komfortu” jest bardzo modne. Tyle że na 1 historię sukcesu jest pewnie 10 porażek o których nikt nie mówi. A to porażki uczą najwięcej. Natomiast pisanie tylko o sukcesach wypacza ogląd sytuacji.

        Ludzie mądrzy uczą się na swoich błędach, sprytni na cudzych, głupi się nie uczą.
        Ale mam lepsze, mój kumpel informatyk mawia „jak coś działa to tego nie ruszaj”
        4) chyba zaczynam powoli bredzić a to znak że pora kończyć.

        Reasumując: posty Pana i Pani (zamieniłem kolejność dla równowagi 😉 ) nawet jeśli się nie zgadzam, zawsze mnie czegoś uczą i są intelektualnie odświeżające.

        Pozdrawiam Państwa Serdecznie !

        • : ) powinien Pan napisać od Pana, długo długo nic… i ewentualnie Pani…. : )

          Wie Pan, że mi nawet ręka zadrażała jak pisałam o tej strefie komfortu? … : ) jeżeli sens Pan zrozumiał to najważniejsze… słowa bywają ułomne tak czy inaczej… to czy jest modne czy nie już chyba mnie mało obchodzi tak naprawdę.. wiem jak jest ze mną i ile mnie to kosztuje…

          Wiem też, że niemal uzależniłam się już od tego procesu i nie wyobrażam sobie inaczej.

          Pozdrawiam! Sylwia

  3. Obserwując otoczenie widzę, ze bycie odważnym i jednocześnie mieć w sobie dużo pokory jest zachowaniem niezbyt popularnym na szczytach wszelakiej władzy.
    Generalnie dominują kultura NAJ oraz JA…

  4. Fantastic items from you, man. I’ve be aware your stuff previous to and you are
    simply extremely excellent. I actually like what you’ve got right here,
    certainly like what you’re saying and the best way by which you say it.

    You’re making it entertaining and you still care for
    to keep it sensible. I can’t wait to learn far more from you.
    This is really a tremendous site.

  5. My coder is trying to persuade me to move to .net from PHP.

    I have always disliked the idea because of the costs.
    But he’s tryiong none the less. I’ve been using Movable-type on various websites
    for about a year and am worried about switching to another
    platform. I have heard very good things about blogengine.net.
    Is there a way I can transfer all my wordpress posts into it?
    Any help would be really appreciated!

  6. Today, I went to the beach with my children. I found a sea shell and gave it to
    my 4 year old daughter and said „You can hear the ocean if you put this to your ear.” She placed the shell to her ear and
    screamed. There was a hermit crab inside and it pinched her ear.

    She never wants to go back! LoL I know this is totally off topic but I had to tell someone!

Skomentuj

Ze względu na boty możliwość dodawania komentarzy tymczasowo wyłączona.