Dobre życie i szczęście, część trzecia i ostatnia

Dobre życie i szczęście, część trzecia i ostatnia

Wśród wielu zagadnień cząstkowych autorefleksji widnieje także szczęście. Poświęciłem mu wcześniej dwa artykuły (linki na dole). Jeden z wątków wzbudził ostatnio ciekawą dyskusję w LinkedIn. Jest nim pytanie, czy szczęście należy rozpatrywać tylko w kategorii chwili (wygrana w totka, awans, małżeństwo itd.), czy też może ono być świadomym stanem, trwającym w czasie. W tym drugim przypadku zbliżalibyśmy się do pojęcia dobre życie, wprowadzonego do obiegu już w starożytnej Grecji. Sam jestem zwolennikiem tezy, że o ile ten pierwszy scenariusz jest intuicyjnie oczywisty, to jego efekt dosyć szybko gaśnie. Dla odczuwania takiego szczęścia potrzebne są coraz to nowe podniety i proces ten nie ma końca. Niech one i będą (dobrze jest wygrać w totka…), ale żyć w ciągłej euforii i gonić za nią nieustająco raczej nie sposób.

Czy można zatem być szczęśliwym bez stanu euforii? Do tego stwierdzać to zupełnie świadomie, wręcz na bazie rozumowej, a nie tylko emocjonalnej? Skoro mówi się o miłości dojrzałej (to zwykle ta druga i… dalsze), to może i odczuwanie szczęścia może być dojrzałym?

Podejdźmy do tego dwojako. Najpierw analizując przykład z życia codziennego. Taki, który dotyczy każdego z nas. Później usystematyzuję zagadnienie, pokazując wręcz pewien model myślenia i działania, z którym również każdy z nas może się zmierzyć. Kolejność ma znaczenie.

  1. Kawa w ogrodzie

Jedna z sugestii pojawiających się w ww. dyskusji postulowała, by w ogóle się nie zastanawiać nad szczęściem. Bo czy ono jest, czy nie ma, „to się po prostu czuje” i koniec. Trochę w stylu słynnego sformułowania z encyklopedii Benedykta Chmielowskiego „jaki koń jest, każdy widzi” (więc i opisywać go nie ma sensu, choć to encyklopedia była). Przykładem ilustrującym powyższy koncept była sytuacja „wychodzę z kawą do ogrodu i albo czuję szczęście, albo nie„.

W mojej ocenie to zbyt ubogi opis sytuacji. Nawet mówiąc tylko o kawie i emocji związanej z jej piciem w ogrodzie… domyślnie czynimy szereg fundamentalnych założeń. Tyle że o nich nie mówimy. Ba! Często nawet sobie ich nie uświadamiamy. Ale bez nich model „szczęśliwa kawa w ogrodzie” nie istnieje.

Pisząc o tych założeniach mam na myśli, że choćby

– ogród nie jest cały w lejach po bombach

– horyzontu nie zdobi łuna płonącego miasta

– nie jest strach wyjść do ogrodu lub na ulicę z racji grasujących bandytów

– zdrowie jakoś dopisuje, nam i najbliższym

– mogę do jakiegoś stopnia robić to co chcę, a nie tylko to, do czego jestem zmuszany (ekonomicznie i/lub fizycznie)

– mogę do jakiegoś przynajmniej stopnia mówić, co chcę

– mam możliwość kontaktu z naturą, choćby przez ogród właśnie, oddycham czystym powietrzem itd.

– mam czas wolny i to ja decyduję, co z nim zrobić (choćby na kawę w ogrodzie).

Kawa w ogrodzie ze świeżymi lejami po bombach, w okolicy z grasującymi bandami, w toksycznym środowisku, będąca kilkuminutową przerwą w niewolniczej pracy na krawędzi przetrwania w państwie rządzonym przez bezwzględny reżim też może być szczęściem. Tyle że to jest to szczęście-chwila.

W odróżnieniu od szczęścia-stanu, którego wyrazem jest taka sama, ale nie ta sama kawa w ogrodzie. Bo po wypiciu jednej moment szczęścia się kończy i wracamy do zupełnie odmiennej rzeczywistości. Po wypiciu drugiej jesteśmy tam, gdzie byliśmy (nie ma lejów, band, reżimu itd.), a kawa w ogrodzie była po prostu emanacją stanu. Stanu, w którym spełniony jest szereg założeń. Rzecz w tym, by sobie takie założenia/parametry samodzielnie zdefiniować.

Moje przemyślenia biorą się też z bardzo prostej konstatacji: bardzo duża część ludzi, których pytam, czy są szczęśliwi nie wie, co odpowiedzieć. Bo często utożsamiają szczęście ze stanem euforii, a raczej rzadko zastanawiają się nad parametrami „dobrego życia” i ich osobistej racjonalnej oceny.

  1. Szczęście jako stan

Wyjdźmy od prostego założenia, że „stan, to aktualna wartość parametrów opisujących system”. Przyjmijmy, jakie parametry bierzemy pod uwagę. Może to być np. zestaw (choćby za Robert Skidelsky & Edward Skidelsky, How much is enough?):

– bezpieczeństwo fizyczne

– bezpieczeństwo ekonomiczne

– zdrowie

– prawa obywatelskie (wyrażanie swojej indywidualności / szacunek / prawa podstawowe)

– rodzina / przyjaciele (ich zdrowie, bezpieczeństwo / relacje z nimi / …)

– natura (dostęp / jej stan / …)

– czas wolny (dostępność / wymiar / możliwości zagospodarowania / …).

Każdy samodzielnie nadaje tym parametrom ocenę „poniżej potrzeb / wystarczające / powyżej potrzeb”. Jeśli, czego życzę, we wszystkich parametrach ocena wypada na poziomie „wystarczające”, to mamy spełnione warunki do stwierdzenia, że wiedziemy dobre życie. Czyli stan można określić jako szczęśliwy. Dla dużej części ludzi ww. procedura to prawdziwe odkrycie otwierające oczy. Zmierzyć szczęściometrem się tego nie da. Cały czas dokonujemy subiektywnej oceny, co to znaczy „wystarczające”. Ale daje to przynajmniej coś indywidualnie uchwytnego. Co więcej, nawet tę ocenę „wystarczające, czy nie” można racjonalizować, o czym poniżej.

Przykład pierwszy

Można pytać, czy mam wystarczająco dużo pieniędzy, by czuć się bezpiecznie. To jest pułapka, bo pieniędzy nigdy nie jest wystarczająco dużo. Gdy osiągniemy już założony stan posiadania, to za chwilę przyzwyczaimy się i zakiełkuje w nas myśl, że więcej pieniędzy oznacza przecież jeszcze bezpieczniej i spirala się nakręca.

Można za to policzyć z kartką papieru i ołówkiem swoje realne potrzeby uśrednione w skali miesiąca, łącznie z dobrym urlopem, kulturą, wydatkami na dzieci itd. (analiza wsteczna). Wtedy posiadane pieniądze, czyli oszczędności, inwestycje, okres wypowiedzenia w pracy przeliczamy na liczbę miesięcy/lat, które możemy za to przeżyć. To jest już konkretny i uchwytny miernik naszego bezpieczeństwa ekonomicznego w aktualnych warunkach.

Przykład drugi

Można się zastanawiać, czy strach wyjść na ulicę w swojej okolicy. To złudne, bo bazuje na czystej intuicji. Do tego wpływ na nasze odczucia mają choćby informacje z mediów (o zupełnie innych okolicach, zresztą), a te z natury samych mediów pełne są sensacji i chwytliwych tematów.

Można sobie za to zadać pytanie, czy, ile i jakich przestępstw popełniono w moim osiedlu w ostatnim roku. Wtedy ocena bazuje na faktach.

  1. Istotne komentarze

– każdy sam określa, co to dla niego znaczy „wystarczające”. To wymaga minimalnej dyscypliny intelektualnej. Wniosek: ten sam stan może być różnie oceniany przez różnych ludzi (choćby z racji zależności od historii, punktu wyjściowego, o czym dalej),

taki stan ulega zaburzeniom, nie jest dany raz na zawsze. Każdy z parametrów może się zmienić z dnia na dzień. Choroba, śmierć, wojna, zmiana władzy, utrata pracy, kryzys itd.

– bardzo silnym czynnikiem uniemożliwiającym osiągnięcie jakiejkolwiek trwałej satysfakcji jest strategia nieustającej maksymalizacji ww. parametrów. Wtedy nie ma stanu „wystarczające”. Właśnie o tym był krótki artykuł o Marianie (LINK) – czy nieustająco maksymalizować parametr bezpieczeństwo ekonomiczne (płacąc cenę w innych parametrach – czas wolny, zdrowie, rodzina…), czy też po osiągnięciu stanu „wystarczające” skupić się na innych parametrach, by je też podnieść do poziomu „wystarczające” i wieść pełne dobre życie. Jest to kwestia: mentalność ciągłego niedoboru kontra mentalność dostatku.

przeszłość ma znaczenie. I dla oceny swojego aktualnego stanu, i dla podejmowanych decyzji. Dobrze jest mieć 3 miliony dolarów, zapewne. Ale inaczej ten stan oceni ktoś, kto miał wcześniej 1 milion, a inaczej ktoś, kto dopiero co miał 12. To, co dla nas jest zwykłe i banalne (zdrowe posiłki i bezpieczny sen choćby), dla miliardów ludzi jest marzeniem. Tutaj przydaje się zracjonalizowane podejście, które opisałem powyżej, w punkcie drugim (parametry itd.),

– czyniąc rozważania z punktu drugiego, łatwiej przejść do fazy aktywnego tworzenia korzystnych okoliczności. Wszystko nigdy w naszych rękach nie będzie, ale całkiem sporo jednak jest. To już można nazwać życiem dobrym i świadomym

– zwolennikom podejścia czysto intuicyjnego (szczęście jako nirwana) to rozwiązanie może się wydawać mało romantyczne. Nie ma to jednak nic wspólnego z przekonywaniem się do odczuwania szczęścia, za to ma dużo z jego uświadamianiem. A czy użyjemy nazwy szczęście, dobre życie, satysfakcja, to już inna sprawa.

PS podziękowania dla p. Grzegorza Moorthi, twórcze wymiany myśli z którym zdopingowały mnie do ujęcia wniosków w formie tego artykułu.

PPS obiecane linki do dwóch pozostałych artykułów o szczęściu:

Jak długo jesteś szczęśliwy, czyli dlaczego tak krótko?

Szczęście a pieniądze, czyli dają, czy nie?

 

Previous E-BOOK + DODRUK KSIĄŻKI!
Next Social Cafe - Jak się nie zgubić w sieci?

Powiązane wpisy

Autorefleksja 0 komentarzy

Pytania nokaut, poradzisz sobie, czy padniesz? Cz. 1 i 2

Pytania nokaut. Kilka prostych pytań, które wprawiają w zmieszanie 95% moich rozmówców. Mieszczą się przede wszystkim w kategorii Autorefleksja, ale bardzo mocno zahaczają o sferę Kariera. Są w tym przypadku

Autorefleksja

60.000 odsłon w ciągu 1. roku!

Równo rok temu uruchomiłem tę stronę. Wcześniej kilkadziesiąt lat zbierałem doświadczenia, a kilka lat świadomie już odkładałem tę chwilę „na później”, by mieć pewność, że jestem gotów. To „jestem gotów”

Autorefleksja 0 komentarzy

Ciało, czyli dlaczego nie pojedziemy szybciej

Poprzednie dwa artykuły „autorefleksyjne” dotyczyły naszych relacji z obszarem „PRACA”. Dzisiaj przejdziemy do drugiego z czterech obszarów pokrywających całą naszą aktywność, czyli „JA”. Nie będę próbował wymyślać koła od nowa