Autorefleksja – poradnik praktyczny na co dzień

Autorefleksja – poradnik praktyczny na co dzień

KSIĄŻKA Dariusz Użycki, „Czy jesteś tym, który puka?” dostępna TUTAJ (link)

 

Autorefleksja może zostać podzielona na doraźną i systematyczną. Zacznijmy od tej pierwszej. Prosty przykład z życia, który to świetnie ilustruje. Kwiecień 2005, umiera papież Jan Paweł II, przez kraj przetacza się fala żałoby i oświadczeń, jak bardzo ten fakt wpłynie na postawy i zachowania. Jednym z efektów były nawet deklaracje „kibiców” niektórych drużyn piłkarskich, że teraz to już przestaną się bić i mordować z „kibicami” wrogich drużyn… Bo już miłują innych ludzi wobec śmierci papieża Polaka.  A jak jest dzisiaj? Biją się nadal, zdarza, że i mordują. Autorefleksję doraźną przeżywamy w momentach szczególnych, nie zdarzających się systematycznie. Przede wszystkim o wymiarze nieszczęścia, spadającego na nas niespodziewanie. No bo jak jest szczęście, to o czym tu myśleć? Przecież nam się należy. Takie wydarzenia, to np. śmierć najbliższych, utrata pracy, ciężka choroba, kryzys małżeński. Dostajemy nagle maczugą w głowę i zaczynamy się zastanawiać, dlaczego do tego doszło, jak na to zareagować, czy i jak zmieniać styl życia i priorytety. Wyjątkiem od niesystematyczności autorefleksji doraźnej jest Nowy Rok. No bo ten zachodzi systematycznie co 365 dni, a my pod wrażeniem chwili zaczynamy formułować noworoczne deklaracje. Że teraz to się już nauczę angielskiego, rzucę palenie, zmienię pracę, zacznę spędzać więcej czasu z rodziną, będę systematycznie ćwiczyć, zapiszę się na jogę, zacznę racjonalnie jadać i tak dalej. Nieprzypadkowo noworoczne postanowienia umieściłem na końcu powyższego wyliczenia. Znamy przecież wartość tych postanowień. Są one wręcz symbolem ulotności i obietnic bez pokrycia, niestety. Takie są losy większości efektów autorefleksji doraźnej. Zdarzają się oczywiście spektakularne przełomy, gdy np. ktoś po śmierci najbliższego lub zawale serca trwale doznał olśnienia i rzeczywiście przewartościował cele życiowe. Ba! Być może po raz pierwszy w ogóle je świadomie formułując. Obawiam się jednak, że to sporadyczne przypadki. W pozostałych, czyli większości, dzień po dniu wyparowuje z nas zapał do zmiany. Racjonalizujemy sobie, dlaczego to jeszcze nie ten moment. Czas leczy rany, także te psychiczne i wracamy do status quo. Wszystko jest jak było. Podobne efekty mają wspominane przeze mnie kilka razy mowy motywacyjne. Nie umniejsza to wartości samej autorefleksji doraźnej, ale pokazuje, że brakuje tutaj elementu dodatkowego: systematyczności. Czyli tej aktywności, która z jednej strony utrwala i dopracowuje efekty autorefleksji doraźnej, a z drugiej samodzielnie może również te efekty wywoływać. Bez potrzeby czekania na jakieś dramatyczne wydarzenia. W pierwszym przypadku można znaleźć analogię do wybuchu, który oderwał blok marmuru i od nas zależy, czy sobie będzie kruszał i mchem obrastał, czy też właśnie systematycznym działaniem coś z niego wyrzeźbimy. Dla drugiego przypadku też znamy przecież świetną metaforę, do tego również geologicznej natury – kropla drąży skałę. Byle systematycznie na nią padała.

Jak sobie zorganizować życie z systematyczną autorefleksją? Moja pierwsza propozycja, szczególnie dla początkujących, jest następująca: zamień słowo systematyczna na codzienna. To daje fantastyczny efekt czegoś mierzalnego i możesz się łatwo kontrolować. No bo systematyczna, to jaka? Czy co drugi dzień to jest dobrze? A co trzeci? A raz w tygodniu? A gdyby tak nieregularnie, jak mi się raz na kilka dni coś przypomni, to wciąż jest systematycznie, czy już nie? Już po tej serii pytań widać, że lepiej uniknąć takich pułapek. Bo one zawsze prowadzą do jednego. Do naturalnego wygaśnięcia takiej aktywności i powrotu na pole startowe. Tyle że rok albo i więcej poszedł na straty. Tym samym nakładamy na siebie prosty mechanizm kontrolny, do tego zerojedynkowy, bez możliwości wymówek. Codziennie.

W jakiej porze dnia i jak długo? Każdy niech sobie wypracuje własne podejście. Byle takie, które działa. Codzienna autorefleksja ma dwa cele. Pierwszym z nich jest podsumowanie dnia. Zebranie myśli, co się dzisiaj wydarzyło w kluczowych obszarach naszej aktywności, dlaczego akurat to się wydarzyło, jakie są tych wydarzeń konsekwencje, czy i jak mogłem postąpić inaczej. Już to sugeruje, że najlepiej robić to wieczorem. Może nawet przed snem, o ile jesteśmy wystarczająco przytomni. Arbitralnie ustawiona sobie godzina może nie zadziałać. Życie będzie nam w tym przeszkadzać i będziemy odczuwać dyskomfort. Ale jeśli Tobie takie podejście akurat pomoże, to oczywiście wprowadź ten dodatkowy element dyscypliny. Z kolei jak długo? Niech to będzie kilka do kilkunastu minut. Wystarczy. Nie chodzi o dzielenie włosa na czworo i samobiczowanie się analizowaniem alternatyw. Kilka minut codziennie to już ogromne zwycięstwo. Ważny jest jeszcze jeden element. Bez niego raczej nasz wysiłek nie przyniesie efektu. Tym elementem jest cisza wokół nas. Cisza, która umożliwia skupienie. Wtedy te kilka minut to prawdziwa waga ciężka. Tym bardziej, że wymóg ciszy oznacza automatycznie przebywanie w pojedynkę, samemu. Uwaga,  samemu odnosi się nie tylko do ludzi. Odnosi się też do smartfona, komputera, telewizora itd. Odstaw wszystko, co Cię rozprasza. Wtedy poczujesz, jakie długie są te minuty, a kilkanaście to już niemal wieczność. Efekt dodatkowy – wyciszenie.

Poza wspomnianym celem pierwszym, jakim jest podsumowanie dnia, jest też drugi cel autorefleksji codziennej. Jest nim zadanie sobie pytania, czy i co mnie dzisiaj lub w ostatnich dniach przybliżyło do celów długoterminowych. Tych nie związanych z obecnie wykonywaną pracą. Tych, które wykraczają poza zwykłą i powtarzalną realizację celów bieżących. Ważne jest właśnie porzucenie perspektywy „tylko dzisiaj” i zastanowienie się nad procesami, jakie zachodzą w naszym życiu. Czy tylko pędziłem kolejny dzień jak chomik (czasem inaczej się nie da), czy też zrobiłem coś o znaczeniu strategicznym. To nie muszą być rzeczy wielkie. Przestrzegam przed takim myśleniem, bo wpędzimy się w kompleksy. To może być jeden telefon, ale do właściwej osoby i z właściwym przekazem. Na przykład  rozpoczęcie lub pogłębianie kontaktu networkingowego z osobą mogącą mieć duży wpływ na naszą pracę za pięć i więcej lat. Taki telefon, który uchyla drzwi do ważnego kontaktu, który może wpłynąć na naszą przyszłą aktywność. To może być jeden mail tego typu, to może być choćby wysłanie zaproszenia do połączenia przez LinkedIn, zgłoszenie się na konferencję. Dotyczy to oczywiście także sfery pozazawodowej. To może być też kolejna próba odpowiedzenia sobie na jedno z pytań z zestawu znajdującego się w innym artykule tej strony. I tak dalej, i tak dalej. To jest moment o fundamentalnym znaczeniu! To jest ten moment, w którym zaczynamy odzyskiwać kontrolę nad swoim życiem. Bo jeżeli codziennie upuścimy kroplę podsumowując nie tylko ulotne kwestie bieżące, ale także procesy długoterminowe, to nie ma takiej skały, która nie otworzy się przed nami. Uświadomimy sobie przede wszystkim, czy w ogóle mamy jakieś cele strategiczne. Następnie je sformułujemy. Później zastanowimy się, jak ma wyglądać droga ich osiągnięcia (etapy pośrednie), jaka musi być nasza aktywność w tym kierunku, czego oczekujemy w związku z tym od świata i jak to światu powiedzieć, by zobaczył w tym też swój interes. Tego się nie robi na jednym popołudniowym posiedzeniu. To się wypracowuje właśnie poprzez autorefleksję systematyczną.

Podsumujmy:

– codziennie

– kilka(naście) minut

– w ciszy i samotności

– podsumuj dzień bieżący

– rozważ, co dzisiaj zrobiłeś istotnego z punktu widzenia Twoich celów strategicznych.

To już przestaje być ogólnikowa i wyidealizowana gadanina, ŻE trzeba się obudzić i wzlecieć. To już jest konkretny plan działania. Rozpisany na minuty. Łatwy w fizycznej realizacji. Trudny tylko przez to, że teraz już nie da się oszukiwać samego siebie. Robisz, albo nie robisz, to widać od razu. No bo jeżeli nie robisz, to nie marudź kilka lat później, że świat Cie nie rozumie i omija.

W następnej części – co robić w trakcie tych kilku(nastu) minut. Wkrótce.

Previous Czy wiek ma znaczenie? A Twój wiek?
Next Sens kariery, czyli zobacz las zamiast drzew

Powiązane wpisy

Autorefleksja 0 komentarzy

Autorefleksja, czyli o pożytku posiadania wagonu amunicji

Trzy z moich poprzednich artykułów dotyczyły kilku węższych obszarów autorefleksji. Łatwo te artykuły odnaleźć, bo…, cóż za niespodzianka, w ich tytule zawarte jest słowo kluczowe „autorefleksja” (wedle zasady – jeśli

Autorefleksja 0 komentarzy

Szczęście a pieniądze, czyli dają czy nie?

Jest takie jedno z tych wiecznie żywych pytań, które zawsze wzbudza emocje i niekończące się dyskusje: czy pieniądze dają szczęście? Jest to jedno z zagadnień typu gdzie jest wiatr, gdy nie wieje? Samo

Autorefleksja 0 komentarzy

Galeria Sław, czyli moje miejsce mocy

Moje artykuły i komentarze wywołują spory oddźwięk i są często komentowanie. Zwykle pozytywnie i twórczo, choć i z dozą krytycyzmu. Z pierwszego się oczywiście cieszę (człowiekiem zaledwie jestem), za drugie

12 komentarzy

  1. Panie Dariuszu
    A nie myślał Pan by zebrać to wszystko w książkę?
    Bo już tworzy to pewną całość, opowieść.

    Zrozumiałem, że stawia Pan tezę, że
    autorefleksja + planowanie = kontrola
    Można by o tym podyskutować 🙂
    Kiedyś stwierdziłem, że życie jest jak gra w brydża. Bóg rozdaje karty, ale to od nas zależy jak nimi zagramy. Nie zapominając że w brydża grają tylko lub aż 4 osoby 🙂
    Pozdrawiam serdecznie

          • Dariusz Użycki
            Styczeń 19, 14:33

            :-)) Rozważę, ale… rzeka to „nuda”, nam się marzą burzliwe oceany 🙂

        • : )
          Jak to kiedyś ktoś napisał komentarz do jednego z postów na LI czas na polskiego Coveya : ) …pamiętam dawne czasy kiedy żaden inny dezodorant inspiracji nie działał na mocniej i dłużej niż „7 nawyków skutecznego działania” . Może dlatego też SIEDEM to moja ulubiona liczba ; )

          Na takie momenty można czekać tak długo jak trzeba : ) No to czekamy : )

          • Dariusz Użycki
            Styczeń 19, 14:36

            Zależy czego „siedem”, cierpliwości :-).
            PS Ale Coveyem to ja nie zostanę…

          • Sylwia Ozga
            Styczeń 19, 15:42

            Ps. To dobrze! Bo jeden w zupełności wystarczy : ) tam był
            cudzysłów i uśmiech : )

    • Panie Pawle, trochę zbyt daleki wniosek :-). Jest to teza z zastrzeżeniem „w ramach możliwości”. Czynników losowych wykluczyć nie sposób. Od dużych (wojna, kryzys), po jednostkowe (choroba, redukcja i tak dalej). Powyższych „możliwości” mamy jednak całkiem sporo. Motywem przewodnim moich przemyśleń jest kwestia przejawiania inicjatywy, a następnie ujmowania jej w ramy przemyślanej akcji. Każdy oczywiście niech decyduje sam, ile mu tej inicjatywy i akcji potrzeba. Byle ze świadomością skutków podjęcia lub niepodejmowania działania (i to jest drugi element moich przemyśleń lub „misji”). Serdecznie dziękuje za komentarz!

Skomentuj

Ze względu na boty możliwość dodawania komentarzy tymczasowo wyłączona.