Człowiek i sztuczna inteligencja, AI; symbioza

Człowiek i sztuczna inteligencja, AI; symbioza

Na początek trzy istotne założenia. Nie będę kusił się o futurystyczne przepowiednie. Ich autorom zbyt często bardziej zależy na własnej oryginalności i rozgłosie, niż logice i rzeczowym dialogu. Co więcej, wspomniane futurystyczne przepowiednie bardzo szybko odchodzą do lamusa. Wręcz ośmieszają się z racji dynamiki rozwoju technologii. Dość zauważyć, że nauka i inżynieria wyprzedza dzisiaj nawet filozofów, którzy generalnie zniknęli z radarów społeczeństw. Nie będę też oceniał tematu tytułowego pod kątem dobra i zła. To temat na osobne publikacje. Zajmę się techniczną wykonalnością, zarysowaniem procesów i naszych interakcji z nowymi technologiami. Trzecie założenie – będę posługiwał się powszechnie stosowanym pojęciem sztucznej inteligencji, AI, choć obecnym systemom i tym z bliskiej przyszłości do jakiejkolwiek inteligencji w rozumieniu ludzkiej bardzo daleko. Przemawia za tym powszechność pojęcia AI oraz wygoda. Za to o tym, czym AI jest, a czym jeszcze nie, warto pamiętać.

Obecność AI wokół nas

Zacznijmy od czegoś prostego. Rozejrzyjmy się dookoła i zbierzmy kilka puzzli, które już istnieją. Tyle że w różnych miejscach i na różnym etapie rozwoju. Poskładajmy w jeden system następujące porozrzucane elementy:

autonomiczne roboty, w tym humanoidalne, choćby Boston Dynamics, Agility Robotics, AIST, Houston Mechatronics i in. – chodzą, biegają, pływają, latają, reagują na zmienne otoczenie i impulsy w czasie rzeczywistym, już dziś mogą wykonywać polecone prace transportowe, instalacyjne itd. – to już jest i rozwija się z ogromną dynamiką (filmy są dostępne nawet na portalu YouTube)

system rozpoznawania twarzy, czyli identyfikacji rozmówcy – to już jest

system rozpoznawania emocji i zaangażowania rozmówcy, czyli analiza mowy ciała, mimiki, głosu, składni językowej i adekwatne reagowanie (quasi-empatyczne) – wymienione elementy już istnieją, kwestia doskonalenia i złożenia w całość

systemy komunikacji w czasie rzeczywistym, chatboty Google, FB i innych producentów – już istnieją, przechodzą test Turinga (albo są tuż tuż według niektórych ocen), rok w rok stają przed szansą zdobycia nagrody Loebnera i z roku na rok są coraz lepsze

systemy generacji mowy – istnieją takie i już na tyle dobre, że na co dzień nie do odróżnienia od człowieka, do tego mogą mówić dowolnym głosem (Twoim, moim itd.)

transmisja i przetwarzanie danych w czasie rzeczywistym będąc podłączonym bezprzewodowo do chmury, czyli sumarycznej wiedzy „całego świata”, a nie jednej ludzkiej głowy – fundament już istnieje, trwa doskonalenie dostępu, selekcji i analizy informacji (choćby wydajności – 5G, komputery kwantowe, nanotechnologia, nadprzewodnictwo, „uczenie się” systemów i dalsze)

sprzężenie z innymi urządzeniami, automatyczna wymiana informacji i adekwatne autonomiczne reagowanie – od lat rozwija się takie systemy dla wojska, a elementem tego będzie choćby IoT.

Powtórzę – wszystkie wymienione elementy już istnieją. Tyle że osobno i w różnym stadium (przynajmniej to, co znamy oficjalnie). Włóżmy to wszystko we wskazanego na początku autonomicznego robota humanoidalnego Boston Dynamics i co otrzymujemy? Nieskończenie cierpliwego i empatycznego towarzysza osób samotnych i przewlekle chorych (który dzięki połączeniu z lodówką i siecią nawet zakupy samodzielnie zamówi, a dostarczy je np. dron lub autonomiczne auto…). Przewodnika turystycznego lub muzealnego. Dostępnego 24/7 ochroniarza do patrolowania obiektów i przestrzeni wokół nich. Pracownika magazynowego. Ratownika działającego w terenie niedostępnym dla ludzi. Muła transportowego dla żołnierzy, górników itp. A za chwilę może już wręcz żołnierza i górnika? I tak dalej. Wspomniana „chwila” jest zapewne mierzona dekadami, co oznacza, że… jedno pokolenie (nasze!) może już tego doświadczyć. Oczywiście, że te systemy jeszcze nie są wystarczająco sprawne, za to ich doskonalenie odbywa się z ogromną dynamiką. Nie wymyślanie, a doskonalenie. To zasadnicza różnica. Tym bardziej, że wszystko, co opisałem powyżej jest powszechnie dostępną wiedzą. A co w tajnych ośrodkach badawczych?

Sekwencja zdarzeń będzie taka sama, jak zawsze. Najpierw takie systemy stworzy się dla wojska, później dla służb ratowniczych i pomocniczych, później technologia, w miarę upowszechniania i ekonomizacji (by była tańsza od człowieka), przejdzie na wspieranie osób trwale samotnych i/lub poszkodowanych. Później powszechna dostępność. Te etapy będą się mocno zazębiać, to też znany nam z przeszłości standard. A równolegle będą szły zastosowania przemysłowe, bo to przecież potężny motor rozwojowy. Tym bardziej, że prace nad wyżej wspomnianymi systemami toczą się w kilkuset wiodących ośrodkach jednocześnie oraz tysiącach wspomagających i podlegają presji rywalizacji naukowej, ekonomicznej, politycznej i wojskowej. Finansowane są nie tylko przez państwa, ale coraz częściej przez potężne firmy, czy wręcz poszczególnych miliarderów. To właśnie jest tłem wskazanego na samym początku cytatu Stanisława Lema. Tocząca się kula śniegowa. Nie do zatrzymania. Możemy za to i powinniśmy wpływać na jej kształt i kierunek toczenia. Narzędziem jest ekonomia (opłacalność) oraz rozwiązania prawne – także jako konsekwencja potrzeby rozwiązywania kwestii etycznych oraz społecznych (właśnie za tym nie nadążają obecnie ani filozofowie, ani prawodawcy). Czyli to samo, co było w przypadku samochodów, komputerów itd. Czyli coś, co będzie rozwiązywane, bo musi.

Wniosek – skoro to, co wymieniłem, już jest, to teraz dopiero spójrzmy za siebie, jaki był start 20 lat temu i następnie przed siebie, za kolejne 20 lat. Wniosek? To się już dzieje i zasadnicze pytanie wcale nie brzmi, czy AI będzie się rozwijać. Odpowiedź na pytanie „czy” już znamy i jest ona poza nami. Z racji wielości ośrodków badawczych, konstrukcyjnych, politycznych, biznesowych, inwestorskich nie istnieje opcja zatrzymania tego procesu. Zasadnicze pytanie brzmi więc „jak” go rozwijać. By ująć to w karby prawne, także pod kątem wspomnianych konsekwencji społecznych. Bo to może i wspierać człowieka, ale także czynić go zbędnym zbyt szybko w zbyt wielu miejscach… Tenże sam człowiek może wykorzystać taką technologię do wspierania innych ludzi, albo do inwigilacji całych społeczeństw. To też widzimy już dzisiaj. Na razie to rozwiązania kosztowne, zawodne, ułomne. Tylko na razie. Choroby wieku dziecięcego.

Opisana powyżej możliwość integracji wymienionych systemów w jeden, do tego chodzący, jeżdżący, latający, czy pływający jest zresztą skrajną opcją technologiczną. Dosyć rozpowszechnionym błędem jest utożsamianie AI z człekokształtnym robotem, który będzie kopią człowieka, jego wszystkich funkcji intelektualnych i motorycznych jednocześnie, do tego z rozbudzoną samoświadomością. AI będzie w pierwszym rzędzie wyspecjalizowana w poszczególnych elementach tychże funkcji, co w zupełności wystarczy do powszechnych zastosowań przemysłowych oraz w życiu codziennym. Celem nie jest stworzenie drugiego człowieka. Przynajmniej nie zasadniczym. Świat i człowiek jest już na to przygotowany.

Kontakt człowieka z AI

Powyżej zasugerowałem, by spojrzeć o 20 lat przed siebie. Rozważając relacje człowiek-AI czynimy domyślnie i raczej nieświadomie dwa założenia:

– wyobrażamy sobie nieokreślony, ale dosyć odległy czas od dzisiaj; czas w którym natychmiastowo jest widoczny ogromny skok technologiczny. Różnica później-dzisiaj jest wtedy tak uchwytna, jak w powieści sci-fi

– nakładamy na ocenę powyższej różnicy później-dzisiaj domyślne reakcje… swojego pokolenia, a nawet pokolenia swoich rodziców.

Wtedy bardzo łatwo o jakże częsty opór emocjonalny i wniosek „To niemożliwe, żaden człowiek tego nie zaakceptuje, tak się nie da!”. Tymczasem oba powyższe założenia są fundamentalnie błędne.

Po pierwsze, wyobrażana sobie powyżej zmiana nie wydarzy się z dnia na dzień (co jest właśnie tym intelektualnym szokiem rodem z powieści sci-fi). Ona będzie zachodzić dzień po dniu, rok po roku, kropla po kropli. A my wszyscy będziemy absorbować jej rezultaty w sposób rozciągnięty w czasie. To dokładnie tak samo, jak byśmy komuś kilkadziesiąt lat temu powiedzieli, że kierując samochodem będzie wykonywał polecenia głosowe wydawane przez system nawigacji (a co to?) połączony z jego smartfonem (a co to?) a w domu i pracy będzie gadał z jakąś Alexą i Watsonem (z kim?), którzy będą przez chmurę (a co to?) podłączeni do Internetu (a co to?) oraz korzystać z Big Data (z czego?) itd. No i ten ktoś odpowiada: „Moja mama by zemdlała, zapomnij!”. Żadne mamy dzisiaj jakoś z tego powodu nie mdleją… Nasze życie to nie jest scena „Powrotu z gwiazd” wspomnianego już Stanisława Lema, gdzie bohater trafia na Ziemię po latach podróży i zderza się skokowo z kompletnie nową rzeczywistością.

Po drugie to nie nas i naszych rodziców należy przyłożyć do tejże różnicy później-dzisiaj, tylko nasze dzieci i wnuki (!). My już zejdziemy na drugi plan, a środek ciężkości będzie na następnym pokoleniu. Przyjrzyj się więc nie swoim interakcjom z technologią, czy też rodziców, a interakcjom swoich dzieci. Czy zaliczymy je potocznie do generacji Y, Z, czy Ę nie ma znaczenia. Ich podejście jest już daleko inne, a co dopiero ich dzieci… Ba, ja sam będąc w wieku 50+ nie miałbym dzisiaj żadnych problemów z tego typu interakcją i, jak sądzę, jestem raczej standardowym przedstawicielem pokolenia (no, może techniczne wykształcenie mi pomaga…). Bo nawet moje pokolenie już jest w tym pędzącym pociągu i ta podróż nas wciągnęła. Wręcz cieszymy się, że zdążyliśmy wsiąść.

Zaufanie do AI

Szybko zauważymy, że po wielu testach rozwiązania proponowane przez AI będą (a często już są) statystycznie lepsze i trafniejsze, niż nasze. Człowiek jest wygodny. Jeżeli ma pod ręką coś, co się sprawdziło, dostarcza systematycznie dobre rozwiązania, zdejmując z niego obowiązki i ograniczając ryzyka, zacznie z tego korzystać. W końcu po to wszystkie udogodnienia są wymyślane od zawsze. A czy jest to encyklopedia papierowa, czy encyklopedia elektroniczna, czy automatyczny pilot, czy system komunikujący się głosowo i dostarczający już propozycje rozwiązań zamiast samych danych – jakież to ma znaczenie? Jako użytkownikom nie będzie nam przeszkadzać, że nie mamy kontroli nad tym, jakim sposobem AI doszło do takiej, a nie innej propozycji. Pisząc „nam” mam na myśli przeciętnych użytkowników. Czy to prywatnych, czy to biznesowych. W fabryce i w domu. Skoro się sprawdza… Skoro najsłabszym ogniwem systemów jest zwykle sam człowiek… Skoro jest od człowieka tańsze i bardziej niezawodne…

Ba! Czy ktokolwiek z użytkowników obecnie się zastanawia, jak nawigacja wyliczyła proponowaną drogę i dlaczego akurat teraz każe nam skręcić w lewo? Czy ktokolwiek się zastanawia, dlaczego jakaś aplikacja proponuje nam te, a nie inne filmy, muzykę, zakupy? 99% absolutnie nie. Co więcej, mamy naturalną reakcję, by tejże nawigacji odpowiadać słownie, mimo że to nie człowiek. Jest w nas naturalna tendencja do personifikacji „rozmówcy”, nawet jeżeli to jest dzisiaj stosunkowo prosty system automatyczny. Współczesna nawigacja z AI nie ma przecież jeszcze nic wspólnego, a już jej ufamy i domyślnie nadajemy „osobowość”. Skoro tak łatwo przychodzi personifikować nam swój samochód, telefon, nawigację, to co dopiero, gdy systemy nas otaczające staną się jeszcze bardziej złożone i interaktywne. Skoro już dzisiaj kierowca potrafi uwielbiać swoje auto, żołnierz swoją broń, robotnik maszynę, czy narzędzie, a młodzież telefon. To już szeroko otwarte drzwi do mieszanych zespołów ludzie-AI.

Rozejrzyjmy się w poszukiwaniu kolejnych przykładów naszego już dzisiaj rosnącego zaufania do werdyktów wydawanych przez urządzenia. Automatyzacja sędziowania w skokach narciarskich. Pierwszy krok, czyli uwzględnianie wpływu zmiennych w czasie warunków podczas konkursu już za nami. Po początkowym niedowierzaniu dzisiaj to oczywisty element, z którego wyrokami nikt nie podejmuje próby jakiejkolwiek dyskusji. Sprawdził się. Co więcej, widać na tym tle, jak słabym i nieprzewidywalnym ogniwem są… sędziowie, którzy dodatkowo oceniają technikę skoku! Ileż tu subiektywnej przypadkowości. Czy da się ustawić na skoczni szereg kamer i dorobić oprogramowanie, które bez emocji każdego skoczka oceni wedle identycznych kryteriów, bez patrzenia na nazwisko i narodowość? Oczywiście! Problemem nie jest technologia, problemem nie jesteśmy też my jako widzowie, czy sami skoczkowie. Problemem, na razie, jest samo środowisko działaczy i sędziów, którzy mieliby oddać władzę urządzeniom. To tylko kwestia czasu. Im bardziej powtarzalne i widoczne są błędy ludzkie, tym większy będzie nacisk na oddanie tego bezstronnej maszynie. Tak samo w pół drogi jest działalność ludzka wywołująca jedne z największych emocji na całym świecie – piłka nożna. Wprowadzenie systemu VAR było długo oczekiwaną odpowiedzią na coraz bardziej widoczne błędy sędziowania. Początkowo argumentowano, że te błędy to naturalny element gry, który trzeba brać z dobrodziejstwem inwentarza. Jednak od tych błędów zależą już zbyt wielkie pieniądze, więc zrobiono pierwszy wyłom w postaci VAR. Jak byśmy dzisiaj zareagowali, gdyby chcieć z niego zrezygnować? Raczej gniewnie. A to i tak tylko pierwszy krok. Kolejnym będzie oddanie także ostatecznych decyzji systemowi, a nie sędziemu.

A systemy autopilota w samolotach? A pojazdy autonomiczne? Intel planuje uruchomienie pierwszych autonomicznych taksówek w kilku miastach już w 2022 roku. Przemysł? Przecież już dzisiaj szereg fabryk i obiektów magazynowych to wyludniające się hale w porównaniu z przeszłością. W wielu z nich są wręcz wyodrębnione strefy wolne od człowieka. To dopiero przedsionek rozwiązań AI. Początek początku. Biznes, w tym przemysł, tego chce, potrzebuje. My, ludzie, od dawna jesteśmy na drodze współistnienia z maszynami oraz fascynacji tym procesem. Tyle że maszyny bardzo szybko się zmieniają.

Kompilując wymienione powyżej puzzle w jeden obrazek (a wskazywać można wiele dodatkowych) widać, że nasze zaufanie do rozwiązań proponowanych przez urządzenia/AI już dzisiaj ma solidne podstawy i będzie rosnąć. Zaufanie oznacza z kolei akceptację dla obecności w swoim otoczeniu. W konsekwencji – akceptację dla interakcji, by pokusić się wręcz o słowo „współpracy”. Nie zapominajmy o wspomnianym wcześniej charakterze tego procesu: dzień po dniu, rok po roku, kropla po kropli.

PS artykuł został opublikowany w magazynie „Production Manager”, 03 (27), czerwiec-lipiec 2020.

Previous Co to jest profesjonalizm?
Next Fromm, "O nieposłuszeństwie i inne eseje"

Powiązane wpisy

Autorefleksja

Dlaczego boimy się mówić o sobie?

Podczas zajęć prowadzonych na studiach MBA oraz spotkań z menedżerami systematycznie notuję ciekawy wzór zachowań. Ze swadą i pewnością siebie prezentujemy kwestie biznesowe. Mamy swoje zdanie, potrafimy je przedstawić i

Autorefleksja

Wiedźmin a sprawa polska, czyli autorefleksja

Wiedźmin, Netflix, 4 ODCINKI – wrażenia na gorąco, czyli… autorefleksja i Krowi Level Co jest dla mnie najważniejsze w grach i filmach? Klimat. To coś, co wisi w powietrzu, co

Autorefleksja

Czy poezja pobudza autorefleksję? Cz. 1-5

CZĘŚĆ 1 A teraz coś z zupełnie innej beczki. Poezja autorefleksyjna dla każdego. W sam raz na dzisiejsze zabiegane czasy. Taka, która jakością i siłą przekazu odsyła w kosmos dobrą